Zawsze jak dziewczyna

rodacy warszawiacy gejmerzy, skąd bierzecie internety

2020.10.08 17:10 Htyrohoryth rodacy warszawiacy gejmerzy, skąd bierzecie internety

Przeprowadzam sięz dziewczyna i potrzebujemy internet, tylko nie wiem który lepszy. Ona ma od 2 lat czy roku orange światłowod i zachwala jaki to niezawodny bo nigdy awarii nie było, poza tym ze czasami sa przerwy techniczne bez żadnej informacji. Mimo to zawsze jak gram online to gdy ktoś ma problem z netem to jest Orange.
Ja za to lubie UPC, nie mialem z internetem upc nigdy problemu, ale firma która robi serwerownie w mieszkaniu pod kawalerka dziadka i pozywa go za żalenie to trochę beka.
Może jest jakiś inny fajny operator? Co polecacie?
submitted by Htyrohoryth to Polska [link] [comments]


2020.08.07 12:31 NeedTheSpeed Czy waszym zdaniem istnieje coś takiego jak przyjaźń damsko-męska?

Zacząłem się ostatnio nad tym zastanawiać i myślę że są pewne warunki w których może to działać, a w których nie.
Na swoim przykładzie mogę podać, że mam parę koleżanek które w sumie mógłbym nazwać przyjaciółkami i działa to dlatego, że znam ich charaktery, w jakimś stopniu poglądy i po prostu wiem, że na dłuższą metę nic by z tego nie było, ale lubię przebywać w ich towarzystwie, bo dobrze się z nimi rozmawia. Ważne w tym przypadku jest, moim zdaniem, to że żadna ze stron nigdy nie myślała o sobie w jakiś sposób więcej.
No i tu właśnie przechodzimy dalej. Często przy jakimś podrywie wśród znajomych znajomych kiedy dziewczyna poznaje chłopaka lub na odwrót pada to słynne stwierdzenie "możemy zostać przyjaciółmi" w takim wypadku myślę że w ogóle nie ma to szans powodzenia, bo jedna strona zawsze będzie w takiej relacji cierpieć.
A wy co o tym myślicie? Jak wy patrzycie na te kwestie?
Edit:
co do tego tekstu "zostańmy przyjaciółmi" nie chodziło mi o to bezpośrednio :DDD (chociaż tak jak napisałem, raz dane mi było coś takiego usłyszeć) tylko o coś takiego między wierszami.
submitted by NeedTheSpeed to Polska [link] [comments]


2020.06.25 20:19 arabellla55 My House Of Horrors: Część 1 - Upadający Dom Grozy Jest to tłumaczenie powieści z tej stronki: https://m.wuxiaworld.co/My-House-of-Horrors/

„Po raz pierwszy odwiedziłem tak mało przerażający Dom Horrorów."
„Rekwizyty są zbyt fałszywe, w ogóle się nie przestraszyłem. Jeśli już, to wszystko wydawało mi się żartem."
„Materialiści tacy jak my naturalnie nie mają się czego bać! Duchy nie są prawdziwe!"
„Szczerze, powinniśmy byli zostać w hotelu. Byłem tak blisko zdobycia kolejnego poziomu w mojej grze online."
Grupa studentów narzekała z rozczarowaniem przed Domem Grozy Zachodniego Jiujiang City, zanim odjechali na swoich motocyklach. Chen Ge, który trzymał stos ulotek reklamowych Nawiedzonego Domu, potrząsnął z przygnębieniem głową, gdy to zobaczył.
Sztuka straszenia była umiejętnością, ale wraz z wprowadzeniem przerażających filmów, próg wielu współczesnych obywateli został podniesiony. Przez co wizyta w Nawiedzonym Domu nie różniła się niczym od spaceru po własnym podwórku.
„Szefie."
Za nim rozległ się czysty kobiecy głos. Odwracając się zobaczył smukłego „zombie" w stroju pielęgniarki wybiegającym z Nawiedzonego Domu w przypływie gniewu.
„Co się stało, Xiao Wan?" Ta zombie nazywała się Xu Wan; była jednym z tymczasowych aktorów zatrudnionych przez Nawiedzony Dom.
„Tych kilku chuliganów, próbowało mnie wykorzystać" dziewczyna syknęła przez zaciśnięte zęby a jej pięści zacisnęły się same.
Więc to jest tylko narzekanie...
„To okropne; nawet nie zostawili zombie w spokoju. "Jako szef, naturalnie Chen Ge stał po stronie swoich pracowników. „Później poproszę kierownika parku rozrywki, aby nagrał materiał z monitoringu."
„Nie ma takiej potrzeby. Kiedy zdałem sobie sprawę z ich zamiarów, rzuciłam cios prosto w twarz tego chłopaka" Xu Wan wskazała na plamę krwi na brzegu swojego stroju i wykrzyknęła dość dumnie: „Widzisz, to nie jest sztuczna krew."
„Dobrze, dobrze, dziewczyna powinna nauczyć się, jak się chronić". Chen Ge otarł zimny pot z czoła.
„Kiedy odwrócił się, by spojrzeć na zachodzące słońce, powiedział: „Przypuszczam, że nadszedł czas, aby zakończyć pracę. Prawdopodobnie nie będziemy mieli więcej gości, więc pomóż mi i powiedz wszystkim, że możemy dziś wyjść wcześniej z pracy. "
Uświadomił sobie jednak, że dziewczyna w makijażu zombie nie miała zamiaru odejść.
„Czy jest coś jeszcze?"/„Chcesz coś jeszcze?"/„Czy coś się stało?"/„O co chodzi?"
„Szefie..." Xu Wan zawahała się, po czym powoli wyciągnęła z kieszeni dwa listy „To są listy rezygnacyjne Tao Minga i Xiao Wei. Byłeś dla nich świetnym szefem, więc nie mieli odwagi dać ci je osobiście i kazali mi je ci przekazać."
„Oni odchodzą?" Chen Ge zadał oczywiste pytanie, akceptując listy, a następnie dodał: „Każdy ma swoje własne marzenie, które musi ścigać, więc niech tak będzie. Xiao Wan, możesz teraz iść, jeśli nie ma nic więcej".
„Dobrze ale najpierw usunę makijaż."
„Po wyjściu małego słodkiego zombie, Chen Ge w milczeniu zapalił papierosa. Pół roku temu, kiedy jego rodzice zniknęli w tajemniczy sposób, jedyną rzeczą, którą mu zostawili, był Nawiedzony Dom. Aby nie zapomnieć wspomnień z nimi związanych, Chen Ge zrezygnował z pracy, aby skupić się na zarządzaniu Nawiedzonym Domem.
Niestety czasy się zmieniają. Pomimo tego niszowego gatunku między Nawiedzonymi Domami istniała ogromna konkurencja, a także wiele ograniczeń. Straszny scenariusz straciłby jego czynnik odstraszający po początkowym doświadczeniu, ale ciągła aktualizacja wymagałaby wielu zasobów i pieniędzy.
Już od kilku tygodni dochód Nawiedzonego Domu z codziennej sprzedaży biletów ledwo pokrywał wydatki na elektryczność i wodę.
„Zastanawiam się, jak długo jeszcze mogę wytrzymać."
Po zgaszeniu papierosa, gdy Chen Ge był gotowy wrócić do Nawiedzonego Domu, podszedł do niego mężczyzna w średnim wieku w mundurze New Century Park. Kiedy go zobaczył, Chen Ge przyspieszył swoje tempo jak mysz dostrzegająca kota.
„Myślisz, że możesz udawać, że mnie nie widziałeś?" Mężczyzna w średnim wieku zacisnął dłonie na ramionach Chena Ge. „Szef wymaga ode mnie abym jak najszybciej zebrał pieniądze."
„Wujku Xu, nie chodzi o to, że nie chcę ci płacić, ale naprawdę nie mam ci z czego zapłacić. Czy możesz mi dać kolejny miesiąc?"
„To samo powiedziałeś mi w zeszłym miesiącu!"
„Obiecuję, że to zdecydowanie ostatni raz!" Chen Ge poklepał się po piersi, gdy obiecał szczerze.
„Skoro pracownicy z twojego Nawiedzonego Domu już sami się zwalniają, to dlaczego ty nadal jesteś taki uparty." Kiedy mężczyzna w średnim wieku zobaczył listy w dłoni Chen Ge, siła na ramionach Chena Ge stopniowo się zmniejszyła. „Jesteś taki młody; nadal możesz zacząć od nowa inną karierę, więc dlaczego robisz to dla siebie?"
„Wujku Xu, wiem, że się o mnie troszczysz, ale ten Nawiedzony Dom ma dla mnie inne znaczenie. Wydaje mi się, że nadal nie chcę pozwolić, by ostatnie wspomnienie o moich rodzicach odeszło" Chen Ge powiedział to ściszonym głosem, jakby bał się, że inni go usłyszą.
Jako kierownik parku rozrywki mężczyzna w średnim wieku naturalnie wiedział o zniknięciu rodziców Chena Ge. Po kilku sekundach westchnął i powiedział:
„Dobrze, rozumiem, jak się czujesz. Postaram się porozmawiać z zarządem i zobaczę, czy mogą dać ci jeszcze kilka tygodni."
„Dziękuję, wujku Xu!"
„Nie dziękuj mi tak szybko, lepiej upewnij się, że możesz zwiększyć sprzedaż biletów, w przeciwnym razie zakończenie będzie takie samo".
Po odesłaniu kierownika parku rozrywki Chen Ge wrócił do Nawiedzonego Domu i rozpoczął codzienną rutynę sprawdzania sprzętu, utrzymywania przedmiotów i czyszczenia.
„Sztuczna krew w pokoju utrzymania jest prawie pusta; muszę kupić nową partię."
„Jeśli ten korytarz mógłby być nieco bardziej nachylony w bok, stworzy lepsze martwe pole, aby przestraszyć gości."
„Och nie, ta marionetka jest już zepsuta; będę musiał ją później naprawić."
„Kurwa! Co się stało z żarówką, którą zainstalowałem tutaj w zeszłym tygodniu? Kto ją ukradł?"
W oczach osoby z zewnątrz był właścicielem Nawiedzonego Domu, niejako młodego przedsiębiorcy, ale tylko sam Chen Ge mógł zrozumieć trudności związane z utrzymaniem Nawiedzonego Domu. Nawiedzone domy były rodzajem rozrywki. Złapana w przerażającym środowisku sytuacja fizyczna i psychiczna utrzymywałaby się w podwyższonym stanie, ale kiedy stres został uwolniony, doprowadziłoby to do poczucia ulgi i satysfakcji; w pewnym sensie przypominało to masaż.
W tym samym czasie większość Nawiedzonych Domów była jednorazowymi atrakcjami. Najskuteczniejszą metodą biznesową dla Nawiedzonego Domu była mobilność, aby stale przyciągać nowe grupy odwiedzających. Nawiedzony dom, który utknął w miejscu, takim jak jego, musiał mieć ogromną popularność, aby zwabić tłumy, w przeciwnym razie nie byłby w stanie się utrzymać. Fakt, że udało mu się przetrwać tak długo, był już poniekąd cudem.
Ciągnąc zrujnowaną marionetkę, Chen Ge wszedł do pokoju konserwacji. Studiował projektowanie zabawek na studiach, a maszyny i pułapki używane w Nawiedzonym Domu zostały przez niego osobiście zaprojektowane i zbudowane. Proces konserwacji, który obejmował szycie i odmalowywanie, był suchy i powtarzalny.
„Wciąż brakuje mi fałszywej krwi. Jeśli dobrze pamiętam, na strychu wciąż jest trochę zapasów." Nawiedzony Dom został podzielony na trzy piętra; pierwsze i drugie piętro były dla nawiedzonych scenariuszy, a trzecie było magazynem.
Po otwarciu drewnianych drzwi, za mgiełką zrębków i pyłu, rodzice Chen Ge pozostawili różne materiały i niepotrzebne składniki z czasów, gdy zarządzali Nawiedzonym Domem.
Nie chcąc zmierzyć się z przeszłością, Chen Ge rzadko przychodził do tego miejsca.
„Teraz, gdy o tym myślę, minęło już prawie pół roku."
Patrząc na rozmaite wyposażenie, Chen Ge przypomniał sobie swoje dzieciństwo. W tym czasie jego rodzina zarządzała mobilnym Nawiedzonym Domem, więc miał okazję podróżować po kraju z rodzicami. Podczas gdy ta dwójka dorosłych była zajęta, zostawiali Chen Ge samotnie za kulisami, aby towarzyszył różnym duchom, więc nadzwyczajna odwaga Chen Ge była trenowana od najmłodszych lat.
W końcu, gdy jego przyjaciele w tym samym wieku bawili się klockami i łamigłówkami, biegał dookoła z fałszywą ludzką głową.
„Wszystko to są cenne wspomnienia".
Chen Ge wędrował bez celu, po czym wrócił do drewnianej skrzynki, w której przechowywano niewiele rzeczy, które pozostały po jego rodzicach. Wewnątrz siedział czarny telefon komórkowy wraz z szorstką lalką. Lalka ta była pierwszą zabawką, którą Chen Ge zrobił, gdy był dzieckiem, ale nie pamiętał nic związanego z tym telefonem. Oba te przedmioty zostały znalezione w opuszczonym szpitalu na wsi, a jeśli chodzi o to, dlaczego rodzice Chena Ge'a poszli tam w środku nocy, nawet policja nie mogła mu odpowiedzieć.
„Gdzie jest wasza dwójka?" Chen Ge podniósł lalkę i uszczypnął jej pyzatą twarz. Potem z westchnieniem powiedział sobie: „Lepiej znajdę tę sztuczną krew. Jeśli nie dam rady przetrwać poza sezonem, naprawdę będę musiał pożegnać się z Nawiedzonym Domem".
Chen Ge mówił do siebie, ale kiedy to powiedział, czarny telefon, który milczał w pudełku, nagle zaświecił słabym, zimnym światłem.
„Co się dzieje? Jakaś pozaziemska technologia czy zjawisko nadprzyrodzone?" Gdyby stało się to z kimś innym, prawdopodobnie ta osoba by już uciekła krzycząc jakby spotkała się z krwawym morderstwem, ale w porównaniu reakcja Chen Ge była znacznie spokojniejsza. Podniósł telefon i przyjrzał mu się bliżej.
„To dziwne. Próbowałem otwierać ten telefon ponad sto razy wcześniej, ale to nie działało, więc dlaczego otworzyło się dzisiaj samo? Ten telefon został znaleziony tam, gdzie zniknęli moi rodzice, więc czy to możliwe, że wiesz, że mam kłopoty i kontaktuję się ze mną, aby pomóc? "
Chen Ge otworzył telefon i na pierwszej stronie z czarnym tłem była dostępna tylko jedna aplikacja. Miała kształt Nawiedzonego Domu jako ikony.
„Ej przecież... To wygląda tak jak przednie wejście do mojego własnego Nawiedzonego Domu!"
Marszcząc brwi, Chen Ge kliknął w tą ikonkę, a na ekranie pojawił się rząd liter napisanych czymś, co wyglądało jak krew - Czy wierzysz, że na tym świecie są duchy?
Mówiąc obiektywnie, było to metafizyczne pytanie filozoficzne; dla studenta inżynierii, takiego jak Chen Ge, było to praktycznie niemożliwe.
„Może", wymamrotał do siebie Chen Ge, a kilka sekund później na ekranie pojawiło się nowe zdanie.
„Podświadomie wierzysz, że jest to twoja odpowiedz. Od tego momentu oficjalnie przejmujesz funkcję nowego właściciela Nawiedzonego Domu. Oczywiście nie jest to warte świętowania. Przed końcem samouczków zapoznaj się z moją ostatnią radą: samobójstwo jest najbardziej tchórzliwym zachowaniem i postaraj się przetrwać!"
„Co do cholery? Ale ten pompatyczny sposób mówienia przypomina mojego ojca".
Chen Ge ponownie kliknął aplikację i pojawiło się nowe okno.
_______________
Nawiedzony Dom Western Jiujiang
Status: Prawie Zamknięty
Dobra Reputacja: Zero
Dzienna Liczba Odwiedzających: Cztery
Miesięczna liczba odwiedzających: Dziesięć
Mój zespół duchów i upiorów: Brak
Przechowywane Przedmioty: Brak
Odblokowane Osiągnięcia: Brak
Aktualnie Dostępne Scenariusze [Ustaw Elementy]:
- Noc Żywych Trupów - Okropne rekwizyty, nieprzeszkoleni aktorzy, fabuła nie ma interesującej historii ani logiki zdarzeń. Współczynnik Krzyku: 0 Gwiazdek
- Minghun [Małżeństwo w Piekle] - Para rozdzielona w świecie żywych, związana ponownie w świecie martwych; dzieląc ten sam grób, dążąc do szczęścia w śmierci. Współczynnik krzyku: 0,5 Gwiazdki
Nieodblokowane scenariusze:
- Morderstwo o Północy - Niebezpieczny psychotyczny pacjent wędrował po przewróconym mieszkaniu. Nożyczki i drewniane młotki jako dłonie a on po prostu wędruje przed twoim pokojem. Współczynnik krzyku: 1 Gwiazdka
- Trzecia sala chorych - Co noc z tego opuszczonego budynku szpitala dobiegają niewyjaśnione odgłosy. Jako reporter gazety masz za zadanie dotrzeć do sedna tej mrocznej tajemnicy. Współczynnik krzyku: 3 Gwiazdki
- Ten Straszny Karawan - Wychodząc z karawanem niosącym trumnę, jeśli nie zdołasz uciec w ciągu godziny, pozostaniesz w nim na zawsze. Współczynnik krzyku: 2 gwiazdki
Codzienna misja: Wykonuj codzienne misje dostarczone przez Nawiedzony Dom, aby odblokować więcej przerażających scenariuszy. Nagrody odpowiadają trudności misji.
Warunki Rozbudowy Nawiedzonego Domu: Miesięczna liczba odwiedzających przekracza 100. Dobra reputacja ponad 60 procent. (Po 3 rozszerzeniach Nawiedzony Dom zostanie ulepszony do Drżącego labiryntu.)
Nawiedzone koło nieszczęścia (Wydaj punkty strachu generowane przez gości w Nawiedzonym domu, aby zakręcić kołem): Dekret o życiu i śmierci nigdy nie jest decyzją człowieka; fortuna i nieszczęście są oddalone tylko o cal. Mamy zarówno Duchy Owoców, aby zwiększyć długość życia, jak i pełne nienawiści Baleful Specters!
Inne funkcje: Do odblokowania
submitted by arabellla55 to u/arabellla55 [link] [comments]


2020.02.05 19:13 tyrynorm Prawnik, kontra programista, czyli o pierwszej pracy w wymarzonym zawodzie

Najpierw zacznę od siebie, na drugim roku studiów informatyki udało mi się znaleźć pracę jako programista, praca cudowna, mimo bycia tzw 'juniorem' każdy mnie szanuje i docenia moje decyzje, w zespole mam naprawdę dużo do powiedzenia. Można sobie pośmieszkować, jeszcze nie trafiłem na żadnego gbura, ba, nawet po tych prawie dwóch latach nikt mi nawet jednego złego słowa nie powiedział. Wynagrodzenie też całkiem spoko, zaczęło się od 3k na rękę, obecnie mam 5k. (zaznaczę tu że jest to rzeszów, więc jak na polskę B to całkiem wysoko).
Okej, teraz kilka zdań na temat mojej kuzynki. Dziewczyna okropnie ambitna, udało jej się skończyć studia prawnicze na uniwersytecie Jagielońskim. Zawsze rywalizowaliśmy ze sobą, ja miałem same szóstki tylko z matmy, a ona miała same szóstki. Obecnie jest zdesperowana, nie wiem co tu się odp**rdala, ale po roku rozsyłania CV jedyne jakie propozycje dostaje to stylu "odbieranie telefonów, chodzenie na pocztę i do sądu zanieść dokumenty", a wszystko to za UWAGA minimalną krajową, ale dopiero po 3 miesiącach pracy za darmo jak się przyjmie. Każdy tam uważa się za istotę wyższą, są niemili, zdarzało się jej wracać do domu z płaczem. Wydaje się, że ten zawód jest wysokoprestiżowy, ale póki co do tych ludzi mam zero szacunku.
Niestety jesteśmy z biedniejszej rodziny i wciśnięcie się po znajomościach odpada. Możecie mi wytłumaczyć co tu się odwala? Ma/miał ktoś podobne problemy jak ona? Poradźcie coś bo naprawdę zależy mi żeby jej pomóc...
submitted by tyrynorm to Polska [link] [comments]


2019.11.04 17:19 bloomer_from_poland Kryzys psychiczny

Hej Polska
Chciałbym Wam opowiedzieć moją historię kilku ostatnich miesięcy, jako może przestrogę dla innych, może jako naukę, może tylko po to, że mam potrzebę napisać światu o tym przez co przeszedłem. Będę się starał zachować anonimowość, aczkolwiek nie zdziwię się, jeżeli mnie ktoś rozpozna. Jeśli tak będzie, proszę, zachowajcie to dla siebie.
Żeby tylko zarysować - jestem raczej z dobrej rodziny, nigdy mi niczego nie brakowało, jednak nigdy też nie było tak, że dostawałem co będę chciał. Ot normalna rodzina klasy średniej/wyższej średniej. Rozwijam się w zawodzie, o którym marzyłem, od jakiegoś roku mieszkam sam na swoim...
Otóż nie do końca sam, ponieważ do końca czerwca br. mieszkałem z dziewczyną. Byliśmy razem jakieś 4 lata, w tym czasie prawie 2 mieszkaliśmy wynajmując gdzieś mieszkania. Nie zawsze było kolorowo, nie zawsze było tragicznie. Można powiedzieć, że było nijak/dobrze. Mieliśmy nawet dwa koty, co jest istotne w tej historii.
Pod koniec czerwca wróciłem z tygodniowego wyjazdu służbowego. Kolejnego dnia, gdy wróciłem z pracy dowiedziałem się, że moja dziewczyna chce skończyć związek. Przyjąłem to zadziwiająco spokojnie. Nie bez emocji, ale spokojnie, dorośle. Rozstaliśmy się jako przyjaciele. Ona wzięła "nowszego" kota, u mnie został starszy, który był naszym pierwszym wspólnym zwierzakiem, przede wszystkim dlatego, że ona marzyła o kocie.
W ten sposób zacząłem mieszkać sam. Ponownie podkreślam, że nie odczuwałem tego jakoś bardzo. Prawdopodobnie dlatego, że miałem dużo roboty na głowie. Poznałem kilka osób, niektóre bardzo blisko, jednak wszystko okazywało się tylko przelotnymi znajomościami. Zacząłem palić papierosy. Paczkę dziennie, czasem półtorej. Osoba, która z papierosami nigdy nie miała wspólnego. Zarabiam w końcu swoje pieniądze, kto mi zabroni. Poza tym ja nie jestem uzależniony, mogę w każdej chwili przestać.
Życie właściwie zaczęło mi się sypać we wrześniu, kiedy poszedłem na urlop. Przez bity tydzień siedziałem w chacie, paliłem papierosa za papierosem i jadłem żarcie na dowóz. Grałem w gry na kompie myśląc, że to mój wymarzony czas wolny. W końcu nie ma pracy, nie ma dziewczyny, która stałaby mi nad głową. Nie muszę się martwić o gotowanie, bo przecież zarabiam swoje pieniądze i przecież jakbym gdzieś na ten tydzień wyjechał, to wydałbym więcej. Zacząłem przy okazji tyć w oczach. W tym samym czasie zacząłem tracić kontrolę nad swoim otoczeniem. Zaczęły rosnąć sterty śmieci, brud zaczął zachodzić grubą warstwą w łazience i w kuchni.Nie wychodziłem wyrzucać śmieci do głównego kosza. Co więcej, nawet się nie fatygowałem, żeby wyrzucać je do worka na śmieci. Ale nie zwracałem na to uwagi, myślałem, że to olewam.
Potem zaczęło to wchodzić na moją psychikę. Życie jakby wymykało mi się spod kontroli. Zawsze się śmiałem jak w The Sims bałagan wokół postaci wpływał na ich morale, zaś wtedy zrozumiałem jak bardzo to mnie niszczy. Zaczęły też do mnie docierać wydarzenia z czerwca. Zacząłem wpadać w inne używki i robić rzeczy, których normalnie bym nie robił tj. pisanie do każdej możliwej dziewczyny na Tinderze, bycie bardzo bezpośrednim. Dla niektórych może to być normalne, dla mnie to był kompletnie inny świat. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że starałem się wypełnić pustkę po mojej dziewczynie, jakoś się dowartościować, może podświadomie zemścić. Byłem w totalnym amoku. Trwało to jakiś tydzień, może dwa. Ja zaś czuję jakby to trwało od czerwca. Warte podkreślenia jest to, że w tym czasie chodziłem do psychologa, jednak nie pomagał mi on w tym, co się aktualnie ze mną działo.
Być może wyda Wam się to trochę dziwne, ale tę serię niefortunnych zdarzeń przerwał niejako u mnie film Fangottena o tzw. doomerach. Z jego filmu trafiłem na filmy anglojęzyczne, gdzie znalazłem film jak chłopak opowiada o swojej drodze z doomera do bloomera. Po obejrzeniu i przeczytaniu komentarzy pod filmem trafiłem na informację, że niektórym ludziom w wyjściu z gówna pomaga stoicyzm i, co najbardziej mnie załamało, ogarnięcie porządku wokół siebie. W tym momencie uświadomiłem sobie, że gromadzący się wokół mnie syf jest objawem, ale też elementem, który jeszcze bardziej mnie pogrążał.
Czytałem o stoicyzmie i szczerze powiedziawszy, dla mnie ta filozofia zaczęła działać. Przede wszystkim założenie, że są rzeczy od nas zależne i od nas niezależne. Z niezależnymi nic nie zrobimy, więc nie warto się nimi w danym momencie zamartwiać. Zaś jeśli chodzi o zależne od nas: jeżeli jesteś w zagraconym mieszkaniu, masz dwie opcje: albo nic nie robić, dalej w tym żyć i zaakceptować wpływ tego na moją psychikę, albo w końcu posprzątać. Idiotycznie proste, prawda? Ale ja tego nie wiedziałem. A może wiedziałem, ale potrzebowałem to przeczytać. Wpłynęło na mnie z tej filozofii również to, że to ode mnie zależy jakie wrażenie coś na mnie zrobi. W każdym razie...
Piszę to w momencie, kiedy umyłem sedes, co uważam za wielkie osiągnięcie... Niby tylko porcelana, nad którą spędzacie kilka chwil w ciągu dnia, a jednak dla mnie to w tym momencie bardzo dużo. Wczoraj był pierwszy dzień od wielu miesięcy, kiedy jadłem owoce. Dużo owoców... Winogrona, banany, mandarynki... Możecie mi wierzyć albo nie, ale mam łzy w oczach pisząc ten fragment o owocach. Używki odstawiłem wszelkie. Tak jak wcześniej tylko "próbowałem" rzucić papierosy, tak po tym przejściu czuję do nich odrazę. Do wszystkich innych też. Posprzątałem mieszkanie i powiem Wam, że nie ma piękniejszego zapachu unoszącego się w domu od aromatu Pronto na świeżo wyczyszczonych meblach.
Wracając jednak do kota, z nim mam jeszcze duży problem. Kocham ją (kota) i ona kocha mnie, jednak kiedy na nią patrzę, myślę o tym jak moja była dziewczyna za nią tęskni. I tego nie potrafię jeszcze rozwiązać, a sprawia to spory ból. Ale wierzę, że teraz będzie tylko lepiej. Zrozumiałem też, jak bardzo samotnym człowiekiem jestem. W moim bezpośrednim otoczeniu nie mam nikogo. To jest druga rzecz, z którą się w tym momencie param.
Myślę, że jestem na dobrej drodze do bycia szczęśliwszym człowiekiem. Potraktujcie to wszystko jako przestrogę. Może kiedy będziecie w podobnej sytuacji, zaczniecie zauważać zależności i zobaczycie, że wpadacie w bajoro. Ale pamiętajcie, zawsze jest jakieś wyjście. Pisałem to z zamysłem, że zobaczę jakąś swoją wielką przemianę, jakieś boom, kiedy stałem się szczęśliwym. Teraz widzę, że jest to jednak proces bardzo stopniowy.

Ale zmierza w dobrym kierunku :)

Dużo zdrówka Polska, szczególnie tego psychicznego.
submitted by bloomer_from_poland to Polska [link] [comments]


2019.06.03 12:36 infidel9182 [Polish > English] Music Lyrics

Hey, I really want to understand a song, which name is Lifestyle from Malik Montana.
Thank you for helping!
Here's the copied lyrics:
Yeah, musisz wypierdalać Przyjechała babka rowerem, odleciała helikopterem, aye!
[Refren]
Nie ma czasu, trzeba zapierdalać (zapierdalać) Czas to pieniądz, a hajs się musi zgadzać (musi zgadzać) Wypierdalaj, jak nie chcesz być nadziewana (nadziewana) Gadkę o związku sobie daruj dla chłopaka (dla chłopaka) Nie ma czasu, trzeba zapierdalać (zapierdalać) Czas to pieniądz, a hajs się musi zgadzać Wypierdalaj, jak nie chcesz być nadziewana Gadkę o związku sobie daruj dla chłopaka
[Zwrotka 1:Borixon]
Oni piją od rana do nocy, walą mocno w nosy I przyjeżdżają tu Roksy, a sąsiedzi dzwonią już po psy A ja tyram od rana do nocy, mój pot ma zapach forsy I gdy palisz wszystkie mosty, ja tu kryję wszystkie koszty Bo nie wypadam z cyklu, już dwie dekady na rynku Mieli się to jak w młynku, palec trzymam na cynglu Więc posłuchaj drogi synku, uważaj jak na pasach Bo bardzo często falstart i chuj strzela tu lifestyle I fałsz to czy prawda, lecę jak nowa pajda Bez kodeiny i Sprite'a, nakurwiam tu jak Sparta (Sparta) Sparta! (Sparta!), Sparta! (Sparta!), Sparta! (Sparta!), Sparta!
[Refren]
Nie ma czasu, trzeba zapierdalać (zapierdalać) Czas to pieniądz, a hajs się musi zgadzać (musi zgadzać) Wypierdalaj, jak nie chcesz być nadziewana (nadziewana) Gadkę o związku sobie daruj dla chłopaka (dla chłopaka) Nie ma czasu, trzeba zapierdalać (zapierdalać) Czas to pieniądz, a hajs się musi zgadzać Wypierdalaj, jak nie chcesz być nadziewana Gadkę o związku sobie daruj dla chłopaka
[Zwrotka 2: Białas] Ta twoja dziewczyna ma w sobie ogromną pokorę, ty typie Bo zawsze jak dostaje liścia to nastawia drugi policzek Lata na koncerty, ale nie dlatego, że lubi pokrzyczeć Lata na koncerty, jedynie dlatego, że lubi po krzyczeć (Lachony, lachony, lachony) Jak Borixon mówił, że ziomki dzwonili na Roksę, możliwe, że dzwonili do niej Jestem zakazanym owocem (co?), moje korzenie są inne Ja nie jestem z dobrego domu i nie będę nawet jak kupię se willę Mówiła, że dba o formę bardzo Ucieka przed życiem - to jej cardio Bananowe dziecko się bawi i taki na życie ma plan Twój tata czarodziej, bo za wszystko płaci dziś, a nawet nie ma go tam
[Refren]
Nie ma czasu, trzeba zapierdalać (zapierdalać) Czas to pieniądz, a hajs się musi zgadzać (musi zgadzać) Wypierdalaj, jak nie chcesz być nadziewana (nadziewana) Gadkę o związku sobie daruj dla chłopaka (dla chłopaka) Nie ma czasu, trzeba zapierdalać (zapierdalać) Czas to pieniądz, a hajs się musi zgadzać Wypierdalaj, jak nie chcesz być nadziewana Gadkę o związku sobie daruj dla chłopaka
[Outro]
Trzeba zapierdalać! Jezu Chryste, Kubi! Nakurwiam tu jak Sparta Pik, pik hahaha!
submitted by infidel9182 to translator [link] [comments]


2018.11.27 09:08 jakub_j Problem z ojcem i mieszkaniem

Krótka piłka. Moje umiejętności prospołeczne są na lvl 1 więc nie bardzo wiem jak zachować się w poniższej sytuacji.
Dostałem od starszych nowe mieszkanie (babcia zmarła, w testamencie dostali jej mieszkanie, sprzedali, wzięli mały kredyt i kupili nowe). W przeciągu dwóch tygodni odbieramy klucze i wchodzi ekipa wykończeniowa.
Problem pojawił się na poziomie urządzania. Mój ojciec bez końca, że tak powiem, wtrąca nos. Cały czas stwierdza, że coś mu nie pasuje: a to podłoga ma zły kolor, a to drzwi nie takie, a to półka jest do niczego. Generalnie każdy element mu się nie podoba. Do tego przy znajomych zawsze mówi NASZE mieszkanie, JEGO miejsce parkingowe itp.
Wiem, że dla większości z was wyda się to płakaniem rozpieszczonego dzieciaka, jednak wejdźcie w moje buty. Jestem niesamowicie im wdzięczny za ten ogromny prezent, jednak chciałbym urządzić to tak, jak mi się podoba, wszak ja tam będę mieszkał. Do tego dziś się dowiedziałem, że na pewno to moja dziewczyna wymyśliła jakąś tam nieporęczna jego zdaniem półkę nad wanną, żeby sobie stawiać tam świeczki. A na takie obrażanie nie chce już sobie pozwolić. Zahacza to wszystko o takie passive agressive. Róbcie jak chcecie, ale ten kolor jest bez sensu, to nie pasuje, to coś tam. Chcę zrobić po swojemu, jednak nie chce żyć ze świadomością, że mojemu tacie się wszystko nie podoba, a to od rodziców to właśnie dostałem.
To tyle. Jakbyście zachowali się w takiej sytuacji? Przesadzam, czy coś jest na rzeczy?
EDIT:
Jako, że są niedomowienia, wyjaśnione w różnych odpowiedziach: 1. Rodzice sprzedali mieszkanie babci, z czego była ponad połowa ceny nowego mieszkania, na drugą część wzięli kredyt, który oni spłacają. 2. Nie mam problemu ze sprzeciwem w sprawie rzeczy, które ja kupuję. Kolor podłogi nie pasował tacie początkowo, jednak ja za to płaciłem, więc byłem pewniejszy w stawianiu nas swoim. Większy problem jest np. z łazienką, którą rodzice postanowili "postawić". Pozwolili pójść nam do projektantki, ale mając projekt coś tam nie pasuje, coś tam nie wygląda. W tej kwestii ciężej jest stawiać na swoim, bo idzie to bezpośrednio z ich kieszeni. 3. Mieszkanie ma być moje "na zawsze". Takie było bezpośrednie przeznaczenie mieszkania. Rodzice stwierdzili, że babcia z pewnością chciałaby, żebym coś takiego po niej dostał, rodzice do tego dołożyli. 4. Mieszkanie nie jest bezpośrednio moje. Nie jestem na razie w żadnej księdze wieczystej itp. Szczerze, nie znam za bardzo na takich kwestiach. Z tego co się orientuję, mieszkanie bezie przepisane na mnie za 5 lat. 5. Mój tata nie jest złym biznesmenem, więc nie zamierzam mówić mu żeby wypierdalał. Moi rodzice są nadopiekuńczy, dlatego to pytanie bardziej dotyczy, "Jak rozwiązać problem bezkonfliktowo, żeby nie zranić czyichś uczuć, a jednak postawić na swoim. ".
Dziękuję za uwagę i wszelką pomoc. Nie spodziewałem się takiego odzewu.
submitted by jakub_j to Polska [link] [comments]


2018.10.22 15:05 SoluriX Wiadomości w pigułce 19-21.10

Wiadomości w pigułce 19-21.10

https://i.redd.it/ntcpqcy9jqt11.png

POLSKA

🎯 1. Wstępne wyniki (exit polls) wyborów samorządowych: PiS zwycięża w 9 województwach, PO w 7. Wyniki: 1. PiS 32.3%, 2. KO 24.7%, 3. PSL 16.6%, 4. Bezpartyjni 6.3%, 5. Kukiz 6.3%, 6. SLD 5.7%, 7. Wolność 1,5%, 8. Razem 1.4%, 9. Ruch Narodowy 1.2%, 10. Zieloni 1%. Frekwencja 51.3%. PO zwycięża w dużych miastach. Rafał Trzaskowski w I turze bierze Warszawę z 54%, Jaki 31%. W Łodzi H. Zdanowska (PO) z 70% deklasuje. W I turach PO zwycięża w: Białystok (Truskolaski), Lublin (Żuk), Poznań (Jaśkowiak). 2 tura będzie w Krakowie (Majchrowski vs Wassermann), Gdańsku (Adamowicz vs Płażyński), waży się Wrocław. Kandydat PiS i SLD wygrywa w Katowicach (Marcin Krupa)
🎯 2. Trybunał Sprawiedliwości UE poparł wniosek KE o zastosowanie środka tymczasowego i zawieszenie stosowania ustawy o SN (chodzi m.in. o przywrócenie do pracy sędziów, którzy ukończyli 65 lat i przeszli w stan spoczynku). Polska strona zapowiada ustosunkowanie się do tej decyzji po przeanalizowaniu zawiadomienia - TVP Info
🎯 3. Polska złożyła w USA zamówienie 1 dywizjonu artylerii rakietowej dalekiego zasięgu HIMARS w ramach programu Homar. Składać się on będzie z 18 wyrzutni na podwoziach kołowych i towarzyszących pojazdów. Szacunkowy zasięg broni = do 300 km. Trwają negocjacje ceny - PAP
🎯 4. Warszawa, muzułmański imigrant Afraz kierujący w Uberze napastował seksualnie pasażerkę, ta nagłośniła sprawę w mediach społ. Zboczeniec Afraz zjechał z trasy, przesiadł się do tyłu, zablokował drzwi i dobierał się do Polki. Wrócił za kierownicę, gdy ta stanowczo zagroziła policją, całą drogę proponował stosunek i wiele razy zatrzymywał auto, lub wjeżdżał w boczne uliczki. Sprawa trafiła na policję - Facebook
🎯 5. Ambasador USA G. Mosbacher wyraziła zdeterminowanie, by "załatwić" Polsce ruch bezwizowy do USA, czego wg niej "nie da się usprawiedliwić", że tak nie jest do dzisiaj. Twierdzi też, że Polsce uda się załatwić wiele z tego, na czym jej zależy militarnie, bo siła Polski leży w interesie USA - Forsal
🎯 6. USA czasowo wstrzymuje import polskiej wieprzowiny w obawie przed ASF. Amerykanie mają zastrzeżenia do 2 firm: Sokołów i Morliny. USA to 1 z naszych głównych odbiorców tego typu mięsa; w 2017 kupili ok. 60 tys. t wieprzowiny wart. 176,8 mln € - PAP
🎯 7. Wg raportu ONZ Polska krajem nr 3. na świecie pod względem największych nasadzeń drzew do powierzchni (1. Czechy, 2. Szwecja) i 8 państwem generalnie co do ilości posadzonych drzew (1. Chiny, 2. USA, 3. Rosja, z Europy tylko Szwecja z msc 5. przed Polską) - World Economic Forum
🎯 8. Podróżnik i pisarz Wojciech Cejrowski rozpoczyna akcję "PiSlamizacja Polski" - zachęca do przesyłania z całej Polski zdjęć ukazujących jak licznie imigranci z krajów arabskich zalewają Polskę za rządów PiS, który posługuje się retoryką o imigracji by straszyć nią przed wybieraniem opozycji. Wg WC to akcja monitorowania rosnącego zagrożenia dla życia Polaków, bo w mediach trwa cisza - Twitter
🎯 9. Związek zawodowy Castoramy wszczął w prokuraturze spór zbiorowy z pracodawcą. Domaga się m.in. 900 zł podwyżki dla każdego pracownika (z 2400 do 3500 brutto), wyższych stawek w niedziele i 10% większego zatrudnienia - Bankier
🎯 10. Kolejne taśmy z Sowy ukazują w złym świetle wicepremier w rządzie PO-PSL E. Bieńkowską i Min. Zdrowia B. Arłukowicza. Na nagraniach mówi ona, że kontrole NIK (dot. funduszy na sprzęt medyczny) "robiliśmy" by wykazały, że jest dobrze, a "wiadomo, że to nie jest prawda" - podsumowała. Arłukowicz: "jest źle i to na poważnie. Setki milionów zł". Z kolei marszałek woj. Zach-pom. O. Geblewicz i sekretarz stanu w Min. Gospodarki T. Tomczykiewicz zastanawiali się "dla kogo, my k…a, jesteśmy partią", bo "nasz elektorat najbardziej ch…o potraktowaliśmy". Doszli do wniosku, że dla interesu ogółu "to jest interesu ciemnych mas finansowych" - TVP Info
🎯 11. Badania spirometryczne Rybniczan w ramach akcji "Dzień dla zdrowych płuc" zszokowały lekarzy. Blisko połowa przypadkowo przebadanych w rynku z zaburzeniami układu oddechowego. Odpowiadać ma za to zatrute powietrze. Np. Elektrownia Rybnik jest 1 z 20 największych trucicieli powietrza w Europie, a sam Rybnik 5 najbrd zatrutym miastem Europy. Lekarze: - nie ma już czasu. Potrzeba szybkich działań samorządowo i krajowo - Rybnik.com.pl
🎯 12. Oko.press wyśledziła iż proboszcz parafii w Orzechowie Roman Kramek (Warmia), gdzie m.in. prowadzi rekolekcje i zajmuje się ministrantami, zgwałcił w 2002 w USA 17-l. ofiarę gwałtu, która szukała duchowej pomocy. Wg jego zeznań w USA, była to terapia mająca dziewczynie pomóc zapomnieć poprzedni gwałt. Po takiej "pomocy" dziewczyna samookaleczała się i trafiła do psychiatryka, a gwałciciel na Warmię. Biskupi wiedzieli, ale wbrew prawu nie zgłosili do Watykanu. Po medialnym szumie kuria zawiesza właśnie w obowiązkach księdza i skierowała sprawę do Watykanu - PAP / Oko press
🎯 13. 80% ankietowanych przez Millward Brown Polaków opowiada się za tym, by Kościół ponosił finansową odpowiedzialność za przestępstwa księży (np. pedofilię). 13% przeciw - TVN24
🎯 14. Decyzją NFZ ważność Europejskiej Karty Ubezp. Zdrowotnego (EKUZ) będzie wydłużona z 12 do 18 mies., a w przypadku niepełnoletnich do 5 lat. Karta wydawana jest bezpłatnie i potwierdza prawo ubezpieczonych do korzystania m.in. z opieki zdrowotnej w krajach UE i EFTA na takich samych zasadach jak mieszkańcy tych krajów - Forsal
🎯 15. MON potwierdził śmierć polskiego attache obrony z Ambasady RP w Teheranie. Dyplomata został potrącony przez samochód na pasach i zmarł w szpitalu. Trwa wyjaśnianie sprawy - PAP
🎯 16. GUS: od stycznia do końca sierpnia br. liczba turystów w PL, którzy skorzystali z noclegów wzrosła o >6% z 21,8 mln do 23,1 mln os. Z obiektów powyżej 10 miejsc noclegowych skorzystało 18,3 mln turystów krajowych i 4,8 mln zagranicznych (w ub. roku 17,2 mln i 4,6 mln) - Forsal
🎯 17. Premier Morawiecki zdecydował wesprzeć Polski Związek Piłki Siatkowej 15 mln zł, z czego część ma trafić na premie dla zawodników i sztabu, którzy zdobyli MŚ - TVP Sport
🎯 18. Łódzkie, 2 kobiety zginęły wskutek uderzenia w ich samochód przez ukraiński autokar jadący z nadmierną prędkością. Uderzenie wepchnęło auto pod nadjeżdżającą ciężarówkę. Kierowca fałszował też czas pracy 2 kartami do tachografu - 40ton.net
🎯 19. 11 listopada rozpocznie się symbolicznie odbudowa Pałacu Saskiego w W-wie, wysadzonego w powietrze przez Niemców w '44. A w praktyce - info od Kancelarii Prezydenta - przedstawiona zostanie droga do realizacji zadania, dokumentacja i plany mają być skompletowane. Ma to być dopełnienie odbudowy Stolicy po II w.ś. - WP
🎯 20. GIOŚ we współpracy z brytyjskim odpowiednikiem odesłał już do Wlk. Brytanii 1400 ton nielegalnych odpadów, jakie miały trafić do PL - Money
🎯 21. Kraków, w dniu przemarszu 10 tys. dzieci przez miasto z okazji 100-lecia niepodległości, dopuszczalne normy smogu były przekroczone o 350%. Zaleca się wtedy, by dzieci pozostawały w domach, a na zachodzie zamyka się szkoły - Radio Zet
🎯 22. Wrocław, w Synagodze pod Białym Bocianem za 4 mln zł odtwarzana jest mykwa - rytualna łaźnia do obmywania się Żydów z tzw. nieczystości rytualnych - wodą z natury, w tym przypadku deszczówką. Żeby oczyścić się przed Bogiem, trzeba zanurzyć się po czubek głowy. Ale mykwa ta będzie tylko dla kobiet, mężczyznom zaleca się skorzystanie z Odry, lub miejskiej fosy - Gazeta Wrocławska
🎯 23. Tylko rok więzienia w zawieszeniu, rok zakazu zawodu i 17.500 zł grzywny dla wrocławskiej adwokatki i wykładowczyni prawa Anny D. próbującej skorumpować pracownicę prokuratury do przekazywania info nt. aferzysty Romualda Ś. (oszustwa na 80 mln zł), którego broniła. Decyzja Sądu Rejonowego w Lesznie. Prokuratura: wyrok rażąco niski, będzie apelacja. Obrona Anny D.: - to był tylko taki żart - TVP Info

ŚWIAT

➡ 1. W Londynie odbył się wielki marsz przeciwników Brexitu - domagali się ponownego referendum. Wg organizatorów wzięło w nim udział 700 tys. os. Rząd pozostaje nieugięty: zorganizowanie 2. referendum byłoby podkopaniem zaufania do brytyjskiej demokracji - PAP
➡ 2. Arabia S. po 2 tyg. zaprzeczeń przyznała, że w jej konsulacie w Stambule zginął dziennikarz Dż. Chaszodżdżi. Wg władz arabskich miał się on wdać w kłótnię i bójkę z 18 osobami, które aresztowano. Jednocześnie 1 z agentów podejrzewanych o udział w mordzie zginął w wypadku samochodowym. Strona turecka mówi o "uciszeniu go przez Arabię". Trump: wersja saudyjska wiarygodna, choć sprawa nie do końca wyjaśniona, "mamy kilka pytań do księcia ibn Salmana", a sankcje są możliwe, ale nie wojskowe, bo arabskie zakupy dają setki tys. msc pracy w USA. Dodaje, że USA potrzebują Arabii do przeciwwagi dla Iranu - Niezależna
➡ 3. Wlk. Brytania: 16 azjatyckich muzułmanów tworzących pedofilski gang z Huddersfield skazanych na kary od 5 lat do dożywocia. W latach 2004-2011 mieli narkotyzować, więzić i gwałcić wyłącznie białe dziewczynki w wieku od 11 do 17 lat. Lider gangu A. S. Dhaliwal usłyszał 54 zarzuty (22 dot. gwałtu) i otrzymał dożywocie - PAP
➡ 4. W zw. ze zmianą strategii budżetowej włoskiego rządu i wyższym niż planowano deficytem budżetowym na 2019 (2,4% PKB), agencja Moody's obniża rating Włoch z Baa2 do Baa3. Wg niej, nawet mimo optymistycznych prognoz rządu, dług publ. tego kraju pozostanie na poziomie ok. 130% PKB - PAP
➡ 5. Indie: >50 os. zginęło, a >200 zostało rannych podczas festiwalu palenia kukły demona Rawany z okazji święta Dasara. Tłum zagłuszony przez fajerwerki został rozjechany przez nadjeżdżający z dużą prędkością pociąg - PAP
➡ 6. Trump grozi Meksykowi zamknięciem granicy i wysłaniem na nią wojska, jeśli ten nie zatrzyma kilkutysięcznego pochodu migrantów z Hondurasu, który Trump nazywa atakiem. Prezydent Wenezueli N. Maduro zaapelował do Trumpa o otwarcie granicy i przyjęcie migrantów- PAP
➡ 7. Chiny planują wprowadzić od 2020 na orbitę sztuczny księżyc, świecący 8x mocniej niż on odbitym światłem słonecznym, o promieniu 10-80 km celem oświetlania miast zamiast ulicznych latarni, co miałoby być dużą oszczędnością (w samym tylko Chengdu 170 mln $ rocznie). Jeśli satelita zda egzamin w 2022 trzy kolejne - Rmf 24
➡ 8. Zniesienie 175 regulacji dla biznesu przez administrację Trumpa przyniosło dotąd 23 mld $ oszczędności, a znoszenie kolejnych ma przynieść dodatkowe 18 mld $ - Money
➡ 9. Mołdawia chce zablokować powrót Wlk. Brytanii do Światowej Organizacji Handlu, a dołączenie jej do grona państw blokujących daje im taką prawną możliwość. Uniemożliwiłoby to Wlk. Brytanii po brexicie zawieranie umów z rozwiniętymi gospodarkami świata szacowanych na 1,7 biliona $. Powód: Corina Cojocaru, mołdawskiej doradczyni ekonom. przy WTO i jej zespołowi bez wyjaśnień nie udzielono wizy, gdy ci chcieli omówić interesy mołdawsko-brytyjskie po Brexicie - Bloomberg
➡ 10. Węgry podwajają (do 40 mln zł) wsparcie finansowe dla Węgrów żyjących na ukraińskim Zakarpaciu. Portal Kresy zauważa, że to więcej niż Polska przeznacza na swoje mniejszości na Ukrainie, Białorusi i Litwie razem wziętych
➡ 11. Wlk. Brytania, więzienie opuścił najbardziej radykalny imam, "siewca nienawiści" Anjem Choudary. Pozostanie pod ścisłą kontrolą służb - zamieszka w specjalnym hostelu, bez dostępu do internetu, możliwości spotkania z przypadkowymi osobami, z zakazem nauczania i odwiedzania wybranych meczetów. Jego środki finansowe pozostaną zamrożone. Koszt nadzoru - 2 mln funtów / rok. Naukami Choudarego kierowali się liczni terroryści, wspierał on ISIS i popierał zamachy. Jest na globalnej liście terrorystów ONZ - PAP
➡ 12. Ukraina, w zw. z epidemią Odry i nieszczepieniem się duże części społ. Min. Zdrowia przesłało do władz centralnych zarządzenie, że nieszczepione dzieci odtąd nie mogą uczęszczać do szkół i przedszkoli. Od pocz. Roku 32 tys. chorych, a 14 os. zmarło - Rmf24
➡ 13. Hiszpanii przybyło 100 tys. uprawnionych do głosowania - nadano prawo wyborcze niepełnosprawnym umysłowo, pacjenctom psychiatryków i niepoczytalnym. Dotąd w UE 8 takich państw, w tym Polska - PAP
➡ 14. Finlandia, obrana rządowa strategia zakłada zakaz spalania węgla kamiennego od 2029. Finlandia przez 27 lat ograniczyła il. emisji gazów cieplarnianych o 1/5 - PAP
➡ 15. Rekordowa przestępczość w Londynie. W ciągu roku 15 tys. ciężkich przestępstw przy użyciu noża - jak mordy (91), gwałty (170), rabunki użycia noża. 40 ofiar dziennie. To wzrost o 15% rdr
➡ 16. Hiszpania, socjalistyczny rząd planuje zdemontować drut kolczasty na granicy jej enklawy w Afryce, ponieważ rani on migrantów szturmujących płot. W to miejsce mają być zamontowane czujniki rejestrujące ruch - The Times
➡ 17. Szwecja, Amerykanin ze szwedzkimi korzeniami musi opuścić kraj, gdyż 9 lat po stworzeniu rentownego browaru urząd imigracyjny zbadał, że wypłacał on sam sobie zbyt niską pensję minimalną - The Local
➡ 18. Kalifornijscy naukowcy ze Scripps Research Institute opracowali enzym, który ma niwelować uzależnienie od nikotyny. Na razie testy na gryzoniach udowadniają skuteczność - Dziennik Naukowy
➡ 19. Muzułmańska Algieria zakazała kobietom w miejscu pracy burek zakrywających całą twarz celem identyfikacji - Reuters
➡ 20. W celu zapobieżenia rozprzestrzeniania się ASF Chińczycy wybili dotąd prewencyjnie >200 tys. szt. trzody chlewnej. W ciągu 2 mies. wykryto 41 ognisk choroby w 27 miastach - PAP
➡ 21. W zaledwie 1 dzień od legalizacji marihuany w Kanadzie wyprzedane zostały wszystkie zapasy w sklepach i aptekach - Rzeczpospolita
➡ 22. Klęska demograficzna Bułgarii. W ost. latach ludność zmniejszyła się z z 9 do 7 mln, a do 2030 wyniesie 5,5 mln. Zniknie 900 miejscowości, a 60% kraju stanie się ludzką pustynią. Obecnie już blisko 2x mniej ludzi wchodzi co roku na rynek pracy, niż przechodzi na emeryturę. Jedynie wśród cyganów wyż. Szacuje się ich liczbę na 750 tys i stale rośnie. Bułgaria ma najniższe płace i największy niż demograficzny - TVN24
➡ 23. Turcja, Sugoren. Nowy imam miejscowego meczetu Iso Kaya odkrył, że świątynia jest wybudowana nie w tym kierunku co trzeba, przez co wierni od 37 lat modlili się w złą stronę, a nie do Mekki, jak nakazuje islam. Odtąd strzałki na dywanie wskazują właściwy kierunek do czasu przebudowy - O2
➡ 24. Dziennikarskie śledztwo "The Guardian" - Arabia S. płaci miliony funtów największym firmom PR-owym w kraju oraz fundacji powiązanej z b. premierem T. Blairem za kreowanie pozytywnego wizerunku w tym kraju
➡ 25. Amerykańscy naukowcy opracowali pewny i szybki (o kilka tyg. szybszy niż dotąd) test na boreliozę, jednak nie wiadomo kiedy wejdzie on do powszechnego użycia - Rzeczpospolita

POLSKA W ŚWIECIE

  1. Sąd apelacyjny w Bolonii utrzymał wyrok 16 lat więzienia dla Kongijczyka Guerlina Butungu, lidera grupy, która bestialsko zgwałciła Polkę w Rimini na oczach jej męża. Obrona bandyty była niespójna. Raz, że został wrobiony przez kolegów, dwa, że spał na plaży pijany, trzy, że to wina jego traumatycznego dzieciństwa - PAP
    1. Polscy importerzy używanych aut stracą niemieckie źródło z silnikami diesla o normach emisji spalin EURO1 do EURO4, czyli do rocznika 2008. Powód: w Niemczech rusza związany z Volkswagenem program atrakcyjnych dopłat za złomowanie takich aut. Właściciel złomując je otrzyma wartość rynkową plus 5-8 tys. zniżki na nowy model VW. Sprzedawanie zagranicę przestanie się opłacać - Interia
    2. Niemiecki dziennik "Augsburger Allgemeine" pisze w artykule na swojej www o polskich obozach zagłady do których w '42 trafić miało 56 lokalnych Żydów. Polska ambasada zapowiada interwencję - Polskie Radio 24
    3. Niemcy, Bielefeld, 21-l. Polka Karolina Smaga udaremniła gwałt na Niemce, jaki próbował dokonać w krzakach 25-l. "uchodźca" z Maroko. Gdy wystraszyła sprawce ruszyła za nim w pogoń i wdała się w walkę, gdzie została ugodzona nożem w rękę. Sprawcy udało się uciec, ale po chwili go ujęto - Neue Westfalische
    4. Szwecja, Mateusz Jeziorski kierowca TIR-a udaremnił próbę porwania go przez arabskiego migranta w Malmoe, podczas rozładunku. Zauważywszy jak jego TIR próbuje odjechać, dobiegł, wyciągnął migranta i po szamotaninie zatrzymał do przyjazdu policji. TIR miał posłużyć do ataku terroryst. - Życie Kalisza

POZYTYWNE INFO

Min. Cyfryzacji i Min. Infrastruktury przygotowały pakiet deregulacji dla kierowców na 2019: - koniec z nalepką kontrolną - nie trzeba mieć prawa jazdy przy sobie - koniec z wydawaniem miękkich dowodów - brak konieczności zmiany tablic przy zakupie aut - opcja rejestracji pojazdu przez internet - koniec z kartą pojazdu - Rzeczpospolita

Jeżeli doceniasz tego typu zebrane informacje i chcesz aby one się dalej ukazywały, prosimy o upvote.
Któryś punkt jest nieprawidłowy? Zawiera fakenews? A może chcesz o nim z kimś porozmawiać? Napisz w komentarzu. Jak zawsze, zachęcamy do dyskusji.
submitted by SoluriX to Polska [link] [comments]


2018.08.13 12:52 illmaticmat Tolerancja [rant]

Mamy z żoną kumpla który jest gejem. Gość lubi chodzić do klubów sobie potańczyć. Ma swój ulubiony klub, do którego chodzi od lat - nie jest to klub gejowski. Z racji tego, że tańczy dość specyficznie (dance like no one's watching) raczej nikt nie ma wątpliwości co do tego, że gość jest gejem. W klubie zna go obsługa, barmani a DJ'e zapraszają go na scenę, śmiejemy się że jest tam rezydentem.
W czwartek piątek poszedł do klubu, impreza się rozkręciła, facet tańczył sobie jak zwykle na podeście przy DJ'ce. Podeszła do niego jakaś dziewczyna, powiedziała mu na ucho, że "brzydzi się takimi jak on" po czym jej chłopak wypłacił mu "sztukę" i złamał mu nos. Rzecz zdarzyła się w Szczecinie.
Facet jest fizycznie niezdolny do przemocy co do tego nie mam wątpliwości (zresztą widziałem video z zajścia), nie ma tu mowy o jego winie. Wkurwiłem się. Kiedy jeszcze zdarzało mi się wyjść do klubu, zawsze w jakiś sensie podziwiałem tego gościa bo pomimo wielu kompleksów i ograniczeń jakie sam sobie narzucał w codziennym życiu, w klubie sobie odpuszczał i po prostu był sobą.
Oczywiście jeden pobity gej o niczym nie świadczy, ale mam wrażenie graniczące z pewnością, że w Polsce A.D 2018 w modzie jest być nietolerancyjnym.

submitted by illmaticmat to Polska [link] [comments]


2018.07.11 15:21 Arald98 Pasta o Julce

PROLOG
lvl 9 Dawid idę sobie radośnie do podbazy to jeszcze ten czas, w którym lubi się chodzić do szkoły na początku lekcja Religii, potem przerwa - czas zabaw wszystko supi, gramy sobie w berka myślałem już, że to będzie taki piękny dzień gdy Golem przyszedł do szkoły... Golem był dwa lata starszy, i ciągle się nade mną znęcał nauczyciele nic mu nie robili, bo jego ojciec wpłacał im jakieś dotacje na kiju właśnie biegłem od ściany do ściany, aby uciec przed berkiem wtedy Golem znikąd podstawił mi nogę i przewróciłem się na twarz straciłem wtedy chyba trzy zęby mleczne przechodząc rzucił tylko ze śmiechem "Uważaj jak biegasz młody!" moje oczy zalały się łzami a koledzy zaczęli śmieszkować byleby przypodobać się Golemowi taka sytuacja nie miała miejsca po raz pierwszy zawsze, gdy chciałem być sam, uciekałem do szkolnej kotłowni mój tata - konserwator pracujący w szkole zawsze był zajęty i nie zauważał jak przemykam przez jego pokój żeby wejść do dziury znajdującej się za dużym bojlerem pomieszczenie, do którego prowadziła dziura (nazywane przeze mnie Smoczą Grotą) mogłoby pomieścić trzech dojrzałych mężczyzn jednak sama dziura, była nawet dla małego mnie dość ciasna jak zwykle wtuliłem się w kąt wyłożony miękką gąbką po chwili, po przeciwnej stronie Groty usłyszałem jakiś dźwięk na początku uznałem, że to tylko syczenie rury podłączonej do bojlera jednak gdy po chwili źródło dźwięku zaczęło świecić mi w oczy latarką okazało się, że jest to mała dziewczynka siedziała skulona w kącie i płakała, na mój widok odrobinę się przestraszyła jako mały gówniak jeszcze nie do końca wiedziałem jak into loszki więc zacząłem rozmowę najlepiej jak potrafiłem:
(D)awid - "Co robisz w mojej kryjówce? Idź stąd!" (J)ulka - "To wcale nie twoja kryjówka, jest tak samo moja, jak i twoja!" D - "Byłem tu pierwszy! Zaraz powiem mojemu tacie i cię stąd wygoni!" J - "To zróbmy tak - ty pozwolisz mi tutaj siedzieć, a ja pomogę ci rozprawić się z tym chłopakiem, który ci dokucza." J - "Przecież dlatego tu siedzisz i płaczesz, prawda?" D - "Wcale nie płaczę! Nie jestem frajerem! A skąd wiesz, że Golem mi dokucza?" J - "Golem?" - zaśmiała się pod nosem, jakby chciała sprawiać wrażenie, że ukrywa coś przede mną J - "Twój Golem to tak na prawdę całkiem pocieszny chłopak, każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" D - "Niech będzie! Mamy układ, nie wierze ze Golem się ode mnie odczepi przez jakąś babę!" J - "Podaj mi mały palec" - powiedziała wysuwając malutki palec prawej ręki, który zdawał się znikać w świetle latarki złapałem ją za palec używając mojego, tak właśnie miała się rozpocząć moja wieloletnia przygoda z Julką plan zgładzenia Golema stworzony przez Julkę był bardzo przebiegły na początek, miałem odciągnąć szkolną sekretarkę z sekretariatu przygotowałem czerwoną farbę i rozcieńczyłem wodą bez zbędnych ceregieli, gdy drzwi do sekretariatu się otworzyły wylałem na siebie zawartość przygotowanego pojemnika i zacząłem krzyczeć gdy ja trzepałem się na ziemi i zebrałem wokół siebie jakiś tuzin nauczycieli - Julka podeszła do komputera w sekretariacie i wydrukowała około trzydziestu zdjęć ojca Golema - pana Żarowicza oczywiście moi rodzice zostali wezwani do szkoły i miałem karę na wychodzenie z domu, ale jak niedługo później się przekonałem opłacało się gdy następnego dnia przyszedłem do szkoły na każdej ścianie było zawieszone zdjęcie ojca Golema z dorysowanym wąsem i napisem "ŻARÓWA PARÓWA" jak przystało na śmieszków w naszym wieku Golem gdy przyszedł do szkoły i zobaczył swojego starego na drzwiach ubikacji zaczął krzyczeć, że dowie się kto to zrobił i zabije afera na całą szkołę, specjalnie zwołali rodziców większości uczniów żeby znaleźć sprawcę ale to był dopiero początek poczekaliśmy aż wszystko się uspokoi w międzyczasie trochę lepiej poznałem Julkę
Dziewczyna jest rok młodsza ode mnie, ma krótkie blond włosy, które często wiąże w kitki. Jej tata importuje owoce i warzywa zza granicy i sprzedaje wielu firmom w Polsce. Jej mama jest malarką i aktorką teatralną. Lubi czytać książki i oglądać filmy oraz malować. Przez 8 lat przeprowadzała się kilka razy. W skrócie - życie zupełnie inne od mojego. Ja - syn szkolnego konserwatora i bezrobotnej chorej matki żyłem w zupełnie innym świecie.
kolejną fazą naszego planu, było dać znać Golemowi kto stąpa mu po piętach, jednocześnie będąc odpornym na kontrataki planem było wkręcić mu, że mamy zdjęcia jak pije piwo i wyślemy jego tacie wszyscy w szkole wiedzieli, że Golem rzeczywiście popija od czasu do czasu zobrazujcie to sobie - mały chłopaczek i drobna dziewczynka grożą dwa razy większemu chłopakowi prosto w twarz oczywiście - plan nie wypalił w głowie przewijały mi się wszystkie możliwe sytuacje, od spłukiwania w toalecie po łamanie kości starałem się jednak udawać pewnego siebie, byłem przekonany, że Julka wpadnie na jakiś pomysł jednak gdy się odwróciłem, zauważyłem ją schowaną za drzwiami łazienki i stałem tam, sam na sam, ja i mój odwieczny wróg Golem zaczął napierać na mnie chcąc mnie złapać całe życie przeleciało mi przed oczami, a nie było ono za długie próbując zablokować cios Golema, instynktownie podniosłem kolano do góry, utrzymując się na jednej nodze dzięki bogu zrobiłem to w odpowiednim momencie i w wyniku mojej paniki mój przeciwnik już leżał na ziemi oszołomiony ciosem z kolana w brodę wtedy wszyscy wokół zaczęli klaskać i śmiać się na widok płaczącego Golema ja jednak wcale nie byłem szczęśliwy, nie mogłem uwierzyć, że w momencie apogeum naszego starcia Julka zostawiła mnie samego po chwili zobaczyłem ją wybiegającą z toalety, z uśmiechem na twarzy odsłaniającym brakujące mleczne zęby podbiegła i wystawiła rękę jednoznacznie licząc na zwycięską "piątkę" D - "Dlaczego mnie tu zostawiłaś? Mogłem zginąć!" J - "Wcale nie! Wiedziałam, że ci się uda, musiałeś tylko uwierzyć w siebie" D - "Po prostu przyznaj, że się wystraszyłaś i uciekłaś... W końcu jesteś dziewczyną, nie wiem czego się spodziewałem" odszedłem pozostawiając Julkę z pobłażliwą miną, nie wydawała się ona smutna, wręcz przeciwnie, z jakiegoś powodu czuła radość i dumę następnego dnia Golem przeprosił mnie za wszystko co mi zrobił, wytłumaczył, że jego ojciec zajmuje się tylko i wyłącznie pracą, nie ma dla niego czasu i tylko na mnie odreagowywał od tego czasu zacząłem kumplować się z dwa lata starszym chłopakiem imieniem Grzesiek w końcu "każdy potwór ma w sobie trochę z owieczki" zobaczyłem się z Julką i spytałem, dlaczego ona płakała gdy spotkaliśmy się w Grocie odpowiedziała "Mój tata miał wypadek" nagle zbladła po chwili ciszy spytałem "Zostaniesz moją przyjaciółką?" uśmiechnęła się do mnie i pobiegła w stronę klasy
AKT I
lvl 14 przyjaźnię się od dłuższego czasu z Grześkiem właściwie to dzięki niemu stałem się dość popularny w szkole no i oczywiście jest jeszcze Julka jej ojciec zginął w tamtym wypadku zabrał ze sobą czteroosobową rodzinę z nadjeżdżającego zza zakrętu pojazdu od tamtego czasu bardzo się do siebie zbliżyliśmy, spędzaliśmy więcej czasu razem niż samotnie łączyło nas kilka zainteresowań - filmy, podobny rodzaj muzyki mimo wielu różnic, a może właśnie dzięki nim bardzo dobrze się dogadywaliśmy i zawsze mieliśmy jakiś temat do rozmowy w każdej szkole istnieje podział na kilka grup popularni, nerdy, metalowcy itp. itd. my tworzyliśmy swoją własną - we dwoje każdy ze szkoły nas znał, chociaż nic o nas właściwie nie wiedział nazywano nas pobłażliwie "Kochasiami" w pewien piątek wracałem do domu bardzo późno, pomagałem w organizacji dyskoteki szkolnej była zima, bardzo szybko się ściemniało szedłem właśnie aleją, która skraca moją drogę do domu o jakieś 300m rodzice zawsze zabraniali mi tędy chodzić nocą, nie ma tutaj żadnych reflektorów i często nocują tu bezdomni księżyc świecący między budynkami odbijał się w kałużach powstałych po niedawno wytopionym śniegu na budynku po lewej świeci lekką purpurą hotelowy neon pod skórzanymi butami słyszę powolny, harmonijny dźwięk pluskającej wody nagle staje się on dużo szybszy zdałem sobie sprawę, że ktoś za mną biegnie zacząłem biec przed siebie w strachu przed przestrogami rodziców w końcu skręciłem chowając się w wejściu do miejscowej rzeźni stałem odwrócony do ściany, licząc na szczęście cały się trzęsłem nagle poczułem delikatny dotyk na moich plecach oczywiście przestraszyłem się i krzyknąłem jako odpowiedź otrzymałem "Cicho bądź głuptasie!" wtedy zdałem sobie sprawę, że to Julka odwróciłem się do niej i już miałem coś powiedzieć, gdy zasłoniła mi usta delikatną drobną dłonią wyraźnie dając mi znak abym zachował ciszę za jej plecami zauważyłem dwa cienie szybko przemykające przez aleję staliśmy tak około dwóch minut, Julka cały czas trzymała rękę na moich ustach w końcu wyjrzała zza rogu i dała mi znak do wyjścia w drugiej ręce trzymała dużą butelkę szkockiej D - "To ty pijesz?" J - "Jasne, że nie!" - odpowiedziała z cichym śmiechem, jakby nadal bała się, że "cienie" wrócą D - "W takim razie skąd to masz?" J - "Ukradłam" - grymas na jej twarzy ukazywał samouwielbienie i dumę co bardzo mnie zdziwiło D - "Ukradłaś!? Że co?" J - "Nie panikuj, odniosę jutro obiecuję!" J - "Chodziło tylko o odrobinę adrenaliny, rozumiesz prawda?" - powiedziała sarkastycznie, jako że wiedziała, iż nigdy nie byłem ryzykantem J - "Masz zamiar tak tu stać? No chodź, pokażę ci coś!" pobiegłem żwawo za Julką, wyraźnie podekscytowany, zawsze uwielbiałem jej tajemniczość po 30. minutach już staliśmy pod budynkiem szkoły za dziurawą rynną leżała drewniana płyta, która po odsunięciu odsłaniała wybite okno dające dostęp do kotłowni szkolnej Julka odważnie wskoczyła do środka i wyciągnęła w moją stronę rękę z uśmiechem wskoczyłem za nią, po chwili już staliśmy przed "Smoczą Grotą" staliśmy tam dobre pięć minut, wtedy złapała mnie za rękę i przytuliła do ramienia miała na sobie kremowy sweter, czarną spódnicę do kolan i czarną czapkę założoną na uszy w taki sposób aby odsłonić jedynie jasną grzywkę lekko powiewającą przez ciepłe powietrze ze szkolnej wentylacji po chwili gwałtownie wzięła z biurka młotek i zaczęła powiększać wejście do Groty weszła do środka i pociągnęła mnie za rękę usiedliśmy oboje oparci o miękką wykładzinę Julka wyjęła z plecaka świecę i z pomocą zapałek rozpaliła ją rozświetlając małe pomieszczenie oparła głowę o delikatną ścianę, jej oddech uspokoił się, stał się ledwo słyszalny J - "Myślisz, że kiedy nas już tu nie będzie, to czy ktokolwiek będzie za nami tęsknił?" jej głos był spokojny i melodyjny, był cichy ale rozniósł się po kotłowni harmonijnym echem D - "Nie wiem i szczerze mówiąc to nie obchodzi mnie to" J - "Właściwie to mnie chyba też nie..." jej ciemnozielone oczy zaszkliły się, widać było w nich rozmyty blask świecy D - "Ale zawsze możemy liczyć na siebie, prawda?" momentalnie rozpromieniała a na jej twarzy pojawił się stłumiony uśmieszek, jakoby spodziewała się moich słów przez chwilę patrzyliśmy wspólnie w ogień świecy odwróciłem się próbując coś powiedzieć zobaczyłem leżącą spokojnie Julkę, jej oddech był rytmiczny i spokojny - spała przykryłem ją moim płaszczem i zabrałem butelkę whiskey wyszedłem z dziury i odniosłem butelkę do sklepu, przepraszając za to co zrobiłem na szczęście sprzedawca okazał się całkiem miłym facetem wróciłem do szkoły i położyłem się obok Julki po chwili zasypiając
AKT II
lvl 17 wyprowadziłem się do miasta, tak się złożyło, że razem z Julką nowe znajomości, pierwsze inby właśnie na jednej z nich poznałem Natalię wysoka, śliczna brunetka, marzenie każdego faceta w okolicy trochę zacząłem olewać Julkę, w moim domu ciągle przesiadywała pierwsza miłość Julka wydawała się uradowana, że miałem dziewczynę bardzo zmieniła się przez te kilka lat, stała się bardziej skryta i cicha nawet zaczęły się lubić - wspólnie malować paznokcie i inne takie babskie sprawy cieszyłem się, ale w głębi duszy miałem nadzieję na odrobinę zazdrości minęły trzy miesiące a Natalia zamieszkała z nami nasze mieszkanie było całkiem spore, tylko dwa pokoje ale z pokaźną powierzchnią w szkole szło mi świetnie i w dodatku w każdy weekend inby ze śliczną dziewczyną moją osiemnastkę spędziliśmy w trójkę w plenerze, nie chciałem robić z niej imprezy gdy Julka zasnęła przeżyłem swój pierwszy raz z Natalią mijały kolejne tygodnie od czasu do czasu wpadał do nas Grzesiek ale nie będę tracił czasu na opisywanie moich relacji z nim w każdym razie był to mój najlepszy kumpel pewnego razu poszedłem z Grześkiem i Natalią do klubu Julka musiała uczyć się do egzaminu i tak zawsze tylko stała przy barze i wychodziła bardzo szybko typowa imprezowa rutyna lufa, lufa, do łazienki na blanta, kolejna lufa minęło tak z 2 godziny na tańczeniu, ładnie się wkręciłem poznałem jednego Tomka, gadaliśmy sobie o filmach, wydawał się spoko mordeczką z oczu zniknęli mi Grzesiek i Natalia no to idę do łazienki ich poszukać, nawet w damskiej sprawdziłem - nic idę na parking zapalić fajkę no a z mojego samochodu słychać jęki otwieram drzwi a tam Grzesiek pier,doli moją dziewczynę oczywiście tłumaczenie, że to przez alkohol i zioło kazałem im obu spier,dalać do domu wróciłem wkur,wiony jak nigdy, zebrałem rzeczy Natalii i wyrzuciłem przed mieszkanie Julka nawet o nic nie pytała, wyraźnie wyczuła co się stało położyłem się do łóżka całą noc nie mogłem spać późną nocą do mojego pokoju przyszła Julka stanęła przed moim łóżkiem, w długiej koszulce sięgającej jej prawie do kolan z mokrymi, rozpuszczonymi włosami chwilę tak stała i patrzyła na mnie, chyba myśląc, że śpię jej sylwetka była idealnie widoczna w świetle księżyca przebijającym się przez firany po chwili cicho podeszła do łóżka i delikatnie wsunęła pod grubą, ciężką kołdrę przytulając do mojej piersi oczywiście pomyślałem, że to dość jednoznaczne ale nie myślałem o tym za dużo owej nocy po dużej ilości alkoholu obudziłem się wcześnie rano, obudził mnie dźwięk rozbijanej butelki piętro wyżej Julka wciąż spała a spod puchowej kołdry wystawał tylko jej mały nosek objąłem ją delikatnie przez te wszystkie intensywne dla mnie miesiące ona pilnie się uczyła, nigdy mi nie dorównując lecz będąc niewiele gorsza nigdy nie chodziła na imprezy, zawsze wolała ciszę i spokój od facetów również się odganiała jestem też przekonany, że nigdy się nawet nie całowała - mimo niewątpliwej urody może jest lesbijką? Nie - nie ukrywałaby tego przede mną Natalia miała dwóch facetów przede mną, nie była dziewicą gdy zaczęliśmy być razem poczułem się dość wyjątkowo myśląc, że nikt nie zbliżył się do Julki tak bardzo jak ja mimo, że jedynie się czasem przytulaliśmy, to jej ciało należało do mnie tak jak do nikogo innego nigdy wcześniej co ja w ogóle gadam? ona wcale nie jest w moim typie... to po prostu dobra koleżanka muszę jej powiedzieć, że nic z tego nie będzie wyskoczyłem z łóżka, ubrałem się i usiadłem na fotelu stojącym przed łóżkiem na którym wciąż spała Julka po jakiś dwudziestu minutach otworzyła oczy ziewając i przeciągając się niczym kot spojrzała na mnie ze słodkim uśmiechem czułem się okropnie będąc zobligowanym do powiedzenia jej co o nas myślę w końcu w ogóle do siebie nie pasowaliśmy! D - "Słuchaj, powiem prosto z mostu... My nie możemy być razem, ja nie myślę o tobie w ten sposób" na jej twarzy pojawił się grymas zdziwienia a jej oczy zalały się łzami D - "To nie chodzi o to, że czegoś ci brakuje, po prostu... nie pasujemy do siebie, wolę inny typ dziewczyny" mój głos stał się drżący, wręcz histeryczny nawet nic nie odpowiedziała, tylko wybiegła z płaczem ubrała się i wyszła
AKT III
Julka wróciła wtedy bardzo późnym wieczorem, śmierdziała alkoholem, była kompletnie pijana było to do niej bardzo niepodobne, wystraszyłem się położyła się na kanapie i zaczęła śmiać opowiedziała mi o poznanym chłopaku, dała mu swój numer i umówiła się za kilka dni chyba nigdy nie widziałem jej tak szczęśliwej wywołało to u mnie zakłopotanie, trochę mnie to dobiło ale w końcu czego się spodziewałem? Sam tego chciałem następnego wieczora poszedłem trochę odreagować na imprezę do pobliskiego klubu oddalonego zaledwie trzy przecznice od mojego mieszkania poznałem tam Weronikę, była bardzo ładna choć inteligencją nie grzeszyła, ale właściwie to tego było mi trzeba po kilku drinkach i gładkiej gadce była moja mi alkohol jakoś do głowy nie uderzył ale zabrałem ją do mieszkania kazałem jej być cicho, żeby nie obudzić Julki ale była tak pijana, że obijała się o wszystko na swojej drodze wreszcie doszliśmy do mojego łóżka, popchnęła mnie na nie i od razu przeszła do rzeczy jakoś nie sprawiało mi to takiej przyjemności jakiej się spodziewałem... nagle w całym mieszkaniu rozbłysło światło w progu drzwi stała Julka i patrzyła na nas przez chwilę zaczęła się wydzierać, że jest moją dziewczyną i kazała Weronice spier,dalać z naszego mieszkania gdy ta wybiegła z mieszkania całkiem naga Julka zaczęła się głośno śmiać mi wcale nie było do śmiechu D - "Wytłumaczysz mi co to było? Myślisz, że możesz odpie,rdalać takie rzeczy!?" J - "Och daj spokój, znajdziesz sobie kolejną idiotkę" D - "Ha! Ty jesteś po prostu zazdrosna bo wcale mi się nie podobasz a od tylu lat się o to starasz!" D - "Zrozum - MIĘDZY NAMI NIC NIE MA - NIC!" trochę mnie poniosło nie... bardzo mnie poniosło J - "Myślisz, że jesteś lepszy ode mnie? Ja miałam tyle facetów na twoje miejsce, że nawet sobie nie wyobrażasz ty imbecylu!" J - "Ja robiłam tak dużo dla ciebie! Myślisz, że ktokolwiek zna cię tak jak ja? Że ktokolwiek sprawi, że będziesz szczęśliwy tak jak ja bym to zrobiła?" D - "O mnie nie masz co się martwić, ja będę szczęśliwy mogę ci to nawet obiecać!" nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek w taki sposób wybuchła J - "Masz rację... To koniec, mi już też nie zależy, idę do Marcina on chociaż o mnie w ogóle dba" D - "Marcina? Doroszańskiego Marcina? hahaha nie mówisz serio prawda?" J - "O co ci tym razem chodzi, co?" D - "Przecież on jest dilerem, nie mów, że nie wiedziałaś" J - "Wiedziałam ale nie obchodzi mnie to, on jest czuły i zależy mu na mnie" D - "No dalej Julka, nie bądź głupia przecież jemu zależy tylko na tym żeby cię zaliczyć i dobrze o tym wiesz!" J - "I może tego chcę! Tylko ty możesz sobie pozwolić na coś takiego?" D - "Daj spokój... ty nie jesteś taka. Przepraszam okej? Nie chciałem cię zdenerwować... Usiądźmy i pogadajmy na spokojnie" J - "Dobre mi sobie!" wybiegła z mieszkania z hukiem, byłem strasznie wkur,wiony wyjąłem z lodówki butelkę tequilli i usiadłem przed telewizorem minęły jakieś dwie godziny, było późno, zacząłem się martwić z głowy nie mogłem wyrzucić obrazu jej kochającej się z tym prostakiem co ja odje,bałem!? przecież zawsze mi na niej zależało! Zawsze ją kocha... czy ja? tak tak! Zawsze ją kochałem! Kur,wa mać co ja zrobiłem! moje serce przepełniła zazdrość i strach mimo, że ledwo stałem na nogach to wsiadłem do samochodu zadzwoniłem do Grześka on gdy tylko odebrał zaczął mnie przepraszać i pytał co się stało ja tylko spytałem o adres Marcina i rozłączyłem się minęło może 10 minut i już stałem przed blokiem, w którym mieszka Marcin wszedłem na trzecie piętro i stanąłem przed mieszkaniem nr. 7 w powietrzu czuć było zapach marihuany i alkoholu wziąłem głęboki oddech i zapukałem energicznie do drzwi otworzył Marcin, jego oczy były całe czerwone, ewidentnie był cholernie naćpany za jego plecami zobaczyłem Julkę, w samej bieliźnie, z strzykawką na stole moje serce na chwilę kompletnie stanęło powodując przeszywający ból w piersi wbiegłem do środka, delikatnie złapałem za szyję Julki próbując wyczuć tętno było bardzo słabe, a może wcale nie jest tak źle? Może to tylko alkohol uderza mi do głowy? w każdym razie muszę jej pomóc! wyjąłem z kieszeni telefon drżącymi rękoma wystukałem 112 po słowach "Potrzebuję karetki na ulicę..." poczułem pistolet przy skroni i usłyszałem "odłóż ten telefon skurwielu" zrozumiałe - zaraz wpadłaby tu policja i Marcin poszedłby siedzieć odwróciłem się do niego twarzą, spojrzałem prosto w oczy z pogardą na jego twarzy zobaczyłem uśmiech, pogardliwy kur,wa uśmiech jakby ze mnie kpił złapałem za jego ręce i podniosłem w taki sposób, że pistolet był skierowany ku górze jednak Marcin, dobrze zbudowany był silniejszy ode mnie po chwili przepychanki słychać wystrzał oboje upadliśmy na ziemię nie poczułem żadnego bólu szybko zacząłem obmacywać każdą część swojego ciała w panice szukając dziury od kul Marcin robił to samo Ha! Nic mi nie jest! ale Marcin też jest cały gdzie jest kula? nie potrzebowałem długiego czasu na odpowiedź odwróciłem się i zobaczyłem kanapę powoli zalewającą się krwią a w brzuchu Julki dziurę od kuli to co wtedy poczułem nie może zostać opisane słowami uczucie utraty ukochanej osoby przez własną arogancję i głupotę szybko wziąłem ją na ręce i pobiegłem do samochodu moje oczy były ciągle pełne łez, jechałem jak szalony nie raz mijając czerwone światła wreszcie dojechałem cały brzuch Julki był we krwi a na fotelu powstała jaskrawa kałuża szybko wbiegłem do szpitala wołając histerycznie o pomoc po chwili widziałem jak wieźli Julkę na salę operacyjną
AKT IV
minęła godzina, lekarze skończyli operować pielęgniarka powiedziała mi, że Julka jest w stanie krytycznym i jutro dowiemy się czy będą potrzebne kolejne operacje spojrzałem na nią leżącą w łóżku szpitalnym była spokojna, spała dokładnie ją obejrzałem duże czoło, krótkie nogi, lekko wykrzywiony nosek wszystkie wady jakie wcześniej zauważałem przemieniły się w odchylenia od ideału, kosmetyczne błędy popełnione przy kreacji anioła położyłem się obok głaszcząc jej miodowe włosy dużo myślałem o tym co przeszliśmy razem, o tym, że nigdy nie byłem sam dzięki niej o tym, jak ją potraktowałem i gdzie nas to doprowadziło po kilku minutach obudziła się otwierając duże zmęczone, zielone oczka i patrząc na mnie zadziwiona D - "Cześć" zacząłem śmiać się przez łzy D - "Jak się czujesz?" J - "Bywało lepiej" J - "Przepraszam... To wszystko moja wina!" D - "Nie przepraszaj! To wcale nie twoja wina, tylko i wyłącznie moja i to ja bardzo przepraszam" D - "Kocham cię, mała, na prawdę. Nie wiem dlaczego nie mogłem się do tego przyznać" objęła mnie i pocałowała w policzek D - "Wszystko już będzie dobrze. Pamiętasz co planowaliśmy? Ty będziesz aktorką a..." J - "... a ty prezydentem, tak pamiętam. Zamieszkamy na wsi i będziemy produkować bimber a potem umrzemy w wieku 80 lat jako szczęśliwi staruszkowie" D - "Ale my byliśmy naiwni jak to wszystko wymyślaliśmy!" J - "Wcale nie! Jeszcze nam się uda zobaczysz!" D - "Nie o to chodzi! Dużo lepiej byłoby hodować zioło!" na twarzy Julki pojawił się szeroki uśmiech patrzyliśmy na siebie przez długi czas wtedy pierwszy raz ją pocałowałem przytuliła się do mnie mocno i zasnęła byłem tak szczęśliwy, że chciałem zacząć krzyczeć chyba przez dwadzieścia minut śmiałem się do samego siebie wtedy zasnąłem Julka zmarła tej nocy w wyniku obrażeń wewnętrznych gdy się obudziłem w jej drobnej, zimnej rączce znalazłem pogięte zdjęcie to było nasze pierwsze wspólne zdjęcie po zamieszkaniu razem na odwrocie napisała:
"Wiem, że będziesz teraz załamany ale nie ma o co się martwić wyjdź teraz ze szpitala, pójdź do sklepu, ukradnij najdroższą butelkę szkockiej jaką znajdziesz. Teraz przyjdź do szkoły, przytul się do miękkiej wykładziny i podaj mi mały palec. I bądź szczęśliwy - obiecałeś mi to! "
submitted by Arald98 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.16 01:28 koops6 Satanista

SATANISTA
Kilka lat temu poszliśmy ze znajomymi do klubu. Było nas dość sporo, każdy miał wolne bo to dzień po świętach bodajże, mieszana grupa. Zabalowaliśmy hardkorowo, było już pewnie koło 3 w nocy, każdy ostro nawalony i w zasadzie to mieliśmy już kończyć ten jakże uroczy wieczór i rozchodzić się do domów.
Jednak wtedy mój dobry ziomek oznajmił że spotkał w klubie swojego kumpla, mega kolesia którego musimy poznać bo jest zajebisty i chce nas zabrać do siebie na domówkę. No git, przedni pomysł.
Jednak nim powiem coś więcej to muszę Wam wytłumaczyć w paru zdaniach jakim człowiekiem jest tenże mój kolega (którego na rzecz tego fanpage będziemy tutaj zwać DŻONY SNAJPER, bo tak ;d). Otóż Dżony jest całkiem inteligenty, możesz z nim pogadać na wiele tematów, może nie jest super ekspertem ale w każdy zna chociaż powierzchownie, ma własne zdanie itd.
Ale ... jest też patosem w chuj ;D Może nie takim co biega po ulicy, wali typów z bara, zaczepia kobiety itd ale jest takim konkretnym, specyficznym patosem że nawet wszystkie "mordeczki" w naszym mieście go na swój sposób respektują - bo nie ma to jak biegać po mieście nago po naćpaniu się koki, co nie ? xD Albo nachlać się absyntu i udawać wężosmoka w centrum handlowym.
No i ogólnie kolo jest dość znany i lubiany czy to w środowisku niedorozwiniętych uśmiechających się szkorbutem i parujących fetą zwierząt, czy też normalnych ludzi - z każdym znajdzie wspólny język i temat - czy to z nerdem, czy ze studentką filozofii czy z typem co wyszedł z paki w ktorej siedział 20 lat za zajebanie swej rodziny - i co więcej każda z tych osób zapała do niego sympatią.
Dżony Snajper ma niestety pewne dwa minusy - po pierwsze nie zna słowa "dość" gdy chodzi o imprezowanie, a po dwa ... cóż, ciężko to wyjaśnić ale on gloryfikuje patologię. Sam z niej nie pochodzi ale lubi z takimi przebywać, wydaje mi się że naoglądał się za małolata filmów w stylu Trainspotting i zakochał się w zyciu żyjących poza system samobójców.
Tylko że w filmach tacy ludzie mają ideologię, są inteligentni, mają zasady - a w prawdziwym zyciu są oni często ścierwem najgorszego sortu - co z tego, Dżony po pijaku bawi się z takimi, zaprosi takich do domu, wpuści na imprezę przy ogólnym niesmaku towarzystwa. I nie widzi że naćpany typ którego wpuścił nie umie sklecić dwóch zdań, a oczami biega po mieszkaniu z nadzieją że coś ukradnie albo zgwałci - nieee, w jego oczach ma przed sobą buntownika o wolność i deptanie norm narzuconych przez zaśniedziałe społeczeństwo.
Cóż, teraz więc wiecie czemuż to po oznajmieniu mi przez Dżonego Snajpera że spotkał "świetnego kolesia którego musimy zapoznać i weźmie nas na swą domówkę o 3 nad ranem" byłem w zagwozdce niczym prawdziwy hazardzista - albo czeka mnie dziś jakaś świetna, szalona impreza którą zapamiętamy na resztę życia albo znajdę się otoczony wyrzutkami których nie chciano nawet w więzieniu.
Decyzję trzeba było podjąc natychmiast bo akurat mieliśmy opcję podwózki i jeżeli nie zdecydujemy teraz to dupa, bo "świetny koleś" jedzie teraz i jak się nie zabieramy to nie czeka na nas bo na domówkę mu spieszno. Moja grupa była w stanie nietrzeźwości i późno-nocnego niezdecydowania tak więc Dżony Snajper utkwił oczekujące spojrzenie we mnie, i wiedziałem że to moje zdanie i ma odpowiedź przeważą w naszych dalszych losach.
Żałując ze nie było mi przed odpowiedzią chociażby zerknąć na "świetnego kolesia" postawiłem wszystko na jedną kartę i rzuciłem "No kurwa, jasne że jedziemy."
Dżony Snajper uszczęśliwiony pobiegł w tłum kłębiący się w klubie i za chwilę przyprowadził swojego znajomka - i tak oto poznałem Satanistę.
I wtedy też dotarło do mnie jak złą decyzję podjąłem.
Cóż tego że była zła i znalazłem się w patologii to pewnie się domyślacie, bo inaczej bym tego nie opisywał tutaj, prawda ? Opis Satanisty i jego domóweczki wieczorem albo jutro - ciao bambino, ciąg dalszy nastąpi !
Dżony Snajper przyprowadził "tego świetnego kolesia którego musimy poznać". Był to wychudzony, powykręcany od fety typ z mordą który świadczyła jednocześnie o tym że jest i lamusem jak i patogenem. Wyraz twarzy z kolei świadczył o tym że sam ledwo ogarnia.
Wyszliśmy przed klub, szybka rozkmina kto idzie a kto nie. Dżony wrócił się do wnętrza lokalu, znaleźć i wypytać resztę ekipy o to czy chcą iść na tę domówkę. Wszyscy mieli dość ciężki przekaz, jedna z koleżanek była tak napierdolona że trzeba było ją praktycznie nieść. Znajomi próbowali ją ogarnąć a ja tymczasem stałem ze "świetnym kolesiem".
On tymczasem, mimo iż był konkretnie najebany, łaził w te i we wte (pewnie przez fetę), rozkładając chude łapsa na boki, tak że mógłbym mu pomiędzy ramię a brzuch wsadzić łeb a jeszcze ktoś koło mnie by się zmieścił. Wyciągnął telefon i puścił jakiś rap na cały regulator.
Czekamy na Dżonego, zaczynam się wkurwiać i żałować decyzji. Nagle nasz nowy towarzysz mnie zagaduje :
Spojrzałem na niego lekko zaskoczony, nie bardzo wiedząc jak skwitować te wyznanie. Na szczęście nie musiałem bo zaraz sam się odezwał ponownie.
Dopiero wtedy sczaiłem że z jego telefonu rzeczywiście rozlegają się utwory Słonia. Wiecie, zapewny gdyby on powiedział mi o tym sataniźmie dzisiaj czy pół roku temu to od razu zrozumiałbym że to przez bycie fanem Słonia. Jednak to było kilka lat temu, Słoń wydał dopiero jedną czy dwie płyty, nie był tak znany i na topie, tak więc nie skojarzyłem faktów od razu.
W sumie to zabawne, jeszcze niedawno każdy pseudofan hip-hopu wyzywał "brudasów" od satanistów a teraz sam dumny się tak zwie (przez "brudasa" mam na myśli metalowca, nowe pokolenie pewnie słysząc "brudas" myśli teraz o Muzułmanach ;D).
"Satanista" łaził w prawo i w lewo, wożąc się i machając chudymi łapkami, cały czas nakurwiając na full muzę.
Chwila ciszy. Widzę że nie ogarnia. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy.
Zawył. Kilka wychodzących z klubu grupek nie zwróciło uwagi, inni się śmieli lub przyspieszyli kroku. Parę osób krzyknęło do niego coś w stylu "Stul tę pizdę lamusie !"
A mnie zaczęła odchodzić ochota podążenia na tę "domówkę". Chociaż wciąż po cichu miałem nadzieję że typ nie okaże się patologią (to znaczy : poza tym że umysłową) a będzie jedynie bananem który pozuje na rąbniętego chłopaka z ulicy by wyglądać "groźnie" a na chacie będzie normalne party pełne spoko ludzi którzy mają go w dupie i po prostu korzystają z wolnej chaty tego podludzia.
Nie byłby to pierwszy raz.
Objął mnie ramieniem i poklepał. Parował fetą i pachniał potem.
Dżony i reszta ekipy wyszli. Podjechały nagle jakieś dwa auta, jak się okazało oba prowadzone przez znajomych Dżonego.
Szybka piłka kto jedzie na tę domówkę Satanisty, kto zostaje w klubie, kto idzie do domu. Ludzie mają ciężki przekaz, schodzi się, kierowcy się niecierpliwią. Satanista jeszcze kilku osobom powiedział że o tym kim jest, i jeszcze kilka razy zapytał dlaczego (okazuje się że to dlatego że słucha Słonia, dacie wiarę ?) .
Finalnie wypadło na to że poza gospodarzem jadę ja, Dżony Snajper, nasz w miarę trzeźwy kumpel który podobnie jak ja miał minę w stylu "pożałujemy tego", nasz inny kumpel który był na granicy wyjebania się na pysk z przepicia, oraz dwie koleżanki - jedna najebana jak Meserszmit oraz druga która była dość ogarnięta i chyba jechała z nami bo włączyło jej się w głowie że musi porobić nam za niańkę.
Wsiedliśmy do aut, koledzy Snajpera byli na tyle mili (lub w niego zapatrzeni) że obaj przyjechali o 3 w nocy tylko po przerzucić jego (a także i nas) z jednego końca miasta na drugi. Debile albo dobrzy przyjaciele.
Usadowiliśmy się w autach i jedziemy. Niestety byłem w tym samym aucie co gospodarz czekającej nas imprezy, tym samym musiałem słuchać pewnego dialogu o jego upodobaniach religijno-muzycznych (możliwe że Wam wspominałem ?) który powtórzył każdemu, w tym kierowcy, minimum 3-5 razy.
Gdy auta wjechały do dzielnicy armeńskich imigrantów wiedziałem już że moje nadzieje o normalnej imprezie są jednak mrzonką.
Dotarliśmy w końcu na miejsce - obskurna dzielnica do której lepiej się nie zapuszczać, no chyba że w czołgu. Wysiedliśmy, ekipa siedmioosobowa licząc z Satanistą. Pomogliśmy wyjść koledze i koleżance którzy już niedomagali. Dżony zamienił parę słów z kierowcami i obaj się zwinęli, a ja zacząłem żałować że nie odjechałem z nimi.
Satanista tymczasem zaczął nas prowadzić - szczerze mówiąc to zdziwiłem się że czeka nas dłuższa podróż z buta bo najbliższe budynki zdawały mi się przeznaczone co najwyżej do rozbiórki. Już miałem zapytać Satanisty czemu nie kazał nas podwieźć pod swój blok/dom tylko zostawić nas w tej opuszczonej okolicy, kiedy, pogłębiając me zdziwienie, wszedł on do jednej z rozpadających się kamienic.
Wymieniłem znaczące spojrzenie z trzeźwym kumplem i trzeźwą koleżanką. Wzruszyli ramionami. Nie uszło to uwadze Dżonego Snajpera i wydawało mi się że on sam jest zakłopotany sytuacją w którą nas wciągnął. Pozostałym towarzyszom - czyli idącym niemal na czworaka kumplowi i kumpeli było wszystko jedno.
Po wejściu do klatki schodowej okazało się budynek z pewnością nie jest opuszczony - zewsząd dobywały się dźwięki patologii - wrzaski, wyzwiska, płacze dzieci, ujadanie psów, dźwięki których określać nawet nie mam zamiaru, oraz muzyka najgorszego sortu wydobywająca się z bardziej pierdzących aniżeli grających urządzeń. Gdzieś z głębi dobywała się muzyka - sądziłem że to na ta cała wspomniana domówka Satanisty.
Jednak okazało się że nie - minęliśmy dziurawe drzwi które nie tłumiły dźwięków imprezy (dziura w drzwiach nie była nawet niczym zakryta i można było spokojnie wsadzić tam głowę i ujrzeć dantejskie sceny dziejące się w środku) i ruszyliśmy na górę. Było ciemno, więc szliśmy po omacku, drewniane schody skrzypiały, wielu z nich brakowało. Były niesamowicie strome. Moja koleżanka, ta trzeźwiejsza, potknęła się w pewnej chwili ale złapałem ją za dłoń. Wiedziałem że gdyby dało sie cokolwiek dojrzeć to wysyłałaby mi oczyma bezgłośny sygnał "WYPIERDALAJMY STĄD, I TO JUŻ." Zamiast tego wbiła mi nagle paznokieć w przegub - znamy się na tyle że była to zrozumianym przeze mnie zamiennikiem.
Cóż, szczerze mówiąc nie miałbym nic przeciwko opuszczeniu tego miejsca - wręcz pragnąłem tego. I nie oponowałbym by oznajmić to przy Sataniście, mniej lub bardziej umiejętnie kryjąc oczywiste tego powody. Wiedziałem natomiast dwie rzeczy : A - Reszta ekipy ma słabą wolę i wystarczy jedno słowo Dżonego znaleźli się pod jego czarem i by ochoczo szli z nim choćby do chlewu, ciesząc się z nadchodzącej przygody. B - Dżony będzie nas namawiał, święcie wierząc że patologiczni ludzie skrywają w swych sercach dobro i jakąś tajemniczą, mistyczną mądrość, którą cuchnący niedorozwój się z nami podzieli pijąc wódkę, a my doznamy objawienia i obalimy system.
Stwierdziłem że wejdziemy a za pół godziny zacznę dawać sygnały mądrzejszej i trzeźwiejszej części ekipy że robimy sprytną ewakuację. Dżony niech zostanie i zdycha na dżumę jeżeli tak mu się to podoba.
Weszliśmy na, jak zdawało mi się, najwyższe z pięter tej parodii przedwojennej kamieniczki. Okazało się że przed nami stanęły jeszcze jedne schody - strome, pionowe wręcz niczym drabina. Wyglądało to tak jakby na najwyższym piętrze ktoś dobudował "izbę" jak pawlacz, bo mieszkań mało a trzeba upchnąć całą patologię.
Jakiś cudem cały orszak wlazł tam i nikt, nawet ci ledwie trzymający się na nogach nie zrobili sobie krzywdy.
Stanęliśmy przed popękanymi drewnianymi drzwiami. Moje oczy przyzwyczaiły się do ciemności, poza tym w tym miejscu klatki wpadało nieco światła z zewnątrz, także mogłem obserwować Satanistę. Myślałem że wyciągnie klucz ...
... okazało się że nie. Wsadził rękę do wybitej dziury w drzwiach. Zamka do drzwi nie było. Gmerał tam przez chwilę. Nagle zawył KURWO JEBANA. Zaczął szukać czegoś na podłodze. Podniósł coś co wyglądało na mały metalowy albo drewniany hak. Wsadził go w tę dziurę i zaczął ponownie gmerać aż usłyszeliśmy jakieś dziwne metalowe kliknięcie a drzwi się otworzyły. Zweryfikowałem swe plany : "pół godziny to za wiele, pieprzyć konwenanse, spierdalamy za 5 minut".
Nadzieja matką głupich. Jeżeli po wejściu do kamienicy miałem jeszcze jakąkolwiek nadzieję (chyba tylko przez upojenie alkoholowe) to widząc jak Satanista otwiera drzwi za pomocą haka którym grzebał w dziurze - porzuciłem resztki tejże nadziei i uznałem że nic co dojrzę wewnątrz nie zdoła mnie już zaskoczyć.
Gdy weszliśmy, gospodarz zapalił lampkę - więc jednak, pomimo ciemności na klatce, do kamienicy musiał być podłączony prąd (chyba że działała na baterie, nie przyjrzałem się). Pokoik, a raczej izbę oblało na tyle światła że można było od biedy nazwać to co nastało "półmrokiem".
Pokoik miał może z 4 na 5 metrów. Co (jednak !) mnie zaskoczyło to to że nie było żadnych drzwi. Nic, nada. Nawet drzwi prowadzących do jakiegoś kibla - uderzyło mnie to od razu. Ot, dziurawe drzwi którymi weszliśmy oraz duże okno naprzeciwko nich. Ten pokoik stanowił zarazem całe mieszkanie.
W pokoju znajdowały 3 (oddalone od siebie na tyle ile się dało) łóżka-barłogi. Pośrodku stał mocno odrapany stolik, pełen dziur, pozasychanych (chyba) glutów i pozdzieranych naklejek które pamiętały jeszcze pewnie komunę. Jedyną rzeczą która była tutaj nowa była wielka plazma (orzechy przeciwko diamentom że kradziona ?) ktora jednak stała na wysokości kolan, na drewnianym czymś co zapewne było kiedyś taboretem. Sam telewizor nosił na sobie ślady które widać było nawet w półmroku - jakby by jakiś czas temu obrzygany albo oblany a nikt nie zadał sobie dostatecznie wiele trudu by wyczyścić go bardziej aniżeli "z wierzchu".
Tyle dojrzałem w tym półmroku. Nie dostrzegłem wtedy nawet że w najdalej oddalonym barłogu ktoś śpi pod kocami.
"Cóż, nie jest tak źle" - pomyślałem wtedy - "Mam co najmniej dwoje sprzymierzeńców, trzeźwego kumpla i trzeźwą kumpelę. Kiedy powiemy zaraz że czas spierdalać z tej jakże zacnej domówki to oni od razu mnie wesprą. Tamta pijana dwójka będzie się upierać żeby posiedzieć (z lenistwa i pijaństwa) ale zaciągniemy ich. Dżony Snajper będzie udawał zaskoczonego ale też się nie będzie się opierał widząc gdzie my jesteśmy. Satanista z kolei mnie nie obchodzi.
Cóż i tak pozostaje się cieszyć że nie znaleźliśmy się wśród 20 wytatuowanych i zaćpanych koksów."
Usiedliśmy na łóżku blisko drzwi. Ja, moi trzeźwy i nietrzeźwy kumple. Obok walnęliśmy tę nawaloną koleżankę. Ta trzeźwiejsza kucnęła obok nas - nie chciała nawet siadać. Dżony jako jedyny usiadł z gospodarzem, chyba tylko po to by nie było głupio że wszyscy się gnieżdża z dala od niego.
Sataniście to jednak i tak nie przeszkadzało - feta, albo coś innego, dało o sobie znać - znów puścił z telefonu Słonia i wożąc się, porykując coś pod nosem łaził w kółko gibając sie jak Indianie w bajkach gdy tańczą wokół totemu.
Dżony walił jakieś niemrawe żarty by rozluźnić atmosferę. Satanista porykiwał śmiechem, tak samo mój pijany kumpel. Koleżanka która zgasła też chichotała od czasu do czasu, gdy coś do niej dotarło. Ci trzeźwi odpowiadali mruknięciami i półsłówkami. Było już jasne że TO jest ta cała "świetna domówka świetnego koleżki", a poza nami to gospodarz jest jej jedynym gościem.
Wysłałem Dżonemu wkurwione spojrzenie. Gdy spojrzał mi w oczy z drugiego końca pokoju, odpowiedział mi spojrzeniem, który przez wieloletnią znajomość zrozumiałem jako "no co ?".
"Ty już kurwa wiesz co" - wsadziłem telepatyczny przekaz w me spojrzenie i nić znajomości. Wzruszył ramionami.
Trzeźwa koleżanka zapytała czy wyjdę z nią na dwór na fajkę. Satanista od razu że tu można palić - jasne, przecież kurwa widzimy że pety leżą po całej podłodze. Ona jednak że chce wyjść na dwór w jakimś celu, chce pogadać. Wyszliśmy.
Na zewnątrz oznajmiła mi tylko że już tam nie wraca, że zamawia taksówkę i spierdala. Bała się, brzydziła - nie winiłem jej nawet za to że zostawia mnie tam. Dobrze wiedziałem co jest grane : my się będziemy męczyć i czekać aż ci pijani zdecydują się pójść stamtąd, oczywiście zbyt najebani by zrozumieć że to jedyna opcja którą rozpatrzył by każdy normalny człowiek. A nawet jeżeli zacznie to do nich docierać to Dżony będzie pierdolił że jest przecież fajnie a ci idioci będą wierzyć, nie wiedzieć czemu ulegając jego krasomówstwu.
Zapytacie pewnie - czemu nie napisać sms'a temu trzeźwemu kumplowi co został i nie odjechać we trójkę ? Odpowiedź jest prosta : zostawilibyśmy w patologii, poza Dżonym i tym pijanym kumplem - tę nawaloną do nieprzytomności koleżankę.
A nie ufałem tym dwóm na tyle by ją z nimi pozostawić. Wiedziałem że w popartej alkoholem naiwności gdy będą się zbierać to są w stanie ją zostawić tam, wierząc w słowo Satanisty że nic jej przecież nie będzie.
Wyobrażacie sobie co by się stało z upitą do nieprzytomności dziewczyną z dobrego domu gdyby została całą noc w takim miejscu, w łóżku naćpanego gnoja ?
Tak więc widzicie, sytuacja nie była zabawna. Podjechała taksówka, moja znajoma przeprosiła mnie po raz kolejny, wymusiła kolejną przysięgę że za nic nie zostawię tamtej i odjechała. Zapewniłem że nie mam jej tego za złe ale jednak, gdy odjechała, poczułem ukłucie żalu, odtrącenia i złości. Wróciłem na górę, pozbawiony jednego z dwóch sprzymierzeńców.
Znów pieprzony, odpowiedzialny ja, na którym można wymusić zadbanie o kogoś.
Gdy wlazłem na górę zobaczyłem całkiem "przyjazną" atmosferę - Dżony opowiadał jedną z niesamowitych opowieści ze swego życia. Obaj moi kumple zaśmiewali się do łez. Satanista nadal robił kółka, robiąc "tubę" z dłoni dla telefonu i też się czasem śmiał, choć nie wiem ile rozumiał. Nawet ta pijana dziewczyna zaczynała nieco kontaktować - chichotała a powieki były półprzymknięte. Dobry znak.
... złym znakiem było to że ten mój pijany kumpel pił inne piwo niż te z którym wszedł. Jego piwo, w puszce, stało koło jego nogi. Pił piwo butelkowe ... które jak zauważyłem musiało stać już niewiadomo ile w tym syfie i robiło nawet za popielniczkę bo pływały w nim pety. Miałem odruch wymiotny ale powstrzymałem się od rzygania. Delikatnie wyciągnąłem mu piwo z dłoni, udając że chce łyka, a tak naprawdę podmieniłem tę popielniczkę na jego piwo. Nie poinformowałem go. Przy odrobinie szczęścia nie złapie HIVa.
Usiadłem. Korzystając z tego że Dżony nadal opowiada powiedziałem dyskretnie trzeźwiejszemu kumplowi że zara bierzemy tamtą laskę choćby na plecy i wypierdalamy, z chłopakami albo bez.
Pokiwał ochoczo głową. Zrobiło mi się lepiej.
Niestety, najgorsze miało dopiero nadejść. Rozluźniłem się. Siedziałem między moimi dwoma kumplami, Dżony naprzeciwko a Satanista łaził po pokoju jak Indianin. Kumpela która została wpółdrzemała koło nas. Zrobiło się zabawnie, dodatkowo raczyłem się świadomością że niedługo bez problemów schodzimy na dół i wsadzamy dupska w taxi.
Postanowiłem wykorzystać tyle ile się da z tej nędznej sytuacji i oddać się zajęciu które lubię - ponabijać się z idioty. No bo w końcu Idioci to podludzie. Głupotę należy tępić., prawda ?
No i mam z bliskimi kumplami taką ... "zabawę". Jak zauważyliście ostatnio w modzie jest że różne ziomeczki odzywają się do siebie nawzajem per "mordo" albo "prawilniaku". No to my se robimy z tego jaja i przykładowo, dzwoniąc do kumpla, mówię do niego "No siema Prawilny Ryju" albo "Harda Paszczo" i tym podobne, aż do absurdu
I postanowiłem tytułować tymi imionami Satanistę. Wiedziałem że nie bardo będzie wiedział o co chodzi a moi kumple będą z tego zlewać. Satanista chrzani coś tam w stylu "Przybiłem kiedyś piątkę Eldo" albo "Raz zajebałem w nos dwie sztuki naraz, sam". A ja na te jego teksty odpowiadałem :
"No nie no, strasznie Prawilna z Ciebie Ryjówka" albo "Jesteś Najszpachwinniejszym z Dobrych Chłopaków Co Nie Sprzedają".
Tytuły robiły się coraz dłuższe i głupsze. Moi kumple, w tym Dżony, parskali śmiechem. Satanista był lekko zagubiony ale ... po każdym z moich komentarzy potrafił przybić mi piątkę i po krótkim przetrawieniu informacji zakrzyknąć "NO KURWA ! A JAK ! JEBAĆ KSIONDZÓW MORDO!"
Trwało to przez dłuższą chwilę, było nawet zabawnie. Miałem już zarządzać wyjście, kiedy nagle ktoś otworzył drzwi z kopa. Do wnętrza wpadła odziana w ortalion dziewczyna z nadwagą. Na mordzie pisała się agresja i głupota. Lat mogła mieć 20, a mogła 30 - przećpana i przepita facjata nie pozwalała dokładnie określić.
Miałem okazję oglądać pato-gatunek w środowisku naturalnym. I widziałem że wszyscy, nie wyłączając Dżonego Snajpera, jesteśmy zagubieni. W zachowaniu Satanisty i Grubej nie było niczego ludzkiego, niczego z czego normalny człek mógłby wywnioskować co się dzieje.
Zakładałem że sytuacja jest raczej nerwowa - ona stała w drzwiach zdyszana i rozczapierzona. On zastygł bez ruchu w połowie tego swego indianskiego tańca i patrzył na nią z otwartą mordą i miną przyłapanego dziecka. Stali naprzeciw siebie jak zwierzęta, który niby żyją w jednym stadzie, ale wciąż istnieje w nim walka o dominację.
"No co ?" - Bąknął. "CO SIĘ ODPIERDALA ?" - zawyła na niego. "niiic ... pijemy ..." - odparł.
Wyciągnęła zza pazuchy piwsko i usiadła z nami. Ot tak po prostu.
Kurwa mać. Co to było ? Myślałem że to jakaś sąsiadka której przeszkadzały rozmowy nocną porą (mimo darcia japy w całej kamienicy). Że to jakaś zaćpana agresywna mieszkanka. Że to jego współlokatorka, siostra, dziewczyna, który zrobiła sobie z nas jaja. Ale nie, nie otrzymaliśmy wyjaśnień. Ot, normalne zachowanie patologii. Usiadła i zaczęła, jak każdy niewychowany człowiek opowiadać coś o jakimś typie co ją wkurwił. Co chwila "zajebaniec zajebany" "ten chuj" itd. Żłopie to piwsko i opowiada. Chuj że nikt z nas nie wie o co chodzi ani kim ona w ogóle jest. Jeszcze żeby ona mówiła to tylko do Satanisty, ale gdzież tam - ona jeszcze do nas, co parę zdań opowieści "rozumiesz to kurwa jaki chuj?". Kiwałem głową gdy akurat pytała mnie, ale tak naprawdę nie rozumiałem bo po pierwsze nie słuchałem, po drugie mówiła nieskładnie a po trzecie nadal byłem w szoku po jej wtargnięciu.
Wejście Grubego Smoka miało jeszcze jedną konsekwencję : na najdalszym z barłogów coś się poruszyło - okazało się że spał tam jakiś niezauważony dotąd okolo 40letni mężczyzna. Rozejrzał się zaskoczony a po chwili jakby lekko zrezygnowany ale i wkurzony obecnością nieznajomych wstał. Spał w spodniach i koszulce, miał na sobie nawet buty. Nie był duży ani napakowany ale miał w wyrazie twarzy coś takiego że podświadomie wiedziałeś że nawet będąc trzykrotnie większy od niego nie powinieneś go zaczepiać.
A poza tym przeciwieństwie do Satanisty i Grubej ten Koleś miał w oczach inteligencję.
Satanista również i jego nie przedstawił. Mruknął mu cześć a my poszliśmy jego przykładem. Ten odmruknął coś, usiadł na łóżku i wyciągnął spod niego otworzonego już wcześniej Kasztelana. Najbardziej rozdarta osoba, czyli Gruba, pytała go o jakieś bzdury drąc mordę HEHEHE CO KURWA RUCHAŁES ŻE SIĘ SPAĆ CHCIAŁO CHYBA HEHEHEHEH. Koleś odpysknął jej coś pod nosem i nie zwracał na nią więcej uwagi, także zaraz i ona przestała.
Po pięciu minutach ja i mój trzeźwy kumpel zarządziliśmy wyjście. Dżony i Pijany Kumpel się ociągali, koleżanka jęczała w półświadomym sprzeciwie - jednak i tak zaczynali się zbierać. Zadowolony widziałem że koniec tej wielkiej pomyłki już w zasięgu ręki.
Nagle Rozbudzony Koleś, który tlił szluga i popijał swego Kasztelana odezwał się.
(Mnie już nawet nie zdziwiło że kolejna patologia go dobrze zna)
Nastała ciężka cisza, nawet Gruba się zamknęła. Od razu połapaliśmy się że chodzi o te "ryjówki" itp. Dżony zaczął coś niemrawo tłumaczyć, zganiać winę na ogół itd.
Koleś spojrzał jednak na mnie i powiedział "To Ty ?"
"No tak, ja."
Patrzył na mnie chwilę w ciszy paląc papierosa. Cisze można było już kroić nożem. Po chwili rzekł "Dobra beka stary" i uśmiechnął się.
Każdy jednak wiedział o co chodzi. To było celowe - facet był na tyle inteligenty że wiedział że zasieje w każdym przez chwilę ziarno niepokoju. Nie był niegroźnym głuptasem jak jego znajomkowie.
"Posiedźcie sobie z nami jeszcze, mam bimber, z chęcią go otworzę i was poczęstuję."
Mialem zaoponować, tym bardziej że to brzmiało bardziej jak rozkaz niż zaproszenie, ale Dżony i Satanista ucieszeni tą wielką zgodą która nastała zaczęli wiwatować. Mój pijany kumpel dołączył do nich. Koleżanka znowu zasnęła.
Spojrzałem na mego trzeźwego kolegę. Wzniósł oczy do nieba. Sytuacja która już tak ładnie się rozwinęła znów zaczęła wyglądać beznadziejnie.
40latek pogrzebał chwilę pod łózkiem i wyciągnął mocno sfatygowaną butelkę po litrowej wodzie mineralnej. Przezroczysta zawiesin która ją wypełniała była zapewne tym wspomnianym bimbrem.
Zacząłem obmyślać plan który pozwoli grzecznie ale stanowczo odmówić spożycia oraz opuścić ten lokal wraz z kolegą i nieprzytomną dziewczyną - niemniej jednak podświadomie czułem że obudzenie się tego starszego faceta będzie przeszkodą cokolwiek bym nie wymyślił ... Zgred łyknął solidnie bimbru, po czym podał go reszcie patologii - Sataniście i Grubej. Nie zdziwiło mnie że również i oni ochoczo pociągnęli ze sfatygowanej butelki po Muszyniance, tak samo jak nie zdziwiło mnie że Dżony Snajper i mój pijany kumpel równie chętnie przyłożyli do niej usta.
Sam bimber mnie nie odrzucał, brzydziłem się raczej myślą dotykania wargami czegoś co dotykały wcześniej te zwierzęta i leżało tutaj Bóg wie ile, służąc być może wcześniej za toaletę (przypominam, w tej izbie nie było nawet łazienki a nie sądziłem by za każdym razem te opijusy biegały z samej góry do jakiegoś wychodka na zewnątrz - oczami wyobraźni widziałem retrospekcję w której patosy odlewają się do butelki a parę dni później wylewają szczyny by nalać do niej bimbru).
Kiedy zechcę to potrafię być asertywny - powiedzieć NIE i tyle, mimo irytującego pierdolenia nie dać się przekonać gdy naprawdę czegoś nie chcę. Kiedy, na propozycję bimbru odparłem że ja spasuję mam dość, rozległo się ogólne trajkotanie z którego wyławiałem jedynie "No co Ty Mordo" "Dawaj, pij, nie pierdol", "Pijemy wszyscy, nie wal w chuja" "Ej jestem satanistą, a wiesz czemu ? Bo słucham Słonia" i tym podobne. Zbywałem to wszystko gestem "Talk to the motherfuckin' hand".
Do momentu kiedy Zgred wstał i podszedł do łóżka które dzieliłem z kolegą i koleżanką, pofatygował się pod sam mój ryj z tą swoją butelczyną i bardzo spokojnie powiedział "Musisz się napić, jesteś moim gościem a to bimber mojej roboty. Nie wypada chociaż nie skosztować."
"Dobrze, skoro to Twoja robota to wezmę łyka choćby dla spróbowania" - odparłem z przesadną teatralnością, co miało wyglądać przemienienie sytuacji w żart - a tak naprawdę było moją próbą bezkonfliktowego wyjścia z niej.
Nie podobał mi się ten staruch. Było z nim coś nie tak. Najbardziej nie pasującą do niego rzeczą były oczy w których widać było przenikliwą inteligencję - tak oderwaną od jego aparycji, kamratów i otoczenia że aż zdawały się być groźne i nie z tej bajki. Może przywiązuję do tego za dużą wagę ale czytałem z nich jakiś zimny sadyzm i podłość.
Cóż, może popadałem w lekką paranoję ale miałem ku temu powody - gość był dziwnie nachalny. Widziałem że niezbyt pasuje mu nasza obecność, nie zachowywał się jak ten zapijaczony Satanista który skakał wokół nas jak piesek by było nam fajnie, a pomimo to wciąż nalegał by zostać chwilę dłużej, by siedzieć tam i z nim pić.
Nie podobało mi się też spojrzenie którym oblepiał co chwila ciało naszej nawalonej koleżanki. A ta jak wiecie to ona była jedyną kotwicą trzymającą mnie jeszcze w tym miejscu - bez niej wyszedłbym stamtąd w trybie natychmiastowym i wsiadł w taksówkę nim ktokolwiek by się kapnął - sztuczka trudna do wykonania gdy niesiesz pijaną dziewczynę.
Tak więc siedziałem tam rozkminijąc plan ucieczki i pogłębiając się w paranoi że Zged chce nas upić bo chce nas/kogoś z nas w jakiś sposób skrzywdzić. Nie pytajcie mnie dlaczego w to wierzyłem - tak po prostu było, szósty zmysł mi to komunikował naprawdę wyraźnie. Chce nas upić by okraść ? Chce się ze mną napierdalać za te "harde ryjówki" ? Chce czekać aż padniemy albo da się nas wygnać i spróbuje przelecieć tę dziewczynę ? Albo może po prostu patologiczny umysł nakaże mu zachowanie którego normalny umysł nie przewidzi i nagle wyciągnie na nas bez powodu kosę ?"
Tak czy siak dzwonek w głowie bił na alarm.
A co do bimbru który trzymałem w dłoni to zostałem uratowany przez niespodziewane szczęście - Zgred stał nade mną i skurwiel naprawdę wyczekująco patrzył czy skosztuje (moja paranoja podpowiadała mi że mogły być tam proszki nasenne xD) ale wydarzyło się coś co odwróciło jego uwagę.
Satanista wyciągnął skądś saszetkę z białym proszkiem i zawył tryumfująco. Kilka "głodonosków" zaczęło również zacieszać, w tym Dżony i Grubaska. Zgred odwrócił się jak oparzony.
"Te, te, te, kurwa ! Satanista ! Pozwolił Ci kto ?" - Zgred rzucił się przez pokój jednym susem i wyrwał mu proszek z ręki. Gruba, Satanista i Dżony Snajper zaczęli od razu się z nim kłócić.
Powstało zamieszanie, Dżony od razu wyliczył ile kto z nas zajebie w nos i próbował się doprosić by Zgred posypał nam wszystkim. Wyciągnął portfel i zaczął się z nim rozliczać. Zgred jednak nie chciał się dzielić. Powstało zamieszanie.
Znałem już patologię na tyle że wiedziałem że przez najbliższe 3-4 minuty Zgred będzie oponował, oni będą go przekonywać, Dżony wzbije się na wyżyny krasomówstwa, padną obietnice że jutro rano dostanie tyle prochu że mu się to zwróci z nawiązką itd. Aż w końcu Zgred da się przekonać i zacznie się sypanie.
Niezmienny rytuał odprawiany przez Podludzi niczym Zdrowaśka klepana przez mohera.
Niemniej ucieszyłem się z zamieszania. Położyłem butelkę z tym niby-bimbrem na usyfionej pełnej petów podłodze. Puściłem oko to mego trzeźwego kumpla.
"My już łyknęliśmy, nie ?"
"No oczywiście że tak."
W tym czasie patologia dokończyła swe wielkie biznes plany i zaczęło się sypanie "szczurów" na upierdolonym taborecie.
Zgred przypomniał sobie o swoim bimbrze i podczas gdy Dżony i Satanista sypali (w asyście Grubej która darła na nich mordy tak jakby dzielili złoto które zajebała z Fortu Knox) podszedł do nas.
"Czemu nie pijesz ?"
"Bo już wypiłem"
"Co ty pierdolisz ?"
Podniósł butelkę na wysokość oczu i przyjrzał się jej.
"CO TY KURWA PIERDOLISZ ŻE PIŁES JAK NIC NIE UBYŁO ?"
"Uspokój się człowieku, wziąłem małego łyka na spróbowanie, dlatego ubyło mało".
Położył mi butelkę na kolanach.
"Pij kurwa tak żebym widział, teraz przy mnie."
Oho, zaczęło się. Udawałem szok.
"Coo ? O co ci biega ? Dlaczego niby ?"
"No pij kurwa !"
"Nie, mówiłem ci że jestem najebany i nie chcę już pić - wziąłem łyka dla spróbowania bo to bimber Twojej roboty i mi styknie. Czemu Ci tak zależy ?"
"NIE PIERDOL NIC NIE WYPIŁES"
Dopiero teraz ekipa która zajmowała się sypaniem kapnęła się że zaczyna się jakaś awantura.
  • Ej, daj spokój, przecież wypił, widziałem - powiedział Dżony Snajper.
  • No przecież widzę że nic nie ubyło ! Nie pił !
  • Możesz mi wyjaśnić - zapytałem, korzystając że cała uwaga się skupiła na nas - dlaczego aż tak ci zależy żebym się napierdolił ?
Zapadła cisza, Dżony uznając że kryzys już zażegnany zaczął niemrawo opowiadać coś Grubej i Sataniście, próbując rozluźnić atmosferę.
Zgred patrzył się na mnie nienawistnym spojrzeniem. "Co ty planujesz skurwielu ?" - pomyślałem sobie. Przecież wiedziałem że tak naprawdę ani przez chwilę mu nie chodziło o to bym zakosztował i ocenił jego kunszt. Wiedziałem że nie rzuci żadną odpowiedzią, wymówką usprawiedliwiającą dlaczego chce być pewien że każdy z nas się napił tego syfu. No bo co miał powiedzieć ? "Mam nadzieję że będzie w stanie umożliwiającym mi przejrzenia waszych portfeli i zgwałcenie znajomej ?"
"Dobra, tej, chuj z tobą, więcej dla nas." - powiedział Zgred. Odchodząc mruczał coś pod nosem po o ciotach co się boją pić, ale uznałem że udam niedosłyszenie tej zaczepki. Zacząłem się coraz bardziej czuć jak w surrealistycznym śnie, gdzie stado szczęśliwych lemmingów prowadzone jest na rzeź przez wilka przebranego za jednego z nich a ja jako jedyny znam prawdę, wiedząc że nikt mi nie uwierzy.
Spojrzałem na mojego trzeźwego kumpla. Miałem wyrzut do niego że podczas słownej szarpaniny o bimber milczał jak mała pipka patrząc się w podłogę, ale z drugiej strony cieszyłem się że widzę po jego spojrzeniu że ma podobne odczucia co i ja, a sprzymierzeniec, choćby i milczący, był mi teraz na wagę złota. Reszta była zajęta sypaniem.
Namawianie zaczęło się od nowa, tym razem poszło o ćpanie. Szczerze mówiąc to nawet nie wiem co to było - stawiałbym że jakaś feta najgorszej kategorii, bo o kokę to bym tych biednych robaczków nawet nie śmiał podejrzewać.
Oczywiście odmówiłem. Nie to żebym był jakimś przeciwnikiem dragów. Wszystko jest dla ludzi, to po pierwsze. Ale tak jak z alkoholem - dragi muszą być odpowiedniej jakości a sytuacja i ludzie muszą być na poziomie. Ćpać syf z brudnego taboretu w towarzystwie tych wszy to gorsze niż picie taniego jabola z menelami pod sklepem o 6 nad ranem.
Poza tym nawet gdybym był mnie wybredny to pozostaje mój brak zaufania do Zgreda.
Tym razem jednak namawianie nie było aż tak nachalnie - widocznie w głębi serc cieszyli się że więcej dla nich, a to z pewnością cieszyło ich bardziej aniżeli tamten bimber.
Uznałem że nie jest tak źle - zaraz wkręcą się w gadke a ja w tym trajkotaniu zarzucę sobie znajomą na ramię i wyjdziemy.
Niestety, Zgred podszedł nagle do nas ponownie i ku mojemu zdziwieniu zaczął szturchać ramię naszej koleżanki.
  • Hej, Królewno. Chcesz szczura ? Dawaj, zostało bo koledzy się bali, wiesz ? Chodź, weźmiesz ich porcję to będzie ci lepiej, otrzeźwiejesz od razu.
  • Daj spokój, ona tego nie chce, to po pierwsze, a po drugie to ona nie ogarnia. Nie widzisz że zasnęła ?
Zgred jakby mnie nie widział. Trzymał jej rękę na ramieniu i nadal "królewnował". Naprawdę nie chciałem by się to skończyło na rękoczynach, ale wiedziałem że : A - same słowa na niego nie podziałają. B - jak go odepchnę od niej, nawet delikatnie, to tylko na rękoczynach się to może skończyć.
Nie żebym bał sie bójki samej w sobie. Gorzej że miałem do czynienia z pijaną i naćpaną patologiczną postacią która przegrała życie. Kto wie co takiemu strzeli do łba ? Poza tym byliśmy w siedlisku takiego bydła.
Także tak, uniknięcie rękoczynów było naprawdę wysokim priorytetem. A to że gość mnie nie lubi czułem już od momentu gdy zapytał Dżonego kto z nas robił sobie jaja z Satanisty. Nie wypicie bimbru i zapytanie go dlaczego tak mu zależy pogłębiło tylko tę naszą wzajemną niechęć.
"Nie lubi Cię bo tylko ty jesteś tu na tyle ogarnięty by robić za zawór bezpieczeństwa który nie da ponieść się tej ekipie bo wie co jest grane" - powiedziała mi moja stara, dobra paranoja.
Koleżanka rozbudziła się lekko, na tyle by wyjęczeć "nie chcę" i zgasnąć ponownie. Zgred stał nad nią i zapytał jeszcze z 5 razy "czy aby na pewno" i odpuścił dopiero gdy wyjęczała coś co od biedy można było uznać za "acha".
Myślałem że da sobie spokój, ale nie - wrócił z bimbrem i usiadł na krawędzi łóżka. Tak blisko niej że dotykał ją całym bokiem swego ciała. Odkręcił butelkę i próbował jej podsunąć ją pod samą twarz. "Napij się, dawaj". Gdy nie było odpowiedzi to próbował ją znowu szturchać - tym razem szturchanie przypominało raczej klepnięcia w tyłek.
Miarka się przebrała, objąłem ją ramieniem i odsunąłem od niego na ile się dało - tak że mój trzeźwy kumpel który siedział na drugiej krawędzi łóżka niemal z niej zleciał, ja znalazłem się na jego miejscu, a ona na moim. "Kurwa mać człowieku, sam jej przed chwilą chciałeś dać fety na otrzeźwienie a teraz chcesz ją poić bimbrem ? Nie widzisz w jakim jej stanie czy po prostu chory jesteś ?"
Typ patrzył na mnie szklistym od używek spojrzeniem. Był wkurwiony nie na żarty, widziałem że ma wielką chęć po prostu mi zajebać, ale wstrzymuje się. W zasadzie to nie wiem czemu - wydawało mi się że gość był niespełnionym samcem alfa który nagle kapnął się że niczego w życiu nie osiągnął a najlepsze lata już za nim. Tacy frustraci zawsze są skorzy do walenia w ryj. Nie wiem, może nie chciał jeszcze tracić przyjaznej maski przed resztą ekipy ?
Niemniej i tak zrobił coś godnego naćpanego niedorozwoja - złapał ją za drugie ramię ... i pociągnął w swoją stronę, dość mocno. Rozumiecie ? Jak pieprzony jaskiniowiec, chciał chyba żebyśmy siłą wyrywali sobie oniemiałą kobietę, i chyba myślał że ten który wygra w tej parodii przeciągania liny będzie miał niekwestionowane prawo wbicia w nią swego fiuta.
Dobra, nie ma co zwlekać i czekać na okazję, zrozumiałem że później może być tylko gorzej. Wstałem. Zacząłem jej pomagać wstać, ale ten pijany cwel, nadal leżąc na łóżku zaczął ciągnąć ją na ten paskudny barłóg.
"Co wy robicie ? Gdzie idziecie ? Siedźcie kurwa, no co wy ?"
Wyszarpnąłem jej rękę z jego uścisku, bez agresji ale stanowczo, jednocześnie szykując się na cios na odlew, który na szczęście nie nastąpił. Mój trzeźwy kumpel pojął w lot i stanął koło mnie. Reszta zaczęła się nam przyglądać.
"Chcecie już iść ? Szkoda ..." - powiedział Dżony Snajper. Widziałem że z jednej strony mu głupio bo rozumie w co nas wpętał, ale z drugiej nie chce przynać że ci Idioci to podludzie, przecież to tylko pijackie niegroźne żarty przeciwników systemu i norm społecznych, nieprawdaż ?
Podczas gdy kolega pomagał mi prowadzić kumpelę do drzwi, Zgred wstał i stanął zagradzając je.
"Ej to jak chcecie wypierdalać to droga wolna, ale koleżanka powinna zostać. Otrzeźwieje na spokojnie jak się prześpi i posiedzi sobie z nami"
"Nie, wydaje mi się że ona ma na dzisiaj dość wrażeń, wiesz ? Powinna iść do domu" - powiedziałem i zrobiliśmy krok w stronę drzwi.
"Nie, nie powinna" odparł spokojnie.
"Ej stary ..." - zaczął Dżony
"Zamknij mordę, nie do Ciebie mówię" - rzucił mu Zgred.
Rzuciłem okiem po towarzyszach. Wiedziałem że na Dżonego niby mogę liczyć gdyby Zgred się na mnie rzucił, ale nie pocieszało mnie to. Grubaska patrzyła na nas. Była wprost obrzydliwa, wcierała sobie resztę fety w dziąsła i chłonęła nasz widok, podniecona wiszącą w powietrzu atmosferą możliwej bójki na pięści dyszała ciężko. Satanista z rozdziabioną mordą rzucał oczami od jednej osoby do drugi. Mój nietrzeźwy kumpel zgasł i nic go już nie obchodziło. Nie widziałem tylko tego który pomagał mi trzymać dziewczyną ale widziałem że się boi a ręka mu się lekko trzesię. Cóż, nie winiłem go wcale.
"Odejdź od drzwi, ona musi wyjść"
"Ty wypierdalaj ale ją zostaw"

submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2018.05.16 01:17 koops6 Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać

Udawałem zwolennika KOD-u i weganizmu aby zaruchać. Piękna dziewczyna z innego kierunku studiów oczarowała mnie swoim wyglądem, wdziękiem i poczuciem humoru. Gdy w chłodny lutowy poranek zobaczyłem ją pierwszy raz na zajęciach to przysiągłem sobie, że zrobię wszystko aby ją posiąść. Od razu tak się ustawiłem, żeby usiąść obok niej, a że dopisując się na nasze zajęcia nikogo nie znała, to byłem pewny że mnie o coś zapyta. I faktycznie, spytała o prowadzącego, jakieś zaliczenie wykładu, rozmowa potoczyła się zgrabnie i ładnie, dokładnie tak jak jej pupa. Jestem dość przystojny, pewny siebie i dowcipny, więc z miejsca zacząłem ją urabiać i widać było że mnie polubiła. Po zajęciach wpadam do domu i zapraszam ją do znajomych na facebooku. Zaakceptowała. Następne 3 godziny spędziłem na przescrollowaniu całej jej tablicy wstecz aż do 2010 roku oraz przejrzeniu wszystkich polubień. Gra o Tron, Kobiety Bez Serca, Beyonce, ciężko tu się było czegoś złapać aby znaleźć z nią wspólny język.. W końcu jest - Komitet Obrony Demokracji oraz kilka wegańskich fanpejdży. Oto moja szansa.
Oczywiście sam jestem twardym kucem i generalnie aprobuję #dobrazmiana , no ale uznałem że w życiu towarzyskim zawsze się trochę oszukuje. Od lat szydziłem w internecie z wegan i uważam ich za groźną sektę, jednak i w tym przypadku trzeba było złamać swoje ideały. Przez następne dni przeczytałem kilka wypożyczonych książek i artykułów na temat weganizmu tak aby osiągnąć dostateczny poziom pozwalający nie tylko na swobodną rozmowę, ale także zarzucanie dziewczyny ciekawostkami o których nie słyszała. Zagłębiłem się również w struktury KOD-u, a nawet polubiłem ich fanpage. Dwóch znajomych kuców wyskoczyło do mnie z mordą, ale uspokoiłem ich że to tylko ironiczne polubienie aby infiltrować wroga. Ok, mogłem działać. Co tydzień siedziałem obok Magdy na zajęciach i rozmawialiśmy sobie o tym i owym. Na czwartych zajęciach gdy wyjmowała z torby zeszyt, zauważyłem że miała tam też małą plakietkę KOD-u, którą najwyraźniej chciała wziąć na sobotni marsz. Rzuciłem mimochodem 'o, widzę że też wspierasz KOD?' a ona od razu zrobiła wielkie oczy i uśmiechnęła się szeroko. To jest to. Po zajęciach siedzieliśmy sobie na korytarzu i równo obrzucaliśmy łajnem złowrogi reżim Kaczyńskiego, skandal z TK i antyludzką ustawę aborcyjną. Setki razy toczyłem dyskusje z lewakami na te tematy więc po prostu powtarzałem ich co rozsądniejsze argumenty, a Magda słuchała z wypiekami na twarzy. Po godzinie spytała czy pójdę z nią na marsz.
Jasne, oczywiście, że tak. Magdzie wyraźnie ulżyło, otworzyła się i zaczęła mówić, że mało kto się tym interesuje, zwłaszcza wśród mężczyzn, którzy wolą jakichś radykałów typu Korwin (odkaslnąłem po cichu) i tak bardzo się cieszy bo jestem taki fajny. Zastanawiałem się czy od razu przyznać się jej że jestem też weganinem, ale uznałem, że trzeba dawkować emocje. Nazwałem Korwina starym idiotą i raz jeszcze posługując się argumentami lewicowców zbeształem go równo z świeżo skoszoną trawą w pobliskim parku do którego się wybraliśmy. Magda kiwała entuzjastycznie głową a ja modliłem się aby nigdy nie zobaczyła że mam polubione na facebooku wszystkie możliwe prawicowe fanpejdże i portale. Uznałem że to zbyt ryzykowne i jak tylko wsiadła w autobus do domu to ręcznie wszystkie odlajkowałem. Jednocześnie uznałem że jak wieczorem zobaczę ją online to polubię 'Weganizm Udomowiony'. I tak też uczyniłem jak tylko się zjawiła. Niestety, musiała to przeoczyć. Dwa dni później natknąłem się na nią na korytarzu, porozmawialiśmy chwilę, ustawialiśmy się już na marsz gdy nagle spytała czy pójdę z nią do centrum handlowego bo jej znajomi z KOD-u będą rozdawać tam ulotki i moglibyśmy pomóc. Bałem się, że zobaczy mnie ktoś znajomy, ale po chwili zgodziłem się wesoło. Niewidzialna ręka wolnego rynku ewidentnie mi sprzyjała, bo gdy doszliśmy na miejsce to okazało się, że rozdali już wszystkie ulotki i poszli do domu. Smutna Magda nie wiedziała co zrobić więc pomyślałem że zaproszę ją na obiad. I prawie popełniłbym błąd swojego życia.
Chciałem zaproponować jakiś fast food bo niedaleko było KFC i McDonald's ale na szczęście w porę ugryzłem się w język. Chwila ciszy i mówię 'wiesz co, zgłodniałem przez te ulotki, zabrałbym cię do jakiejś knajpy, ale sam jestem weganinem i takie jedzenie może ci się nie spodobać..'. Szok. Niedowierzanie. Magda w ekstazie mówi piskliwym głosem że to niezwykłe że też jestem weganinem, że ona jest od dawna i znajomi ją wyśmiewają i tak się cieszy że taki jestem i w ogóle zna tutaj jedno miejsce gdzie dostaniemy sałatkę warzywną. Źrenice miała poszerzone, na ustach błogi uśmiech a ja zacząłem się zastanawiać czy penetracja jej pochwy będzie warta konsekwencji ewentualnego przystąpienia do sekty wegan. No nic, poszliśmy tam i zamówiliśmy dwie warzywne sałatki, 20 zł za sztukę. Jakieś liście sałaty i inne krzewy, istny dramat, jak ja to zjem.. Motywowały mnie maślane oczy Magdy więc nadludzkim wysiłkiem wyjadłem całą koniczynę i popiłem koktajlem z rukoli, jednocześnie myśląc o ulubionym kotlecie z kurczaka. Toczyliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat weganizmu i dziwiliśmy się jak ludzie mogą jeść mięso. Na pożegnanie dała mi buziaka w policzek i pomachała z uśmiechem. Penis od razu podniósł głowę, a ja zastanawiałem się czy to efekt Magdy czy spożycia pokrzywy. Na marszu KOD-u było zaskakująco fajnie, ludzie byli weseli, były rodziny z dziećmi, starsi ludzie, radosna atmosfera, wiele ładnych dziewczyn, a tuż obok mnie szedł sam Ryszard Petru. Dla Magdy to było niemal jak religijne przeżycie, widziałem jej łzy w oczach gdy Tomasz Lis i Mateusz Kijowski wykrzykiwali rewolucyjne hasła. W końcu stało się to na co czekałem od tak dawna - Magda spytała czy chcę przyjechać do niej do domu.
Jasne, oczywiście, że tak. Wracając Magda mówiła, że jest przeciwna karze śmierci, ale Kaczyńskiego to wypadałoby jakoś usunąć bo to jest chore jak niszczy Polskę i dzieli Polaków. Gorliwie kiwałem głową i szydziłem z PiSu. Dojeżdżamy pod blok, wchodzimy do mieszkania, Magda mówi że jej współlokatorka wróci dopiero za 2 dni, zaprowadziła mnie do swojego pokoju a tam na ścianie plakat Kijowskiego. Zniesmaczyło mnie to bo pomyślałem sobie, że będzie mi robić loda a ja będę zmuszony wpatrywać się w oblicze starego alimenciarza. No nic. Zrobiliśmy prasówkę, przyniosła mi kilka owoców, porozmawialiśmy o innych sprawach, robiło się późno więc odpaliliśmy jakiś film i powoli zacząłem się do niej dobierać. W ogóle nie opierała się moim konserwatywnym palcom, a głaskanie szybko zmieniło się w macanie i po chwili połączyliśmy nasze usta w błogim demokratycznym tańcu. Pomyślałem, że jak teraz mi się odda to z wdzięczności spłacę alimenty Kijowskiego. Nic bardziej mylnego. Magda nagle wszystko przerwała i powiedziała, że to się dzieje za szybko, że ona musi mieć pewność, że jestem super i w ogóle ale chce zobaczyć czy zależy mi tylko na jednym i czy wytrwam choć jedną noc. Wkurwiłem się, ale oczywiście pokazując lewicową wrażliwość uznałem, że w porządku i po krótkim całowaniu poszliśmy spać.
Na śniadanie kolejna sałatka warzywna, rozmowa, a potem Magda powiedziała że chętnie pożyczy ode mnie książkę o weganizmie o której tak wiele jej opowiadałem. Spoko. Pojechaliśmy do mnie do domu, rodzice byli wstrząśnięci że sprowadziłem tak piękną dziewczynę. Niestety, ta wizyta była fatalnym błędem. Siedzieliśmy w moim pokoju, ale dokładnie było słychać jak mój tata, twardy PiSowiec, oglądając TV wyklina od najgorszych uczestników marszu KOD-u. 'Banda idiotów', 'alimenciarz pierdolony', 'ten Lis jebany ma czelność coś mówić, powinno się go rozstrzelać', 'pedał Petru', '100 tysięcy debili', 'pieprzona żydówa Holland' to najmilsze epitety jakimi rzucał. Odciąłem się cicho od tych słów i miałem nadzieję, że Magda nie będzie mnie oceniać przez ten pryzmat. Uznałem, że trzeba brać tę książkę i wracać do niej do domu. Szybko idziemy do przedpokoju a tam tata woła do mnie 'hehe synu widziałeś tych debili? Twój Korwin dobrze mówił, na protestujących trzeba wysłać czołgi'. Gulp. Nerwowo przełknąłem ślinę, a tu po chwili drugi cios, bo mama pyta się czy zostaniemy na obiad, bo zrobiła mój ulubiony filet z kurczaka. Złapałem się za głowę, a Magda cicho szlochając wybiegła z domu. Oczywiście pobiegłem za nią, ale nie chciała ze mną rozmawiać, krzycząc że jestem oszustem. Miała rację. Oszukiwałem ją perfidnie, aby zaruchać. Taka była bolesna prawda. Mówiłem jej że olać ten KOD i rośliny, że mi na niej zależy ale odeszła dodatkowo usuwając mnie ze znajomych. Od tamtej pory na zajęciach siedzi w kącie i nawet na mnie nie patrzy. Jadłem rośliny i szedłem w marszu KOD-u by skończyć w szambie. Nie warto było.
submitted by koops6 to JBwA_SekcjaPast [link] [comments]


2017.12.29 13:18 _Eerie Weekendowy Cotygodniowy - WC

No jak zwykle, zgodnie z naszą cotygodniową tradycją. Jest już piątek, zaraz będzie popołudnie to można założyć.
Wczoraj był chujowy dzień w pracy. Dobrze że się skończył. Nie miałem na nic siły. Czułem się zmęczony, miałem wszystkiego dość. No i nie potrafiłem sobie odpowiedzieć, dlaczego tak się dzieje. W ogóle to prawie nic nie zrobiłem. Jak taka baba co też pracuje przyszła na nocną zmianę zeby mnie zmienić to się wkurwiła, drze mordę że do dupy wszystko i pierdoli mi że nie wyjdę aż wszystkiego nie ogarnę i z taką powagą dodaje "I nie żartuję!". A ja wyjebane. Odpyskiwał jej nie będę bo to nie ma sensu, więc po prostu cośtam robię, a ona się drze a ja mam to w dupie co ona mówi. O 2130, czyli o godzinie co kończe zmianę, ja się normalnie ubieram i wychodzę i mówię nawet "cześć" na pożegnanie, a ona robi taką minę jakbym jej starą pierogiem zajebał i cośtam jeszcze jęczy i stęka. Jprdl. Godziny pracy są ustalone jasno, jeśli jest napisane że wychodzę o 2130 to znaczy że mam wyjść o 2130. To takie proste. Szkoda, że niektórzy tego nie rozumieją bo mają jakieś urojone poczucie chuj wie czego. Dzisiaj znowu idę do pracy i się jeszcze przekonam czy będę się musiał z czegokolwiek kierownikowi tłumaczyć.
Ale najgorzej że się czułem zmęczony i nie wiedziałem w ogóle czym móglbym się zmęczyć. No zupełnie nie wiem czemu. Może to przez to że dzień wcześniej się spotkałem z kumplem i piliśmy browary i jaraliśmy hehe xD No na zimnie to było, w plenerze pod chmurką, a w pewnym momencie zacząłem nawet mieć dreszcze z zimna. Ale i tak było warto. Pogadaliśmy, najebaliśmy się, było zajebiście, chuj że tam trochę zmarzłem. Wróciłem do mieszkania o 4am i jak wstałem koło 10 to o dziwo nie miałem kaca i się w sumie dobrze czułem. Ale siły to kurde na nic. Może to przez ten melanż, a może nie. Może to po prostu ból istnienia.
Jeszcze dzisiaj do roboty i jutro, a w sylwestra mam wolne. Super. Nie mogę się doczekać. Na pewno zrobię coś fajnego. Ja chcę mieć już to wolne, bo musze odpocząć.
A dzisiaj od rana gówniana sprawa. Sraka motzno, co pół godziny do klopa. Żebym w pracy tylko dał radę.
Z dobrych wieści to umiem zrobić jajecznicę. Już kilka razy zrobiłem i wyszła smaczna. Zajebiście. Osiagnąłem 1lvl zajebistości kulinarnej.
A poza tym to jebać pieniądze, bo zawsze mam ich mało.
No i ten, ostatnio poznałem dziewczynę ale już wiem że raczej nic z tego nie będzie. Przez jakiś czas miałem ją w znajomych na pewnym serwisie, no i po wymianie PW okazało się że jesteśmy z tego samego miasta. Zgadaliśmy się na piwo. Mieliśmy się umówić na za kilka dni, ale jak przez nockę w robocie cały czas pisaliśmy sms i się fajnie pisało, a ona jeszcze do rana nie spała, to zdecydowaliśmy (po mojej bardzo przekonującej namowie), że jednak nie ma sensu czekać i spotkaliśmy się zaraz po tym jak skończyłem zmianę. Nie ma to jak pić z samego rana, ale jak się w danym tygodniu ma nocki to wtedy tak jest że ty kończysz dzień kiedy inni zaczynają. No, wypiliśmy ze dwa piwa w plenerze niedaleko mojego mieszkania, śpiewałem na głos piosenki Dr Hackenbusha (Jebał cię pies! Jebała cala wieś! Jebał cię też szef gminy jego teść! https://www.youtube.com/watch?v=Vk5Y6lHgepQ) a potem poszliśmy do mnie i ogólnie pogadaliśmy i zajebiście. Fajna dziewczyna, nawet się chyba zakochałem. Następnego dnia jeszcze było trochę wymieniania się smsami, a potem ona przestała się odzywać, dopiero jak jej trochę przyspamowałem to napisała że po prostu nie chce ani pisać ani się znowu umówić na browara. Cóż, chyba nic z tego nie będzie. W okresie około pół tygodnia zdążyłem poznać fajną dziewczynę i uświadomić sobie że nic z tego jednak nie będzie :P
Czuję psychologiczną potrzebę wyrzucenia czegoś z siebie i podzielenia się przeżyciami, więc zakładam cotygodniowy temat. Muszę szybko wypierdzielać do pracy żeby się nie spóźnić, więc nie mam czasu opisywać jeszcze jak fajnie spędziłem święta. Za to wy możecie też coś o tym napisać, o ile nie napisaliście już w którymś z innych tematów. A co robicie w sylwestra? Bo ja akurat mam wolne wtedy.
submitted by _Eerie to Polska [link] [comments]


2017.10.16 19:07 pierogi-of-darkness Mechanizmy propagandy PiS/PRL (profil fb Neuropa)

https://web.facebook.com/neuropa/photos/a.818479011630977.1073741828.302566939888856/1268540636624810/?type=3&theater
Dzisiaj o rezydentach. Ale z trochę innej strony. Pewnie - moglibyśmy bez problemu napisać o tym, że rezydentur jest coraz mniej [1], że lekarze stają się coraz starsi [2], że zarabiają coraz mniej [3], że wydatki na opiekę zdrowotną jako procent PKB są w Polsce niskie w porównaniu z podobnymi krajami [4] (a nie zapominajmy, że wzrost wydatków na opiekę zdrowotną to główny postulat rezydentów [5]).
Zamiast tego napiszemy o PiSie i suwerenie. I o tym jak nasza obecna władza czerpie z najgorszych możliwych wzorców sterując opinią publiczną. Mamy nadzieję, że w końcu to właśnie na tym przejedzie się PiS, bo to oznaczałoby, że Polacy dzisiaj to nadal ten sam naród, który nie dał się omamić propagandzie PRLowskiej. I postaramy się pokazać wam jak na PRL wzoruje się PiS. Strajk rezydentów to studium przypadku, ale równie dobrze moglibyśmy wziąć sędziów, artystów, ekologów protestujących przeciwko wycince puszczy, przeciwników politycznych, stronników, czy kto tam się naraził władzy.
Modus operandi pisowskiej maszyny propagandowej rodził się w poprzednich kampaniach wyborczych. PO to byli ci oni, kondominium rosyjsko-niemieckie pod przywództwem niepolaka Tuska z dziadkiem z Wehrmachtu. Mimo tego, że cała argumentacja była niespójna, coś tam się zawsze przylepiło do przeciwnika (czy pamiętalibyśmy o tym nieszczęsnym dziadku, gdyby to było nieskuteczne?). A już szczególnie wtedy kiedy ktoś był niechętny PO - w takim wypadku było bardzo łatwo go jeszcze bardziej zantagonizować - bo czy jest coś prostszego niż nielubienie trochę bardziej kogoś, kogo już nie lubimy?
Strategia dziadka zostałą zastosowana wielokrotnie od tej pory i znacznie ulepszona. Teraz PiS wytoczyło swoje media przeciwko nieszczęsnym rezydentom. Dlaczego? Bo PiS operuje na jednym kluczowym założeniu. Wszystko co robi PiS jest dla dobra suwerena. Więc jeżeli ktoś proponuje coś innego, bądź sprzeciwia się proponowanym rozwiązaniom - jest wrogiem suwerena. Suweren to świetne słowo i - naszym skromnym zdaniem - wewnętrzny żart Kaczyńskiego. Owszem teraz można je wykorzystać w znaczeniu narodu, ale tradycyjnie oznaczało króla, monarchę absolutnego. Takie “L’État c’est moi” w wersji Kaczyńskiego.
Na przykładzie rezydentów można zobaczyć kilka podstawowych mechanizmów - warto to wiedzieć bo nigdy nie wiadomo kiedy to wy (kimkolwiek byście nie byli) znajdziecie się w grupie wrogów narodu jak bogu ducha winni rezydenci.
Pierwszy punkt - izolacja od reszty społeczeństwa. Wg przekazu rządowego rezydenci to nie są ludzie żyjący wśród nas. To elity. Sędziowie to elity, artyści to elity, rezydenci zarabiający netto 2000 złotych - to też elity. Kiedy dojdzie do strajku robotników, winni będą oczywiście arystokraci związków zawodowych (czyli elity). Taki zabieg ma bardzo silny efekt - z sytuacji, gdzie tradycyjnie było my - zwykli ludzie, kontra oni - rząd nagle robi się przekaz my, rząd pracujący dla (uśmiech prezesa pod nosem) suwerena kontra oni - elity, którym ten nowy porządek się nie podoba.
Drugi punkt to zmasowany atak na tak wyizolowane elity i pokazywanie ich elitarności na każdym kroku. Niezależnie od tego czy jest czy nie. W tym wypadku rezydenci żywiący się kawiorem (i co z tego, że okazał się pastą z czarnych oliwek za całe 7,90 PLN za 175 g w supermarkecie obok ciebie?). To mechanizm wykorzystywania czegoś co brzmi luksusowo. Pamiętacie ośmiorniczki? Rezydenci rozbijają się po tak ekskluzywnych lokacjach jak Kurdystan (lekarka była tam na misji ratując życie rannych w walce z DAESH). Ostatni atak na młodą dziewczynę był tak żenujący, że nawet TVP.info zawiesiło odpowiedzialną za to kanalię. Ale gdyby mieli choć odrobinę zdolności honorowej, wywaliliby na zbity pysk (sorry, ale ciężko mieć sympatyczniejsze słowa dla takiej oportunistycznej szumowiny). Ale prosimy i zaklinamy - nie dajcie się wpuszczać w dyskusję z tego typu retoryką. Bo jest ona stosowana nie tylko dlatego, żeby szkalować ale również po to, żeby zmienić temat. Zapętleni w dyskusję o tym czy losowa dziewczyna pojechała do Kurdystanu leczyć czy po prostu lubi zwiedzać rejony zagrożone, oddajemy retorykę PiS. Bo w tych dyskusjach umyka meritum - czy to trójpodział władzy czy wydatki na służbę zdrowia.
Trzeci punkt - wmawianie, że protestująca grupa walczy o swoje przywileje i ma resztę społeczeństwa gdzieś. Protestujący przeciw łamaniu konstytucji to “odrywani od koryta”. Sędziowie sprzeciwiający się łamaniu trójpodziału władzy to “kasta”. Teraz lekarze walczyli też wg przekazu mediów partyjnych nie o lepszy dostęp do służby zdrowia dla wszystkich (jak to wynika z postulatów rezydentów) a po to, żeby samemu się nachapać. Klasyczne zastosowanie argumentu trafiającego do najniższych pobudek. Zawiści wobec tym, którym się powodzi. Wystarczy samo podejrzenie. W sumie wystarczy wątpliwość.
Czwarty punkt - zatroskani współobywatele. Pamiętacie kiedy pisaliśmy o tym, jak PiS wykorzystał astroturfing do sugerowania tego, że za hasztagiem #wolnesady stoi… astroturfing [6]? Może i pokazaliśmy ale od tego jest podwójny obieg baniek informacyjnych, że PiSowi nie robi to różnicy. Znowu stosuje ten sam manewr, wczoraj pojawiły się (na razie nieśmiało) tweety sugerujące, że astroturfing jest odpowiedzialny za protesty rezydentów [7]. Pojawił się oczywiście wśród użytkowników twittera, którzy wcześniej z “obywatelskiego obowiązku” wertowali profile facebookowe rezydentów i rezydentek próbując wyszukać kawior w paście z oliwek i inne brudy dla zdyskredytowania protestów, które w swojej podstawie są na korzyść nas wszystkich. I to oczywiście przypadek sprawił, że komentarze właśnie tych użytkowników twittera są też cytowane obszernie przez media publiczne (tekst usunięty ale internet pamięta) [8] i media, których PiS jest właścicielem [9].
Co łączy te cztery punkty? Są wzięte wprost z podręcznika kreowania propagandy w PRL. Rezydenci - przy zachowaniu skali - są tymi samymi chuliganami i wrogami ładu społecznego co w 1968 Paweł Jasienica i Stefan Kisielewski. Tam też artystyczne elity atakowały naród (bo przecież nie PZPR), z myślą o swoich korzyściach i niechybnie na rzecz sił wrogich Polsce. To smutne, że tak wiele osób, które były zaangażowane aktywnie w ratowanie Polski przed tego typu systemem dzisiaj łyka propagandę dlatego, że jest im po drodze z PiS. I tak, bez niespodzianek - to kolejny przykład tego, co się dzieje kiedy ideologia zwycięża z logiką. I nie łudźcie się - nie ma tak że PiS komuś pasuje - dla partii Kaczyńskiego użyteczność zwolenników wyczerpuje się wraz z pierwszą krytyką posunięć rządu [10].

neuropapolska

protestmedykow

protestrezydentow

/n/
[1] http://www.medexpress.pl/a-lekarzy-coraz-mniej/66742
[2] https://wiadomosci.wp.pl/w-polsce-zabraknie-lekarzy-drastycznie-wzrasta-srednia-wieku-medykow-6027656493847169a
[3] http://www.infodent24.pl/bizdentpost/rezydenci-lekarze-i-lekarze-dentysci-zarabiaja-coraz-mniej,104478.html
[4] https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/0b/OECD_health_expenditure_per_capita_by_country.svg
[5] https://dorzeczy.pl/kraj/43873/Premier-zaprasza-protestujacych-rezydentow-na-rozmowy-Stawia-jeden-warunek.html
[6] https://web.facebook.com/neuropa/posts/1216208628524678:0
[7] https://twitter.com/cyberprawy/status/919481637276135425
[8] https://webcache.googleusercontent.com/search?q=cache%3AP6_QEO5VawsJ%3Ahttps%3A%2F%2Fwww.tvp.info%2F34396278%2Fkontrowersje-wokol-rezydentow-narzekaja-na-zarobki-jedza-kanapki-z-kawiorem
[9] http://niezalezna.pl/205912-artysci-sprzyjajacy-kod-owi-wspieraja-rezydentow-jest-tez-instrukcja-dla-protestujacych
[10] http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22495648,pis-zamyka-sprawe-niepokornego-posla-lukasz-rzepecki-wyrzucony.html
submitted by pierogi-of-darkness to Polska [link] [comments]


2017.09.04 10:10 ChrisGo123 [OC] Jak

Wytłumaczę Ci jak żyć, czyli pierwsza część poradnika - jak:

Część I

Jak przeżyć i nie umrzeć (po sezonie)

Tytuł pierwszej części nie należy do szczytów literackich uniesień. Właściwie jest zupełnie od czapy, jak praca nad polskim morzem w sezonie letnim. Nic tu nie ma znaczenia prócz pieniędzy. Klienci są pijani i roztargnieni, podobnie jak personel... I co z tego skoro są wakacje?
Zabawa zaczyna się w majówkę - narodowe święto grilla i długich weekendów. Nie ma lepszej pory, żeby przy pierwszych promieniach wiosennego słońca udać się w krótką podroż po nadmorskich miejscowościach. Wtedy to wszystkie gimnazjalistki pakują w czarne plecaki z logiem Nike kanapki od mamy, żeby podczas tej uświęcającej pielgrzymki w celach zarobkowych nie zgłodnieć. Zaczyna się kręcić duży mieszany, waży się pierwsza śmietana, psują się pierwsze stojaki z okularami za piątkę. To wszystko skończy się dopiero w połowie września, kiedy do przyczep kempingowych zacznie wdawać się coraz to więcej wilgoci, a jedynymi chętnymi na przyjazd będą ci nasi kochani dziadkowie w ramach turnusu wypoczynkowego. Jak pozbierać się z tej czarnej dziury i wyjść z niej, może nie cało, ale z godnością? Trzeba sobie trochę to wszystko w głowie poukładać.
Po pierwsze: ludzie to nie kurwy. Po prostu Gosia z Jasiem przyjechali spędzić razem parę upojnych nocy. Gdy upojne zastąpiły upojone, trochę się pozmieniało. Od tej pory "jesteś jak dupa od srania" (cytat zapożyczony od klientki), żeby znosić ich humory. A Ty? A Ty masz 16 lat i dzisiaj pierwszy raz zapalisz zielsko, tak po prostu.
Po drugie: normalnie nie pracuje się 12 godzin bez przerwy (ewentualnie 17). Tutaj tak. Nie zapominaj o tym, kiedy kiedykolwiek, ktokolwiek będzie wymagał tego od Ciebie, bo teraz może jest trzecia w nocy, a Ty w pracy pijesz przecież drugie pół litra na kuchni. Normalnie nie robiłbyś tego.
Po trzecie: jest coś takiego jak życie, kultura, sztuka, podróże, inne kraje, sporty ekstremalne. Możliwe, że nie wychodząc spoza budynku, w którym pracujesz, już o tym nie pamiętasz. Otóż są.
Po czwarte: za każdym razem, kiedy nie ma Cię już w robocie, bo masz przerwę, bo wakacje się skończyły - pewnie mi nie uwierzysz - tam nic się nie zmienia. Pod Twoją nieobecność ktoś pakuje w te same reklamówki ten sam towar co Ty. W przyszłym roku będzie nowy Młody, nowa Blondyna, nowy Rudy; raczej nie ci sami - inni, nowi.
Po piąte: znajomi z sezonu to nie przyjaciele na śmierć i życie, tylko na zgon i trzeźwienie. Niewykluczone, że spotkasz ich jeszcze kiedyś, lecz to nie to samo. Wy wrócicie do domów z doświadczeniem, może z garstką pieniędzy, ale nie z przyjaciółmi do grobowej deski. Z kilkoma numerami telefonów i powiększoną liczbą znajomych na fb co najwyżej. Nawet największe przygody pozostają jedynie przygodami.
Po szóste: jeżeli jesteś młody, mogły zaimponować Ci te osoby, które nad morzem spędziły już nie tylko parę sezonów, ale i parę zim. To nie o tutejszych mieszkańcach, a o przyjezdnych z różnych stron Polski, architektach, sportowcach, historykach, anglistach, którzy na pewien czas postanowili zmienić lokalizację, zmienić coś w swoim życiu. Niektórzy z nich w kucharzy i kelnerki zamieniają się na parę dobrych lat. Jest w nich niegasnąca iskra imprezy i trochę etanolu destylowanego, odkąd przyjechali, aż do ich zawsze spontanicznych i hucznych wyjazdów. Przyjechali tutaj tak zwyczajnie - uciec, uchronić się na jakiś czas, ukryć a to przed alimentami, a to przed wścibską matką. Nie ma co się nimi zachwycać, bo oni wrócą do domów, a tam będzie ten sam syf, który był zanim wyjechali. Ten sam syf, przez który pili cały pobyt C'est la vie. To historie o tym jak ze spokojnego głębokiego jeziora, wpaść do wzburzonego morza problemów (długów przede wszystkim).
Po siódme: płeć, którą jesteś bardziej zainteresowany, nie zachowuje się tak jak to widziałeś ostatnimi czasy. Nie każdy facet będzie pod osłoną nocy wchodził pod kołdry wystraszonych nastolatek. Nie każdy będzie ćpał, chlał - niektórym można nawet zaufać. Nie każda dziewczyna za drinka obciągnie Ci na loży, bez zbędnego wymieniania się numerami telefonów. Niektóre nawet są dziewicami... Tutaj jesteśmy psami bez łańcuchów, tutaj jesteśmy bogami ulic i pubów. Nie zatrzyma nas policja, szefowie, sanepid ani nawet głos rozsądku. Całą prawdę zna tylko nieme morze i niech tak już zostanie.
Jest tego jeszcze dużo i ciut ciut, ale są to wnioski wyniesione na własnych barkach. Wydawało mi się, że to wszystko wiem, chociaż kompletnie nie rozumiałem dlaczego to tak wygląda. Właściwie nie rozumiałem nic wracając z tej nieustającej otchłani zmęczenia i upalonych oczu.
submitted by ChrisGo123 to Polska [link] [comments]


2017.09.01 18:25 ben13022 Jak się rozliczyć z dyktaturą. Artykuł Artura Domosławskiego o Chile, Tunezji, Hiszpanii i RPA.

Transmisje z pierwszych przesłuchań oglądało w telewizji blisko 2 mln Tunezyjczyków – jedna trzecia dorosłych mieszkańców kraju. Widzowie byli w szoku, choć przecież wielu doświadczyło osobiście nadużyć trwającej ponad dwie dekady dyktatury Ben Alego. Zmiotła go w 2011 r. pokojowa ludowa rebelia, która dała początek arabskiej wiośnie także w innych krajach regionu – Egipcie, Libii, Syrii.
W obecności telewizyjnych kamer poszkodowani opowiadali szczegółowo o aresztowaniach, wymuszeniach zeznań, torturach, pobiciach i gwałtach. Bliscy ofiar mówili o morderstwach i zniknięciach bez śladu członków swoich rodzin. Jeden z udręczonych, Sami Brahim, badacz akademicki, który udzielił wywiadu „New York Timesowi”, został zatrzymany 20 lat temu pod fałszywym zarzutem sympatii do radykalnych grup islamistycznych. Spędził za kratami 8 lat, gdzie systematycznie poddawano go torturom, m.in. o charakterze seksualnym. Nadzorował je sam naczelnik więzienia, którego nazwisko poznała teraz cała Tunezja.
Sprawiedliwość znaczy samobójstwo
W listopadzie 2016 r. utworzono w Tunezji Komisję Prawdy i Godności, której celem jest ujawnienie okrucieństw popełnianych przez rządzących w okresie długowiecznej dyktatury. Zdarza się, że – jak w przypadku zeznań Samiego Brahima – oprawcy potwierdzają zeznania ofiar i wkrótce sami staną przed komisją.
Opowiedziana publicznie prawda ma zaspokoić społeczne poczucie sprawiedliwości, a następnie przyczynić się do pojednania między dawnymi ofiarami i ich oprawcami. Sami Brahim twierdzi, że jest gotów wybaczyć prześladowcom, o ile wyznają swoje winy. Bo tu nie chodzi o zemstę na konkretnych ludziach – trybikach zbrodniczego systemu – lecz o ukazanie prawdy o samym systemie, oskarżenie go i publiczne potępienie. Podobno były dyktator Ben Ali, przebywający na wygnaniu w Arabii Saudyjskiej, ogląda pasjami wszystkie transmisje z posiedzeń komisji.
Kluczowe dla powodzenia (lub niepowodzenia) jej działań mają być zeznania oprawców, do których ma dojść w najbliższych tygodniach. Niektórzy chcą zeznawać, ale inni ludzie dawnego reżimu – wielu wciąż pracuje dla obecnego aparatu władzy – atakują wściekle całe przedsięwzięcie. Twierdzą, że działalność komisji jest jednostronna, że oddaje głos jedynie ofiarom, a funkcjonariuszy reżimu do tej pory nie wysłuchano.
Rozliczanie ludzi aparatu represji i uprzywilejowanych za dawnej dyktatury zawsze zawiera ryzyko: spycha ich na margines, ustawia wrogo wobec nowego systemu; w Tunezji mowa o kilkuset tysiącach ludzi pracujących niegdyś dla instytucji dyktatorskiego państwa.
Wszystkie kraje decydujące się na rozliczenia ze zbrodniami i nadużyciami przeszłych reżimów stają przed zasadniczym dylematem: ważniejsze są prawda i sprawiedliwość czy pokój społeczny, uwzględniający interesy również tych, którzy dopuszczali się nadużywania w przeszłości swojej władzy? Rozmaite komisje prawdy i pojednania w niektórych krajach wychodzących z dyktatur miały być namiastką sprawiedliwości tam, gdzie całkowity jej triumf był tyleż niemożliwy, co samobójczy.
Iluzja pojednania
Jednym z emblematycznych przykładów „rozliczeń bez rozliczeń” była Komisja Prawdy i Pojednania w Chile powołana w 1990 r. po zakończeniu dyktatury Pinocheta. Badała przypadki naruszenia praw człowieka, ograniczając je jednak do tych, które zakończyły się śmiercią lub zniknięciem (tj. faktycznie też śmiercią, lecz bez ustalenia miejsca pochówku zwłok; w Chile niektórych oponentów junty wojskowej zrzucano do oceanu). Komisja nie poszukiwała sprawców zbrodni, więc nie miała mocy osądzania kogokolwiek ani nawet kierowania spraw do sądu. Ustaliła jedynie, że w czasie 17-letnich rządów dyktatora siły bezpieczeństwa zamordowały lub „zniknęły” – jak się mówi po hiszpańsku – ponad 2 tys. ludzi (z czasem okazało się, że ofiar było o ponad tysiąc więcej).
„Mimo to – jak pisał po latach chilijski dramatopisarz Ariel Dorfman – był to ważny krok w kierunku uzdrowienia chorego kraju. Wszyscy wiedzieliśmy, że [za dyktatury Pinocheta] panował terror, ale każdy miał o nim wiedzę wyrywkową, czerpaną z ewentualnego własnego doświadczenia. Teraz wreszcie prawda miała być ujawniona publicznie i stać się częścią oficjalnej historii. Społeczeństwo rozbite przez podziały i nienawiść, o której chcieliśmy zapomnieć, mogło się ponownie zjednoczyć”.
Zjednoczenie i pojednanie okazało się jednak iluzją: „oznaczało [bowiem] rezygnację z wymierzania sprawiedliwości, przemilczenie krzywd setek tysięcy ludzi, którzy cierpieli, ale przeżyli. [Pierwszy demokratycznie wybrany prezydent Patricio] Aylwin obrał rozważny, ale i śmiały kurs między tymi, którzy żądali całkowitego puszczenia w niepamięć terroru, a tymi, którzy domagali się, by ujawniać absolutnie wszystko”.
Wiele ofiar represji i ich bliskich uznało podejście rządu z lat transformacji za kapitulację wobec oprawców, nie rozwagę. Czy słusznie? Po oddaniu władzy w wyniku referendum Pinochet zachował jeszcze przez osiem lat stanowisko naczelnego dowódcy sił zbrojnych. Za każdym razem, gdy w społeczeństwie podnosiły się głosy z żądaniem osądzenia winnych zabójstw i represji, z wojskowych koszar dochodziły złowrogie pomruki. Chile bało się powrotu koszmaru i wolało polityczny (s)pokój od sprawiedliwości.
Spytałem przed laty prezydenta Aylwina, czy nie żałuje ustępstw wobec byłego dyktatora oznaczających rezygnację z osądzenia zbrodni i łamania praw człowieka. Aylwin odpowiedział tak: „Nie mieliśmy siły politycznej, żeby obalić reżim Pinocheta. Pokonaliśmy dyktaturę na jej polu, w plebiscycie ustanowionym w pinochetowskiej konstytucji. Zmiana dokonała się pokojowo, bez rozlewu krwi, co związało nam ręce. Może popełniliśmy błąd w kalkulacji? Nie wiem. Tak naprawdę nie mieliśmy chyba wyboru”.
Mohamed Messara/EPA/PAP Manifestacja rodzin ofiar reżimu Ben Alego w Tunisie w szóstą rocznicę ucieczki dyktatora do Arabii Saudyjskiej
Przeszłość nie dała jednak o sobie zapomnieć i wróciła wraz ze zmianą politycznej aury. Tę zmieniło zatrzymanie Pinocheta w Londynie w 1998 r. i oskarżenie go o zbrodnie przeciwko ludzkości. Po dwóch latach aresztu domowego w Wielkiej Brytanii dyktator nie stanął ostatecznie przed międzynarodowym wymiarem sprawiedliwości i wrócił do Chile. Lecz jego publiczne upokorzenie przed światem ośmieliło Chilijczyków do oskarżania i stawiania przed sądem innych odpowiedzialnych za zbrodnie i łamanie praw człowieka. Skazano niektórych ludzi z aparatu represji – policji politycznej i armii – współwinnych zabójstw, zniknięć i tortur, ale samego dyktatora nigdy nie tknięto. Sąd Najwyższy Chile uznał w 2002 r., że ze względu na wiek i stan zdrowia Pinochet nie może być sądzony.
Symetryzm niemile widziany
Podobnemu wyzwaniu co Chilijczycy musiał stawić czoła Nelson Mandela – pierwszy demokratycznie wybrany prezydent RPA po upadku apartheidu. „Musieliśmy uspokajać obawy białych, aby mieć pewność, że proces przemian będzie przebiegać w pokojowy sposób. Gdybyśmy tego nie zrobili, wisząca w powietrzu wojna domowa z pewnością by wybuchła”.
Pomysłem na zaspokojenie społecznej potrzeby sprawiedliwości także i tutaj była Komisja Prawdy i Pojednania, utworzona w 1995 r. Tak jak we wszystkich krajach wychodzących z dyktatur bądź – jak w RPA – innych systemów dyskryminacji prowadzono zajadłe dysputy o sensie rozliczeń. Mandela spierał się publicznie ze swoim zastępcą, białym wiceprezydentem Frederikiem De Klerkiem, który atakował pomysł powołania komisji jako „polowanie na czarownice”. Mandela przekonywał, że nie chodzi o zemstę, lecz poznanie prawdy o horrorze apartheidu; nieujawniona – zatruwałaby społeczny organizm niczym „ropiejący wrzód”.
Południowoafrykańska komisja również miała ograniczone uprawnienia: mogła wzywać funkcjonariuszy byłego reżimu podejrzanych o zabójstwa, porwania i tortury, nakładała areszt na podejrzanych, lecz nie miała kompetencji sądzenia. Ograniczenia obejmowały nie tylko kompetencje komisji, lecz także rodzaj nadużyć, którymi się zajmowała. Z postępowań wyłączono bezprawne zatrzymania i przymusowe wypędzenia z domostw trzech milionów ludzi.
Jeśli sprawcy zbrodni i represji wyznawali swoje winy, a komisja była przekonana, że niczego istotnego nie ukryli, uzyskiwali przywilej amnestii. Jeśli nie, groziło im postępowanie prokuratorskie i sąd. Ten straszak przyniósł pożądane skutki, a pierwszym takim przypadkiem był jeden ze szwadronów śmierci z Transwalu. Jego członkowie zgłosili się do komisji, gdy groziło im skuteczne skazanie za zbrodnie przez sąd i długoletnie więzienie. Przyznali się przed komisją do 60 (!) zabójstw popełnionych z motywów politycznych. Ich zeznania uruchomiły efekt domina.
Specyfiką Komisji Prawdy i Pojednania w RPA było to, że jej postępowania obejmowały również operacje zbrojne opozycji z Afrykańskiego Kongresu Narodowego, dokonywane w imię walki z apartheidem. Mowa m.in. o zamachach bombowych, podkładaniu min i indywidualnych egzekucjach, w wyniku których zginęło co najmniej 400 ludzi – więcej cywilów niż funkcjonariuszy aparatu represji.
Dawni bojownicy i ich sympatycy byli nierzadko oburzeni – jak byśmy dziś powiedzieli – „symetryzmem” ocen komisji: stawiały one na jednej płaszczyźnie zbrodnie systemu apartheidu ze sprawiedliwą przemocą przeciwko niemu. Sławny biskup Desmond Tutu, przewodniczący komisji, odpowiadał krytykom, że zbrodnia pozostaje zbrodnią niezależnie od tego, kto ją popełnia – „przynależność polityczna nie ma tu znaczenia”. Dlatego w końcowym raporcie komisji surowo oceniono zabójstwa i zamachy dokonywane przez obie strony konfliktu.
Istotnym stwierdzeniem komisji było jednak to, że zbrodnie szwadronów śmierci uznano nie za pospolite nadużycia funkcjonariuszy policji politycznej czy wypaczenia systemu apartheidu, lecz jego istotę, tj. część zorganizowanego systemu represji.
Czy południowoafrykańska komisja zaspokoiła głód prawdy i pragnienie sprawiedliwości? Pierwszy – częściowo. Drugie – nie. Pokrzywdzonych i ich bliskich szokował fakt, że po wyznaniu najgorszych zbrodni przeciwko życiu i zdrowiu zbrodniarze zupełnie legalnie uchodzili przed wymiarem sprawiedliwości. Późniejsze badania opinii publicznej ukazały również, że – zdaniem większości – ustalenia komisji zaszkodziły procesowi pojednania między białymi i czarnymi mieszkańcami RPA.
Wyniki jej prac i krytyka systemu apartheidu wywołały gniew przede wszystkim białej mniejszości. Niemal trzy czwarte białych uważało, że komisja przyczyniła się do pogorszenia stosunków między czarną większością i białą mniejszością. Czy jednak mogło być inaczej? Czy byłoby lepiej, gdyby prawdy o horrorze tamtych czasów nie ujawniono?
Wnuki dyktatury
Społeczeństwa żyjące w niewoli nieraz musiały pielęgnować pamięć, by przeżyć. Czy więc w czasach demokracji, często po traumatycznych przeżyciach wojen domowych czy dyktatur, aby żyć, muszą czasem ją stracić? Jednych okoliczności zmuszają do zapomnienia o doznanych krzywdach, innych – o własnych wstydliwych uczynkach. Społeczeństwa wchodzące na drogę świadomego zapominania, względnie odsuwania gorzkiej prawdy o przeszłości, nie wiedziały jednak, jakie skutki wywoła to w przyszłości.
audio
AudioPolityka Artur Domosławski - Terapia prawdy
W ostatnich kilkunastu latach konsekwencje te poznali Hiszpanie, którzy w 1975 r. zrezygnowali z politycznych rozrachunków z ludźmi dyktatury gen. Franco i postawili na pokojową transformację. Hiszpańska droga zakładała, że nie patrzymy w przeszłość, nikogo nie sądzimy. Rozliczenia zostawiono ludziom kultury: powstawały książki, filmy i inne dzieła opowiadające o czasach wojny domowej i frankizmu bez zamykania oczu na terror i zbrodnie; politycy jednak omijali temat w obawie przed ponownym rozlewem krwi (w 1981 r. doszło nawet do nieudanego puczu frankistów).
Dla obserwatorów hiszpańskiej sceny było sporym zaskoczeniem, że postulat zadośćuczynienia za krzywdy czasów dyktatury powrócił z potężną siłą na początku XXI w. Emblematyczną postacią nowego zainteresowania przeszłością był Javier Cercas, autor bestsellera „Żołnierze spod Salaminy”, którego spytałem przed laty o powody „renesansu” rozliczeń z frankizmem. – Na scenę weszło nowe pokolenie, wolne od strachu, nieobawiające się powtórki z przeszłości – odpowiedział Cercas. – Temu pokoleniu wnuków wojny domowej przeszkadza wszystko to, co w latach transformacji stało się z takimi ludźmi jak bohater mojej powieści Miralles [schorowany weteran z domu starców, który w czasie wojny domowej walczył po stronie republikanów]. Ci Mirallesowie walczyli o wolność, w obronie legalnego rządu, a po śmierci Franco i przywróceniu demokracji nikt nie wynagrodził im krzywd, nikt im nawet nie powiedział: „Dziękujemy”.
– Weteranom i poległym, którzy walczyli po stronie puczystów gen. Franco – mówił dalej Cercas – składano hołdy przez 40 lat dyktatury. Tymczasem tysiące bojowników republiki zakopano w przydrożnych rowach, w bezimiennych mogiłach zbiorowych. A rodzinom poległych i tym, którzy przeżyli, nigdy nie powiedziano: mieliście rację, broniąc legalnego rządu.
Lewicowy rząd Hiszpanii, który dekadę temu wrócił do kwestii rozliczeń, nie zamierzał jednak ani nikogo osądzać, ani wykluczać. Chodziło o skromne zadośćuczynienie, np. pomoc wdowom i matkom w zidentyfikowaniu szczątków mężów i synów, którzy zginęli w czasie wojny domowej i zostali zakopani w przydrożnych rowach. Lub o przeniesienie szczątków zamordowanych do grobu rodzinnego, gdzie widniałoby ich imię i nazwisko. Ta nowa, niedawna fala hiszpańskich rozrachunków miała także przywrócić dobre imię tym, którzy po wojnie domowej nie złożyli broni, poszli do partyzantki i przez kilka lat walczyli z reżimem Franco.
Prawda jako terapia
Odgrzebywanie prawdy o zbrodniach i terrorze z przymusowego zazwyczaj zapomnienia odnawia stare podziały w zupełnie innych czasach. To pokazuje, że godzenie jej z poczuciem sprawiedliwości i potrzebą pokoju społecznego jest jak rozwiązywanie kwadratury koła. Któraś z wartości musi ustąpić przed inną. Być może istotę konfliktu prawdy i sprawiedliwości z potrzebą pojednania i społecznego pokoju trafnie wyraził Desmond Tutu: „Pojednanie oparte na fałszu, na nieliczeniu się z realiami, nie jest prawdziwym pojednaniem i nie potrwa długo”.
Nie chodzi tu jednak o zemstę, co zwykle instrumentalnie podnoszą ludzie ancien regime’ów. Chilijczyk Dorfman napisał przed laty dramat „Śmierć i dziewczyna”, na kanwie którego Roman Polański nakręcił film fabularny. Dawny prześladowca Pauliny Lorki z czasów dyktatury, niejaki dr Miranda, trafia przez przypadek do jej domu. Dawna ofiara i dawny prześladowca zamieniają się rolami. Paulina związuje pijanego i śpiącego Mirandę, a następnie bije go, aż ten przyznaje, że torturował ją w więzieniu i gwałcił. Miranda czyni to, gdy jest pewien, że dawna ofiara go zastrzeli, lecz ona puszcza go wolno.
Dorfman komentował własne dzieło tak: „Prześladowca Pauliny sądzi, że kobieta została wymazana z historii. Nawet nie przypuszcza, że istnieje. Tymczasem ona go pojmuje. Mówiąc metaforycznie: bierze w niewolę generała [Pinocheta]. Wyznanie doktora Mirandy ma uleczyć Paulinę. Wyznanie Pinocheta mogłoby uleczyć nas wszystkich”.
Prawda leczy rany indywidualne i zbiorowe? Historia Lukasa Sikwepere z RPA oślepionego przez policję sugeruje, że tak: „Czuję, że tym, co gnębiło mnie przez cały czas, był brak możliwości opowiedzenia mej historii. Ale teraz, po przyjściu tutaj [przed Komisję Prawdy i Pojednania] i zrelacjonowaniu wam mej historii, czuję się tak, jakbym odzyskał wzrok”.
źródło: http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1713288,1,jak-sie-rozliczyc-z-dyktatura.read
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2017.06.25 03:02 shydude92 Różnice kulturowe między Polską a Ameryką Północną. Pojęcie creepa

Jako osoba mieszkająca w Kanadzie od 9 roku życia, czyli nieco ponad 15 lat, czuję się upoważniony do wypowiedzenia się w tej kwestii ponieważ są pewne różnice kulturowe które wręcz rzucają się w oczy na co dzień, a Polacy którzy nigdy nie mieszkali przez dłuższy czas za granicą w anglojęzycznym kraju mogą o nich nie wiedzieć, nawet ci posiadający biegłą znajomość języka angielskiego, ponieważ w gruncie rzeczy co kraj to obyczaj i dopóki się nie zamieszka w danym kraju, tak naprawdę nie wie się jak to do końca jest. Oczywiście, uznaję że po tylu latach za granicą ja sam straciłem trochę kontakt z ojczyzną i choć ubolewam nad tym i próbuję jeździć do Polski conajmniej raz do roku, to faktycznie świat się zmienia w błyskawicznym tempie i trzeba być ciągle na miejscu żeby wiedzieć co tak naprawdę się dzieje, a więc niektóre rzeczy które powiem mogą nie do końca się zgadzać z rzeczywistością ale i tak powiem, jak ja to pojmuje. Dobra, koniec rozpisywania się, przechodzimy do rzeczy. Oto te rzeczy, które ja uważam za największe różnice kulturowe między Polską a Kanadą, czy Ameryką Północną ogółem:
Chciałem podać dużo więcej różnic ale punkt 3 zajął za dużo miejsca. To jest właśnie ten punkt o byciu "creepy" który uważam za główny temat tego postu. Pewnie za parę dni jak będę miał wolną chwilę napisze jeszcze jeden post gdzie wymienię i opiszę pozostałe różnice, ponieważ mam ich siedem.
  1. Zwroty grzecznosciowe
W Polsce wiadomo, mamy zwyczaj mówienia do osób obcych, starszych wiekiem, lub o wyższej pozycji społecznej per Pan/Pani i mówienie komuś per ty w takim kontekście jest zdecydowanie odradzane. W najlepszym przypadku, gdy się tak komuś powie zostanie to uznane za poważną gafę a w najgorszym może się ukończyć utratą pracy czy pięścią w zęby. W Kanadzie i USA natomiast mówienie per ty jest powszechne--istnieje tylko jeden zaimek you którego się używa odnosząc się do młodszych, starszych, dzieci, nieznajomych itd. Też jest prawdą to, że z nieomal wszystkimi jest się po imieniu, choć są wyjątki. Po tytule się zwracamy najczęściej do osób o wysokim statusie społecznym, np lekarzy, prawników, księży, itp. Jeżeli pracujesz w dużej firmie, ze swoim przełożonym będziesz na pewno po imieniu, jednak gdyby przyjechał szef całego zakładu, prawdopodobnie byś mu mówił Mr. X dopóki by ci nie pozwolił mówić mu po imieniu. Druga rzecz o której warto pamiętać jest to, że mówienie komuś po imieniu wcale nie oznacza że jest to bliżej poznana osoba, więc nie zawsze należy oczekiwać od niej zbyt wiele. Na przykład kiedy byłem na pierwszym roku studiów miałem profesora o imieniu Maciej który chciał aby studenci mówili mu po imieniu. To stworzyło kuriozalną sytuację, ponieważ kiedy mówiłem do niego w języku angielskim zawsze mówiłem Maciek ale po polsku zawsze mówiłem mu per pan ponieważ tak wypadało, i jemu to tez specjalnie nie przeszkadzało
  1. Nastawienie do seksu
Polacy ogólnie są dość konserwatywni w sprawach seksualnych. Oczywiście nie jesteśmy świętymi, i większość z nas wcale nie czeka do ślubu na ten "pierwszy raz" ale ogólnie mamy małą liczbę partnerów seksualnych na tle innych krajów i przelotne znajomości oparte tylko i wyłącznie na seksie ogólnie nie są nam na rękę. W Ameryce Północnej sprawy wyglądają zupełnie inaczej--na kampusach uniwersyteckich popularne są układy FWB (friends with benefits) gdzie dwoje (albo dwie lub dwóch w przypadku gejów i lezbijek) ludzi sypia ze sobą, choć wcale nie są w poważnym związku i ich kontakty oprócz seksu mogą nawet być dość minimalne. W ramach tego układu mogą się ciagle uważać za singli choć cały czas prowadzą aktywne życie seksualne. Wśród najpopularniejszych portali randkowych są takie nazwy jak Tinder czy OKCupid, które jednoznacznie kojarzą się z szybkim, przygodnym seksem bez specjalnych zobowiązań. Nie ma też faux pas poprosić laskę o seks na pierwszym spotkaniu lub po bardzo krótkiej znajomosci, ale jeżeli odmówi to absolutnie, w żadnym wypadku, nie należy być nachalnym i prosić o więcej niż jest chętna ci dać w danym momencie, co mnie prowadzi do trzeciego punktu.
  1. Bycie "creepy"
Wielu Polaków, nawet wśród tych co mają biegłą znajomość języka angielskiego, nie do końca rozumie znaczenie tego słowa, ponieważ to pojęcie jest nam trochę kulturowo obce. Przypuszczam że większość polskich Redditorów rozumie to pojęcie dość dobrze, jednak polski Reddit nie stanowi moim zdaniem reprezentacyjnej próbki polskiego społeczeństwa.
A więc co to znaczy "creepy"? To słowo może mieć wiele znaczeń w zależności od kontekstu. Creepy mogą być na przykład duchy Halloweenowe ponieważ budzą w ludziach pewien strach, lęk czy niepokój. To znaczenie tego słowa jest ogólnie dość dobrze rozumiane przez większość Polaków znających angielski ponieważ odpowiada naszym własnym uczuciom i oczekiwaniom, jednak w sferze seksualnej ma nieco inne, obce nam znaczenie.
Dziewczyny, czy spotkałyście chociaż raz w życiu faceta który bardzo nachalnie zabiegał o wasze uczucia i nie potrafił zaakceptować że jego sympatia nie była odwzajemniona. Koleś ten nie akceptował wyraźnych zastrzeżeń które miałyście wobec niego, opowiadał seksualne dowcipy w pracy na wasz temat, mógł was nawet śledzić, idąc za wami do domu, patrząc pod wasze spódnice itp. Z czasem rozwinął wam się lek wobec tego faceta, czy nawet strach ponieważ najwyraźniej nie akceptował waszej odmowy, wiec zaczęłyście się bać, że wcześniej czy później weźmie sprawy we własne ręce aby dostać to, czego chce. Mówiąc wprost: bałyście się, że was zgwałci.
Oczywiście w takich przypadkach, lęk przed gwałtem jest jak najbardziej uzasadniony, i gdybyś się zapytał przeciętnej Amerykanki jaki jest typowy creep to właśnie wymieniłaby takiego faceta. A więc jak dotąd nie ma specjalnej rozbieżności pomiędzy amerykańską a polską koncepcją creep'a. Jednak teoria różni się czasami od praktyki no i tu zaczynają się schody.
Facet który jest ultranachalny na nieodwzajemnione uczucia zawsze będzie creep'em, jednak czasami łatka ta może być przypisana nieomal każdemu facetowi który wyrazi jakiekolwiek nieodwzajemnione zainteresowanie daną kobietą. Najczęściej facet po prostu nie podoba się danej kobiecie, ale częstokroć faceci otrzymujący łatkę creepa są ogólnie nieatrakcyjni, grubi, biedni, lub nieposiadający zbyt wysokiej pozycji społecznej. Wielu młodych Amerykanów uważa że bycie creepem jest jedną z najgorszych rzeczy jaka im się może przydarzyć, i faceci dwoją się i troją aby nie być postrzegani w ten sposób. Powodów jest wiele; wielu facetów uważa bycie creepem za absolutny dowód o ich nieatrakcyjności, najczęściej fizycznej. Jeśli wyjdziesz na ulice jednego z amerykańskich miast i zaczniesz pytać przypadkowych facetów co w ich odczuciu znaczy creep nierzadko spotkasz się z opinią że creep to jest po prostu każdy facet który jest w jakiś sposób nieatrakcyjny. Za niski, za gruby, bez urody, lub posiadający jakąś inną wadę która go automatycznie dyskwalifikuje w oczach większości kobiet, a nie tylko tej jednej która go tak nazwała. Po drugie, faceci uznawani za creepów często spotykają się z poważnymi konsekwencjami, wynikającymi z tego że ta dziewczyna która danego faceta nazwała creep'em uważa go de facto za potencjalnego gwałciciela. W niektórych przypadkach, w zależności od jurysdykcji i dokładnego zachowania, dziewczyna może iść na policję i facet usłyszy zarzut molestowania na tle seksualnym, co jak wiadomo może się dla niego bardzo źle skończyć. Jeżeli do najścia dojdzie w pracy, dziewczyna może się poskarżyć do szefa i facet zostanie zdyscyplinowany albo nawet straci prace. Definicja sexual harassment jest ogólnie tak skonstruowana, że to co stanowi harassment jest tylko i wyłącznie decyzją kobiety. Aczkolwiek że doszło do naruszenia prawa może być rzeczą trudną do udowodnienia w sądzie (z uwagi na reasonable doubt) to w pracy samo przypuszczenie lub nawet skarga kobiety może doprowadzić do sytuacji gdzie pracownik otrzyma wypowiedzenie umowy. W zasadzie stworzyło to klimat strachu wśród młodych, nieżonatych mężczyzn, nie posiadających najczęściej ani specjalnej urody ani dużego portfela, że samo podejście do dziewczyny i powiedzenie "Hi" może się skończyć z fatalnymi dla nich skutkami. I takie obawy wcale nie są nieuzasadnione. Na amerykańskich uczelniach zdarzały się już przypadki gdzie student dostał policyjny zakaz zbliżania się do pewnej kobiety a w jednym przypadku nawet został wydalony z uczelni, dlatego że...patrzył się na dziewczynę w trakcie wykładu, nie wypowiedziawszy nawet słowa, a ona natychmiast poczuła się zagrożona i wniosła skargę. Z tego powodu wielu mężczyzn się wręcz boi podrywu. Boją się podrywać w kawiarniach, w autobusie, w tramwaju, a w pracy to już w ogóle. Jednym słowem, opłakany stan rzeczy.
Oczywiście w Polsce brzydcy i biedni mężczyźni też nie cieszą się specjalnym powodzeniem, i często słyszy się opinie że tylko wygląd i portfel się liczą, jednak w zasadzie to szaleństwo jeszcze do nas nie doszło, przynajmniej nie w tym stopniu. Faceci nie boją się najczęściej podrywać random'owych kobiet na ulicy z myślą że wszyscy dookoła, wraz z samą kobietą ich będą traktować jak potencjalnych kryminalistów i niedoszłych gwałcicieli. Właśnie miesiąc temu byłem w Katowicach i często w autobusach i tramwajach widziałem jak dany chłopak siadał obok dziewczyny którą dopiero co spotkał, i zaczęli ze sobą spontanicznie rozmawiać. A jeśli facet nie jest jej do gustu to dziewczyna co najwyżej mu powie "spie.rdalaj, zj.ebku" i na tym się najczęściej skończy. Nie jest to przyjemne doświadczenie, ale jest przynajmniej jakaś normalność w tym, a nie takie szaleństwo jakie sie widzi za oceanem. W Kanadzie, takie sceny gdzie chłopak podrywa obcą dziewczynę przez tzw cold approach zdarzają się bardzo, ale to bardzo rzadko, właśnie z tego powodu. Może jeżeli jest jakimś ciacho albo milionerem to tak, ale inaczej to nie. Niestety obawiam się że i my w końcu zostaniemy na to skazani. Powodów jest kilka; po pierwsze rośnie awareness o gwałcie w polskich mediach i o skali tego zjawiska. Z jednej strony to dobrze, bo kobiety będą się mogły lepiej bronić i zabezpieczać przed tymi prawdziwymi zboczeńcami, jednak efekt uboczny tego będzie taki że cała naturalna spontaniczność podrywu zostanie w efekcie zniszczona. Nie wiem, czy jest więcej gwałtów w USA niż w Polsce, ale na pewno jest bardzo wysoka świadomość o "kulturze gwałtu" i szacuje się że do 25 roku życia nawet co czwarta kobieta mieszkająca w USA zostanie zgwałcona. Jednak pomimo wielkiej skali zjawiska ponad 90 proc. gwałtów nie jest nawet zgłaszanych a z tych co są, niewiele kończy się wyrokiem dla gwałciciela. Kobiety czują że gwałciciele uchodzą bezkarnie, co tylko potęguje ich lęk i niestety najbardziej uderza to w brzydkich i biednych mężczyzn którzy najczęściej wcale nie są gwałcicielami. W Polsce jest podobna sytuacja. Nie wiemy jeszcze dokładnie ile kobiet zostało zgwałconych ale konsensus wydaje się być że ta liczba jest na pewno wyższa niż się wcześniej można było spodziewać, i też większość gwałtów nie kończy się wyrokiem dla sprawcy, więc niestety mamy dość podobną sytuację do Amerykanów co z czasem obawiam się doprowadzi do podobnego zjawiska w Polsce. Po drugie, coraz więcej dużych firm z tysiącami pracowników otwiera biura w Polsce i wraz z pracą i dobrą pensją przywożą też ze sobą zasady amerykańskiej kultury biznesowej. W arenie pracy takie przypadki już się na pewno i teraz zdarzają, jednak nie wsiąkło to jeszcze do ogólnej świadomości społeczeństwa, lecz obawiam się, że z czasem będzie tylko gorzej. Mam nadzieję tylko że nie podążymy całkowicie za USA i Kanadą w tej dziedzinie i że podryw nie będzie automatycznie traktowany jak niebezpieczna sytuacja czy potencjalny gwałt.
A więc to wszystko co mam do powiedzenia na razie, jest jeszcze kilka innych różnic kulturowych do których się chciałem odnieść no ale teraz to wszystko bo ten post jest i tak bardzo długi. Może za pare dni napisze Part 2. Czekam na wasze opinie w komentarzach.
submitted by shydude92 to Polska [link] [comments]


2017.04.07 19:35 Darij Nieudana wizyta w burdelu

Długo dojrzewałem do tego żeby w końcu zasrać. Mam 25 lat i jak do tej pory mój najbliższy kontakt z niespokrewnioną ze mną kobietą (trzymanie kuzynki za rękę czy przytulanie mame) to był wolny taniec na dyskotece w podbazie. Ze względu na moją - delikatnie mówiąc - niezbyt zachęcającą aparycję raczej odpadało, żeby udało mi się stracić prawictwo za darmo więc od dłuższego czasu przeglądałem ogłoszenia na roksie, garsonierze itd. Po długich namysłach zdecydowałem się, jak szaleć to szaleć xD W piątek dostałem wypłatę i zamierzałem na całą zabawę przeznaczyć z 1000zł, żeby nie r* chać z zegarkiem w ręku. Jedną z moich głównych obaw była higiena dziewczyn, więc nie chciałem iść w weekend jak wszystkie mirki z budowy idą prze******* ić tygodniówkę i roksy mają po 20 klientów dziennie, dlatego zdecydowałem się iść w poniedziałek jak najwcześniej rano. Wczoraj zadzwoniłem do tych dziewczyn i umówiliśmy się na dzisiaj na 14:00 i obiecały, że będę pierwszym klientem tego dnia. Byłem taki poddenerwowany, że w nocy prawie nie spałem a od rana ręce mi latały. 3 razy brałem prysznic, obciąłem paznokcie i mniej więcej nożyczkami łoniaki. O 12:00 byłem już tak spięty, że postanowiłem wypić kilka hehe piwek dla kurażu. Obaliłem cztery i o wpół do drugiej stałem już pod domem dziewczyn na Koszykowej. Punkt 14:00 zapukałem do drzwi, dziewczyny mi otwierają już w samej bieliźnie, ja kościej hardo i ręce latają jak u parkinsonowca z nerwów. Jak mnie zobaczyły to na ich twarzach pojawiło się obrzydzenie. Dukam, że wczoraj dzwoniłem i się umawiałem na zabieg dokładnie tego słowa użyłem zdenerwowany xD na czternastą. One mówią, że tak, pamiętają, tylko jest taka sprawa, że jest awaria wody w bloku i niestety ze względów higienicznych nie przyjmują teraz klientów i żebym przyszedł kiedy indziej. Potem zamknęły mi drzwi przed nosem. **** ica mnie trafiła na tej klatce schodowej bo co to za dz**ki, co wybrzydzają w klientach. Wyszedłem wściekły i lekko podpity na ulicę, złapałem taksówkę i próbuję w delikatny sposób wytłumaczyć kierowcy, że chciałbym pojechać do agencji.
No ten panie taksówkarzu wie pan jak to z dziewczynami jest hehehe Ale o co chodzi? No wie pan hehe nie zawsze są a potrzeby człowiek ma hehe no wie pan hehe Może pan powiedzieć gdzie mamy jechać? Myślałem tam sobie właśnie że może pan mi powie gdzie jechać Ja panu mam mówić gdzie pan chce jechać?! w tym momencie już mocno w****iony No bo ja bym chciał do jakiegoś takiego lokalu Mówisz pan o burdlu? No tak coś tego typu, tylko jeżeli by się dało to jakiś dobry
No i kierowca mówi, że zna bardzo dobry lokal, i że mnie zawiezie. Wywiózł mnie j*** ny aż do Łomianek i naliczył 70zł. Pewnie znał 100 burdeli bliżej ale chciał sobie zarobić na mojej niedoli. Muszę mu jednak przyznać, że dobrą mi wybrał tą agencję bo to była prawdziwa wielka willa. Wchodzę do środka i nikogo ***a nie ma. Zaglądam do różnych pomieszczeń ale nikogo nie mogę znaleźć. W końcu wchodzę do kuchni a tam siedzi 6 dzek i pije kawę i je jajecznicę. Pomyślałem tylko- super dom rozpusty *o xD Jedna dziewczyna pyta w czym mogą pomóc a ja zaczynam się jąkać cały blady i nie mogę złożyć poprawnego zdania. Dziewczyny w śmiech i mówia, że widać, że pierwszy raz w "wesołym miasteczku" xD i że godzina 200zł i czy mam pieniądze. To ja odzyskałem głos i rozum człowieka i mówię dumny, że 1000zł mam. No to dziewczyny mówią, że fajnie, pobawimy się, tylko muszę trochę poczekać bo jeszcze nie otworzyli lokalu i ktoś tam jeszcze pokoje sprząta i pościel zmienia i żebym sobie z nimi siadał bo nie będę przecież stał na mrozie na zewnątrz. Przycupnąłem na krześle z nimi przy stole. Nie były takie ładne jak tamte ale 6-7-8/10 bym dał z czystym sercem (ja 3/10), i co najważniejsze w przeciwieństwie do tamtych *** były bardzo sympatyczne. Zaczęły mnie zagadywać jak mam na imię, ile mam lat itd. i tak sobie rozmawiamy i się zrobiło całkiem przyjemnie. Pytają czy już kiedyś rchałem a ja się zarumieniłem i mamroczę pod nosem, że hehe no kiedyś to miałem dziewczynę i coś tam było ale teraz nie mam hehe, a że nie umiem kłamać to one się roześmiały i powiedziały, że to żaden wstyd i one mi wszystko pokażą i żebym się w ogóle nie przejmował. Potem jeszcze chwilą gadaliśmy i taka Monika powiedziała, że w sumie to jestem słodki i jeżeli to mój pierwszy raz to ona za darmo mnie wyrcha a jak mi się spodoba to najwyżej będę do nich wracał. Ja uradowany, że odkryłem w sobie socjal skila na tyle dużego, że dzki mi się za darmo oddają xD i czekam aż skończą te pokoje sprzątać. Nagle Sandra, najstarsza z nich wszystkich, która była chyba menadżerką bo z nią dziewczyny dyskutowały o grafiku, odebrała telefon. Rozmowa była bardzo krótka, ale przez te kilkanaście sekund jej twarz zmieniła się z roześmianej w przerażoną. Sylwia pyta co się stało a ona mówi, że dzwonił dziadek i powiedział, że będzie za 20 minut. Wszystkie dziewczyny pobladły momentalnie i zrobiło się cicho. Monika zaraz zaczęła prawie krzyczeć, że ona już jest zajęta bo ja jestem jej klientem i że jak chcę, to mogę cały dzień u niej za darmo siedzieć. Sandra mówi, że Monika dobrze wie, że jak przyjeżdża dziadek to żadne zasady nie obowiązują i że jak mu się zachce to nam wejdzie do pokoju i wyrcha i ją i mnie. Ja też się wtedy wystraszyłem bo przez utratę prawictwa rozumiałem, że to ja wsadzę ca w c pkę a nie mi jakiś dziadek c a w dupę i jeszcze zapłacę 200zł za tą wątpliwą przyjemność. Pytam, kto to jest ten dziadek a one mi mówią, że to taki aka, że dzki w całym mieście się go boją. Płaci grube pieniądze ale jak już r * cha, to czasami cały burdel jest potem przez tydzień nieczynny. Był u nich 3 tygodnie temu i jedną dziewczynę tak wyał, że skończyła w szpitalu i do dzisiaj jest na chorobowym. Co najgorsze nie można mu odmówić wizyty bo ma znajomości wysoko i jak mu w kilku agencjach odmówili to następnego dnia wpadała policja, skarbówka, sanepid itd. i burdel zamknięty. Wszystkie dziewczyny miały wilgotne oczy, ja też przerażenie mocno. Nagle słychać, że ktoś wali kijem czy czymś takim w drzwi. ******* zaczęły łzy cieknąć a ja długo nie myśląc s ******* iłem do salonu i wlazłem do szafy żeby i mnie też ten dziadek na chorobowe nie posłał. Szafa miała takie jakby szpary poziome i widziałem przez nie co się dzieje zarówno w salonie jak i na korytarzu. Sandra otworzyła drzwi i do domu wszedł dziadek o lasce.
Dzień dobry panu No cześć Sandra, dupy nasmarowane hehe Tak proszę pana, nasmarowane No to wołaj dziewczyny do salonu i zaczynamy zabawę, masz tu kilka groszy
I rzucił na podłogę chyba plik banknotów. Dziadek wszedł ze wszystkimi dziewczynami do salonu. Za dobrze nie widziałem bo szpary były wąskie i tak jakby nachylone w dół, ale widziałem, że dziadek usiadł na kanapie a dziewczyny stanęły w szeregu przed nim. Nogi im się trzęsły i stały tak jakby czekały na rozstrzelanie w tym szeregu. Dziadek wskazał laską na Monikę i ona wtedy zaczęła płakać. Ja też płakałem po cichutku bo bardzo ją zdążyłem polubić a czułem, że stanie się jej coś złego. Dziadek kazał jej wypiąć się tyłem do niego. Reszcie dziewczyn kazał trzymać ją za ręce, nogi i głowę. Jedna chyba słabo trzymałą bo ******* ną ją laską po głowie i kazał trzymać porządnie "bo będzie ostro". Od razu po tym zapakował Monice laskę w dupę tak, aż zawyła. Machał z całej siły a Monika płakała i krzyczała żeby przestał. Dziadek jednak wpychał laskę do połowy długości. Ja nie mogłem już wytrzymać widoku, jak moja niedoszła miłość cierpi i z płaczem wyskoczyłem z szafy i zacząłem uciekać. Jak przebiegałem koło dziadka to on tylko krzykną "o ty c ***u podglądaczu" i szybko zdzielił mnie wyjętą z dupy Moniki laską po głowie. Wtedy przez chwilę zobaczyłem wyraźnie jego twarz. Był to weteran Powstania Warszawskiego i autorytet moralny Władysław Bartoszewski. Przerażony wybiegłem na ulicę zostawiając dziewczyny na jego pastwę. Wsiadłem do autobusu podmiejskiego, który akurat podjechał na przystanek i płacząc dojechałem do centrum a potem do domu. Tak oto zamiast stracenia prawictwa straciłem jeden ze swoich autorytetów.
submitted by Darij to Polska [link] [comments]


2017.03.26 10:37 Czarpp Co się dzieje na wykopie

Przeglądam wykop i z automatu zawsze irytuje mnie z wielu powodów. Generalnie ludzie maja na nim ogromny ból dupy na wszystko, każda chęć wywyższenia się traktują bardzo wrogo. Załóżmy przykładowo jakaś dziewczyna wrzuci swoje zdjęcie od tak i leci fala hejtu "ty atencjuszko" itd. Ktoś doda jakieś zdjęcie dziewczyny i leci fala hejtu "ty stulejarzu". Wkurwia mnie to bo tak nie powinno się robić. Każdy ma swoje własne zdanie na jakiś temat i trzeba je tolerować, przecież ważniejsze jest jego podejście do drugiego człowieka a nie to co wrzuca gdzieś tam. W sumie rozumiem tez ze ktoś może nie lubić kogoś innego bo ma inne zdanie ale w takiej sytuacji zwyczajnie idzie się w swoją strone. Kolejna rzecz która mnie wkurwia to gadanie z zasada "nie wiem to się wypowiem". Często ktos pomimo braku jakiejkolwiek wiedzy udziela się w temacie i tak w sumie niszczy cały post. Swoich racji trzeba bronić ale najpierw tą racje trzeba mieć. Irytujące jest też szukanie w ludziach wad na sile. Jest masa przemądrzałych ludzi z którymi nie da się dyskutować. Kiedyś myślałem że jak wejdę na wykop to będę miał miejsce do miłych rozmów a co z tego wyszło? Przeniesienie się na reddita. Wykop to portal ze spierdoliną, na mieście trudno spotkać taka osobę jakie są na wykopie.
submitted by Czarpp to Polska [link] [comments]


2017.01.10 17:37 Hagee0r Kurwa!

Znalezione na: Fejsuniu
Michał Cichy
(Pawłowi Bravo)
„Kurwa”, najbardziej polskie, arcypolskie słowo. Mrożek dziwił się kiedyś, że nie występuje ani razu w naszej konstytucji. Skąd się wzięło? Aleksander Brückner w przedwojennym słowniku etymologicznym pisze tylko, że występuje wszędzie u Słowian poza Rosją, gdzie mówi się „bladź”. Klasyczna rosyjska czastuszka uczy: Po giermanski alte Hure, a po russki stara blad', po giermanski ficken machen a po russki pojebat'. Brückner umieścił słowo „kurwa” dopiero pod sam koniec słownika, w „Uzupełnieniach” występujących po „Dodatku”. Na temat jego pochodzenia napisał tylko: „Wywody niepewne, więc je pomijam”.
Powojenny słownik etymologiczny Franciszka Sławskiego, wydawany przez 30 lat i nigdy nie ukończony, dojechał jednak do litery „Ł”, a więc „kurwę” objął. Sławski zauważył, że słowo pojawia się w zabytkach języka polskiego od roku 1415, odnotował, że w innych językach występuje wszędzie u Słowian, a oprócz tego także u Węgrów i Litwinów jako zapożyczenie z języków słowiańskich, ale na temat jego pochodzenia przedstawił dość dziecinną hipotezę, że to niby od „kury”. Powtarzają to za nim niektórzy późniejsi autorzy.
Żeby znaleźć prawdziwe pochodzenie słowa „kurwa”, trzeba się cofnąć znacznie dawniej, do mykeńskiej Grecji, mniej więcej do XVI-XIV wieku przed naszą erą. Mykeńczycy spisywali teksty - nie żadną poezję ani mity, tylko inwentarze rozmaitych dóbr - na glinianych tabliczkach, używając pisma sylabicznego odziedziczonego po poprzedniej kreteńskiej cywilizacji, która posługiwała się jakimś nieodczytanym do tej pory językiem nieindoeuropejskim. Na początku lat 50. angielski architekt i samorodny geniusz językowy Michael Ventris (syn pułkownika armii brytyjskiej w Indiach Edwarda Ventrisa i urodzonej w Anglii, ale wywodzącej się z rodziny warszawskich Żydów Anny Doroty Janasz) odszyfrował pismo mykeńskie, tzw. pismo linearne B, i stwierdził ku zdumieniu całego świata naukowego, że była to archaiczna forma greki.
Sylabariusz, czyli osobne znaki dla kilkudziesięciu sylab, nie nadawał się do zapisu greki tak dobrze jak pismo alfabetyczne, ale alfabet Grecy pożyczyli od Fenicjan znacznie później, dopiero w VIII wieku p.n.e. Na razie, w XVI-XIV wieku, sylabizowali na swoich tabliczkach takie słowa jak ti-ri-po (tripos - trójnóg), e-ra-wa (elaiwa - oliwa), ku-mi-no (kyminos - kminek) albo sa-sa-ma (sasama - sezam). To, że w słowie „elaiwa” występuje „w”, jest ważne, bo w klasycznej grece ta głoska zniknęła. Ze względu na formę zapisu w archaicznym alfabecie greckim nazywa się ją „digamma”. Wymawiało się ją jak angielskie „w” albo jak nasze „ł”. Czyli „elajła” - oliwa. Na mykeńskich tabliczkach występuje też słowo ko-wo, które odczytuje się „korwos”. Znaczy „młodzieniec”. W klasycznej grece gubi „w” i występuje w formie „κοῦρος”, „kouros”. Ma ono swój odpowiednik żeński, na tabliczkach mykeńskich ko-wa. Ko-wa, czyli „korwa” (czytane „korła”). „Dziewczyna”, „panna”, „niezamężna kobieta”. W klasycznej grece „κόρη”, „kore”. Są dziesiątki posągów kurosów i kor, przeważnie z VI wieku p.n.e. Kurosi są zawsze nadzy, a kory zawsze ubrane w długą szatę. Na ustach półuśmiech, który historycy sztuki nazywają „zagadkowym”. Trochę jak Mona Liza, trochę jak Budda na posągach. Ten uśmiech później znika z greckiej rzeźby. O tych „korwosach” i „korwach” przeczytałem w książce Johna Chadwicka „Odczytanie pisma linearnego B”, która po polsku wyszła w roku 1964 w serii „Omega”, a ja ją przeczytałem w roku 1986 szykując się na pierwszym roku studiów do egzaminu z historii starożytnej u profesora Benedetto Bravo, ojca Pawła Bravo, mojego kolegi, redaktora „Tygodnika Powszechnego”. I od razu wiedziałem, że to jest to. Fonetycznie ma sens, semantycznie ma sens. To jest to samo, co z „dziewką” i „dziwką”, tylko na znacznie starszym substracie językowym. Ciekawe: to, że w rozmaitych językach indoeuropejskich na określenie prostytutki występują różne wyrazy, świadczy, że w czasach indoeuropejskiej wspólnoty językowej, czyli w ciemnej pradawnej epoce w rodzaju XXV-XX wieku p.n.e. nasza cywilizacja nie znała prostytucji. To w sumie zrozumiałe, bo do powstania prostytucji potrzebne jest istnienie miast z ich pieniądzem i anonimowością. Cytowana już niemiecka „Hure” oraz angielska „whore” pochodzą od germańskiego słowa „huor” oznaczającego „seks pozamałżeński, zdradę małżeńską”, a to pochodzi podobno od praindoeuropejskiego rdzenia, z którego wywodzi się też łacińskie słowo „carus” - „kochany, drogi”.
W roku 2000 wyszedł kolejny polski słownik etymologiczny, autorstwa Andrzeja Bańkowskiego. Też niedokończony, zatrzymał się na „P”. Ale hasło „kurwa” jest. Czytamy: „słowo obelżywe (...), toteż jego użycie w staropolskich kodeksach prawnych obłożone sankcjami (>gdyby mać jego kurwą mianował, w takąż winę skazujemy ji być upadłym<), starsza postać >kurew< zachowana reliktowo w najczęściej używanym wyrażeniu >kurwie macierze syn<”. I dalej mamy to: „*kour-u-s >kobieta niezamężna<, porównaj greckie >koura<, >koure<, >kora<, >kore< (...). Sens pejoratywny rozwinął się w słowiańskim właśnie z wyrażenia >kurve matere syn<, >syn niezamężnej matki<, >syn nieznanego ojca, bękart, wyrzutek, nie należący do rodu<. W XVI wieku polskie >kurwa< już zwykłą nazwą zawodowej prostytutki, z licznymi derywatami: zdrobniale >kurewka< 1564, >kurewnik<, rozpustnik, stręczyciel 1540, przymiotnik >kurewski< 1521, >kurewstwo<, rozpusta, nierząd, stręczycielstwo 1540 (...) >kurwić< 1471, >kurwić się< 1540 (...), >skurwysyn< I poł. XVI w.”. Na zakończenie hasła Bańkowski pisze: „W polskiej mowie potocznej dziś już nic nie znaczy, używane jako partykuła emfatyczna (bezpośrednio po wyrazie, który mówca chce podkreślić)”. Nic nie znaczy? Moim zdaniem to jedyny wyraz polski, który znaczy, kurwa, wszystko.
submitted by Hagee0r to Polska [link] [comments]


2016.12.21 13:07 ben13022 Jan Miodek o miłości i kochaniu.

Atrakcyjnie mówiący mężczyzna działa na kobiety. Ładna mowa może być afrodyzjakiem. Nawet, powiem nieskromnie, gdy rozprawia się o jerach, rzeczownikach i przymiotnikach.
Dorota Wodecka: Jak mężczyzna mówi, że kocha?
Prof. Jan Miodek: A wie pani, co to znaczy?
Przeczuwam.
Czyli w kobiecie etymologicznie jest już wpisany aspekt kochania, dotykania. I to też jest bardzo piękne. Nie dziwi mnie więc, że w relacji kobieta-mężczyzna to ona jest zawsze uczuciowo pełniejsza. Przejawia się to na ogół w całkowitym oddaniu się małżeństwu, macierzyństwu, a i pracy zawodowej też. Mężczyźni chyba mają w sobie więcej swoistej rezerwy na jeszcze jakieś swoje przyjemności, pasje, luzy szeroko pojęte. W nas dotyk, a w was?
Dwa światy. Ale to się cudownie dialektycznie dopełnia. Bo im dłużej żyję, tym bardziej jestem pewny, że istotą świata jest dopełnianie się przeciwieństw. A kobieta i mężczyzna to najważniejsze i w gruncie rzeczy najurokliwsze dopełniające się przeciwieństwo ze wszystkich uroków tego świata. Jesteśmy etymologicznym dopełnieniem kochania, a mężczyźni mówią o nas "dupy", "laski" i jeszcze dosadniej. Przyzna pan, że niepięknie.
Ta, w której się zakochujecie od pierwszego wejrzenia?
A pan często mówi żonie, że jest gryfno albo że pan ją kocha?
Skąd wie, jak pan nie mówi?
Co jest piękne?
Pan się wzruszył.
Co jest istotą waszych przeciwieństw?
Skąd pan wiedział, że to ona?
I czego się pan nauczył dzięki niej?
Wspominacie wasze pierwsze spotkanie?
Pewnie pięknie się wysławia.
Przeklinamy?
Czy mowa może być afrodyzjakiem?
Nie tylko mówiąc o miłości?
Czy Polacy ładnie mówią o miłości?
A najpiękniejsze słowo miłości?
źródło: http://wyborcza.pl/1,76842,7483062,Miodek__jo_ci_przaja.html#ixzz4TTQX9glS
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.11.21 18:00 SoleWanderer Jak Gruby spod Białegostoku przeszedł na islam

http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,20995433,jak-gruby-spod-bialegostoku-przeszedl-na-islam.html
Przejście na islam było dla Grubego przeżyciem. Poczekał, aż jego dwóch najlepszych kumpli wyjdzie z więzienia. To oni byli jego świadkami podczas szahady, muzułmańskiego wyznania wiary W lipcowym słońcu wszystko lśni: czarna karoseria, srebrne felgi, nowe buty Siwego, złoty łańcuch na szyi Młodego. Wysiadają z bmw z rękami w kieszeniach, śmieją się głośno, przepychają, pogwizdują. Mają swoje zasady: czekać na nikogo nie lubią. I z reguły nie czekają, ale mówią, że dziś warto. Na wakacje do Z. wraca Gruby.
– Ej, jest! – rzuca Młody.
Gruby wysiada z autobusu Warszawa – Białystok. Biały dres, czarne klapki Adidasa, torba przerzucona przez ramię.
– Patrz go, znowu przypakował! Ile masz teraz w łapie?! – Młody wita Grubego, nie widzieli się od roku.
– Eee... 46. Ostatnio centymetr spadł. Ramadan miałem, musiałem przystopować. No, nie mogłem sobie pohulać...
Przyjaciele klepią się po plecach, obmacują biceps Grubego, napinają swoje. Któryś rzuca: – Nie bój, stary, nadrobimy!
Biała siła, Białystok. Reportaż Grzegorza Szymanika
Jak flaga polska Gruby, Siwy i Młody mają dziś po 30 lat, znają się od 20. Od podstawówki przesiadywali na tej samej ławce pod blokiem. Tam wypili pierwsze wspólne piwo i wyjarali paczkę papierosów. Nieraz z nudów ławkę podpalili, ale wiedzieli, że pan Janusz z klatki obok naprawi. Czasami postraszył, że ojców zawoła. Był jednak wyrozumiały, nie wołał. Wiedział, że Gruby za karę może nocować w piwnicy.
– Dobre czasy ta szkoła była. Jaja niezłe, piło się przed religią, krzesła wyrzucało przez okno, pyskowało na polskim, a na angielskim udawało świnię... Ale najwięcej cyrków to było w gimnazjum. Pamiętacie, jak żeśmy Miśka złapali za nogi i zawiesili głową nad boiskiem, przez okno z drugiego piętra? Cały biały ze strachu był! A jak krew mu z nosa leciała!
– No, jak flaga polska wyglądał – Gruby pokłada się ze śmiechu.
– Bydło się czasami robiło, ale wolę życie teraz. Na poważnie, na poziomie – Młody poleruje lusterko w swoim bmw. Samochód dostał od ojca na trzydzieste urodziny. W domu się nie przelewało, ale rodzice sprzedali działkę po dziadkach i zainwestowali w syna. Młody wszędzie podwozi ojca, na zakupy czy do lekarza. W końcu nie muszą się niczego wstydzić. – Prawie 30 tysięcy. Stary miał gest, co nie?
Cała trójka po gimnazjum trafiła do technikum. Uczyli się na mechaników samochodowych, ale już wtedy wiedzieli, że dla innych pracować nie będą. Sprawa prosta: albo robisz swój biznes, albo ktoś inny będzie cię gnoił.
W drugiej klasie przestali pić. Używki zamienili na siłownię. Zorganizowali sobie swoją, osiedlową, w piwnicy u Siwego. Na używaną sztangę i obciążenie zrobili zrzutę po parę dych. Potem rozeszła się wieść, że u Siwego można przypakować. Zaczęli przychodzić inni, a oni za to kroili: dychę od wejścia i można było zostać do rana. Na ścianach powiesili plakaty Muhammada Alego i Michaela Jacksona. Siwy miał sentyment.
Białystok dla białych! Zaczyna się od dresiarstwa. Ważne, żeby przypakować na siłowni. Razem ze sterydami chłopaki łykają neofaszystowską ideologię
Zaczęli rosnąć w oczach. Wszystkie babcie i matki na osiedlu z zadowoleniem informowały się, jakie to pozytywne zmiany zaszły w życiu ich chłopców. Że wyrośli z głupot, że tak pięknie obiady jedzą – do ostatniego okruszka, że każą sobie dwie piersi z kurczaka dziennie gotować, że kilo ryżu to na dwa dni im teraz starcza, alkoholu od nich nie czuć, sportem się zajęli. Tylko skąd brać na nowe ubrania, tak nagle wyrośli?
Gruby z kolegami zarabianie na ubrania wzięli w swoje ręce. Było łatwiej, niż zakładali: oni rosną, inni się boją. Jeździli do Białegostoku po towar i kazali młodszym biegać po mieście: z marihuaną, dopalaczami. Potem cały interes kręcił się na siłowni. Sprzedawali metę. Zarabiali, a na dzielni zyskali posłuch.
Meta to skrót od metanabolu, sterydu anabolicznego. Cykl łykania tabletek to cztery-sześć tygodni. W tym czasie potrafili przybrać dziesięć kilogramów. Potem zaczęli kłuć sobie tyłki. Tłumaczą: – Zdecydowanie lepiej zainwestować w zastrzyki, chroni się wątrobę.
Podręczny słownik pakera
– Teraz, jak młodzi przychodzą po radę, to mówimy: najpierw się dowiedz, gdzie i od kogo, dużo ruskiego syfu jest na mieście. Najgorzej, jak masz wyjebkę, jak nie wiadomo, co sobie wstrzeliłeś.
– I nie zakochuj się przy pierwszym czy drugim cyklu. Dziewczyna to, wiadomo, dodatkowy stres: a to to, a to tamto. Wtedy więcej spalasz i masa leci w dół.
– No i zbieraj kasę. Jeden cykl to często półtora kafla: koks, leki osłonowe, witaminy, białko, carbo...
– Ej, Siwy, synka masz. W przyszłości pozwolisz mu brać?
– Chyba oszalałaś.
Koks? Nic nam o tym nie wiadomo Siwy i Młody studiowali zaocznie zarządzanie i administrację w Białymstoku. Żeby dziewczyny się nie czepiały. Mówiły, że w życiu liczy się papier.
– Wytrzymaliśmy dwa lata, zmarnowane pieniądze. Ale przynajmniej miasto poznaliśmy. Wpadaliśmy tam co drugi weekend, pobujaliśmy się z godzinę po szkole, a potem a to do jednej siłowni, a to do drugiej. Poznać chłopaków, przybić pionę. Po trzech latach otworzyliśmy naszą: na Antoniuku.
Balanga w Transie. Jest tylko dziś i tylko tu. Ciemność i ultrafiolet. Didżej nakręcił ludziom fazę. Reportaż Lidii Ostałowskiej
Oprócz siłowni Młody cztery lata temu otworzył w Z. solarium dla swojej dziewczyny, dziś już żony. Wszystko po to, żeby się nie nudziła i w domu nie narzekała.
– W tygodniu siedzimy w Białym, wszystkiego trzeba doglądać, chłopaków sprawdzać, czy któryś na naszym terenie interesów nie robi.
– U was na siłce można kupić koks?
– Nic nam o tym nie wiadomo.
Po tygodniu ciężkiej pracy odpoczywają: weekend to czas dla dziewczyn, żon i dzieci. W soboty jeżdżą do Jaświł, podlaskiej wsi. Jest tam popularna wśród fanów disco polo dyskoteka Fantazja. Bardzo sobie chwalą.
– Widać, że ten, kto otworzył, ma zasady. To najważniejsze. Trzymają muzę na dobrym poziomie, nie ma zadym, można z dziewczynami się pobujać. A w czasie postu zamknięte, tak jak być powinno. Niektóre dyskoteki nie zamykają.
– To takie istotne? Chodzicie do kościoła?
– A kto nie chodzi? Ty nie chodzisz?!
Niech Murzyn siedzi w domu - reportaż o rasistach w Białymstoku
Szahada na siłowni Chłopaki zawsze wszystko robiły razem, Gruby też miał być współwłaścicielem siłowni. Ale w styczniu 2005 roku stracił dużo forsy na maszynach. Gotówki szukał na mieście. Znajomy był cieciem na osiedlowym parkingu, więc przymknął oko na to, że Gruby wykręcił kilkanaście felg i kołpaków. Kasą mieli się podzielić.
– Suki akurat przejeżdżały, a my już świętowaliśmy.
Gruby, tak jak reszta, wychował się na blokowisku. Od kiedy pamięta, mieszkał z ojcem. Szanował go, mimo że ojciec dużo pił. Jak Gruby coś przeskrobał, dostawał lanie. Do czasu aż urósł – w wieku 15 lat ważył 66 kilogramów, rok później prawie 80. Wtedy to on zyskał u ojca szacunek. Matka mieszkała ze swoim chłopakiem i drugim synem kilka ulic dalej. Gruby rzadko do niej zaglądał. Chyba żal miał. Coś go w każdym razie w tej sytuacji denerwowało.
– No i wpadliśmy z tymi felgami. Jakaś sprawa w sądzie była. A że to nie pierwszy raz, tylko wcześniej suki oko przymykały, trzeba było zwiewać. Wkurwiłem się, że teraz uważać na wszystko trzeba. Coś tam w lombardzie zastawiłem, do ciotki do Belgii zadzwoniłem i powiedziałem, że przyjeżdżam.
Napijmy się jak Irańczyk z Polakiem
Gruby poznawał Brukselę bez znajomości języka, bez pieniędzy. Jego wzrok przyciągały luksusowe samochody, jakich wcześniej nawet nie widział. I różne kolory skóry: to, że wszyscy żyją obok siebie, a białe dziewczyny chodzą pod rękę z czarnymi.
Po miesiącu trafił do osiedlowego fitness clubu. Angielski załapał szybko, tym bardziej że mało kto na siłowni mówił po francusku. Wszyscy byli imigrantami: z Polski, Ukrainy, Egiptu, Pakistanu i Iranu. Większość wyznania muzułmańskiego. Grubemu to nie przeszkadzało. Wprawdzie obcych wcześniej nie lubił, ale ilu ich w Z. widział? Dwóch z Białorusi, co na ryneczku podkoszulki sprzedawali?
Z chłopakami szybko się zaprzyjaźnił. Zaczęli ćwiczyć razem, bujać się po mieście, odwiedzać centra handlowe. Tam kradli, najczęściej perfumy i oryginalne sportowe ciuchy. Gruby nie miał jednak doświadczenia: w Z. żadnych ochroniarzy nie było, a jak byli, to znajomi. Za trzecim razem wpadł.
– Wpakowali mnie na trzy miesiące do paki. A ja im za to dzisiaj dziękuję.
Obiecywali legalną pracę w Szwecji. Na miejscu okazywało się, że trzeba zostać złodziejem. Jeśli nie, to do obozu pracy
O swoim pobycie w więzieniu opowiada z namaszczeniem, jakby pobyt tam był mistycznym przeżyciem. Trzech chłopaków z Egiptu i jednego Syryjczyka, z którymi siedział w celi, dziś nazywa swoją najbliższą rodziną. Za kratkami przyjęli go jak brata: na początku razem ćwiczyli, potem zaczęli się razem modlić. Opowiadali Grubemu o swoim Bogu.
Gruby zawsze był dumny z bycia Polakiem: Ruskich uważał za trzeci świat, Niemców nie szanował, bo najechali mu kraj. Do kościoła chodził co niedzielę, a jak już zarabiał, to na tacę dawał. O islamie wcześniej nie słyszał. Nie mówili o tym ani w szkole, ani z ambony.
– Zrobili mi streszczenie Koranu. I wtedy wszystko mi się zmieniło. Poczułem, jakbym znowu był wśród swoich. Jakbym... nie wiem, jak to, kurwa, nazwać, wrócił do korzeni.
Po wyjściu z więzienia wiedział już, do kogo się zgłosić. Od najlepszego przyjaciela z celi dostał namiary, po miesiącu legalnie pracował jako trener na siłowni. Przeprowadził się od ciotki do nowych przyjaciół.
– Mimo że mnie wcześniej nie znali, przyjęli jak brata.
Jak 24-letni Polak został islamistą
Przejście na islam było dla Grubego przeżyciem. Poczekał, aż jego dwóch najlepszych kumpli wyjdzie z więzienia. To oni byli jego świadkami podczas szahady, muzułmańskiego wyznania wiary. Zgodnie z tradycją powtórzył je trzy razy w ich obecności, tym samym stając się muzułmaninem. Zmienił imię na Muammar.
– Gdzie odbyła się uroczystość?
– No, u nas. Na siłce.
Na siłowni, gdzie pracuje Gruby, wszyscy są muzułmanami. Treningi układają tak, by podczas podnoszenia hantli czy wyciskania rekordu na ławeczce znaleźć czas na modlitwę pięć razy dziennie.
Z alkoholu Gruby nie musiał rezygnować, bo od lat już go nie ciągnie. No, chyba że wpadnie na wakacje do Z., to czasami z Młodym i Siwym gdzieś zabalują. Ale to się nie liczy, to nie dzieje się w jego świecie.
Niemcy nawróceni na islam: Polacy, niesiemy wam szariat
Od razu ich zdmuchniemy Młody i Siwy do kościoła chodzili jak wszyscy: najpierw wystawali pod murem z chłopakami, potem – już z dziewczynami pod rękę – wchodzili do środka. Dziś całymi rodzinami stoją pod ołtarzem.
– Porządek w życiu musi być. A kościół to daje. Poza tym to nasz polski obowiązek.
Mają też inne polskie obowiązki: głosowanie na prawicę (w ostatnich wyborach mieli dylemat, czy nie pójść za Kukizem, dziś już wiedzą, że najbliżej im do niego), obrona Polski przed napływem imigrantów oraz przed zalewem gejów i lesbijek.
– Pedałami to ja gardzę, jako chrześcijanin – unosi się Młody.
Śledzą politykę, trochę w radiu posłuchają. Wiedzą, co się dzieje; jeśli trzeba by było, gotowi są na walkę o prawdziwą polskość. A jak w Białymstoku ONR organizuje marsze, zawsze wpadają się wykrzyczeć.
– Chcą nam tych muslimów na siłę wcisnąć. A my się nie zgadzamy! Nie będzie nam cudza wiara kraju zalewać!
– A niech przyjeżdżają, od razu byśmy ich zdmuchnęli.
– Jednego takiego znamy, w Białym przy stacji ma kebab, najlepszy, jaki jadłem. Nam robi XXL – Młody zatacza wielkie koło, pokazując, jakiej wielkości jest talerz. – Nic do niego nie mam, ale jakbym go z siostrą zobaczył, toby sobie dół w lesie mógł kopać.
Gruby przysłuchuje się rozmowie, śmieje się razem z chłopakami. On jest od nich, swój, jego to nie dotyczy.
– Gruby jest nasz. Niech się buja na tym swoim dywaniku, mi to nie przeszkadza – Młody ściska Grubego za szyję, udaje, że dusi. – Bomby nam przecież nie podłożysz, co nie, Gruby?
– My w rodzinie mamy zasady. Bomby podkładają ci bez zasad.
Na osobności mówi mi, że najważniejsza jest dla niego wierność rodzinie. Tej nowej, belgijskiej. Bo przyjęli go jak swego, dali mu pracę, dach nad głową, religię – czyli wytyczne, jak żyć. Dla nich wszystko: przyjaźń na śmierć i życie. Tylko z dziewczyną ma problem: to Polka, choć od lat mieszka w Belgii. Boi się, że Gruby po ślubie się zmieni, zmusi ją do przejścia na islam, każe nosić chustę. Ona na swoim profilu na Facebooku nawołuje do nienawiści wobec imigrantów, wrzuca memy z syryjskimi uchodźcami i podpisem: „won z Europy”. Ale Gruby mówi, że jej jeszcze udowodni, że nie ma się czego bać. Choć z religii dla niej nigdy nie zrezygnuje, choćby mieli się rozstać.
– Najgorsze, że islam mówi: zabijajcie chrześcijan. No to jak chcą wojny, to będą mieli – Siwy jest pewny swego.
– Tak mówi islam?
– No tak mówi, sam słyszałem.
– Gówno słyszałeś – Gruby się unosi. – Chociaż różnie bywa. To tak jakby dostać w mordę. Nigdy nie dostaje się za nic. Zawsze trzeba sobie zasłużyć.
Chłopaki milkną. Nie po to spotkali się z Grubym, żeby się kłócić. Został im tylko tydzień na wspólną zabawę. Potem Gruby wsiądzie do autobusu i wróci do Belgii. O Polsce nie myśli. To w Brukseli ma życie i rodzinę, której ani nie mógłby, ani nie chciałby tu przywieźć.
Gruby, Siwy i Młody patrzą na siebie i czują, że jest dobrze, tak jak jest. Bez zbędnej gadki. Gruby to Gruby, ale jego muzułmańska rodzina? To już by nie przeszło. Bo jak się na ulicy pokazać, jak znajomym wytłumaczyć? Nie wytłumaczysz.
Autorka jest studentką Polskiej Szkoły Reportażu
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]